Inne pieśni – Jacek Dukaj

Dukajowe „Inne pieśni” figurują obok „Lodu” w wielu rankingach i podsumowaniach minionej dekady. Często na czołowych pozycjach. Aż wstyd było przyznać przed samym sobą, że mnie, któremu „Lód” wybił bezpieczniki w głowie i absolutnie zauroczył klimatem, że właśnie mnie, od tamtego czasu nie zdarzyło się przeczytać niczego nowego od Dukaja. Trochę wynikało to zapewne z obawy, że już nic tego autora nie rozsmaruje mnie w równym stopniu po podłodze, wszak „Lód” uchodzi za jego największe osiągnięcie. Tak, wiem, teoria od A do Z błędna i nie jest żadnym argumentem. Byłem tego świadomy, ale najwyraźniej chciałem też ugruntować historię Benedykta Gierosławskiego w swojej pamięci, nacieszyć się nią, pozwolić jej osiąść w podłożu mojego umysłu, niczym fundamentom nowego domu. Jednak pewien rodzaj głodu i wyższej potrzeby obcowania z czymś wybitnym w kategorii fantastyki, musiał prędzej czy później doprowadzić mnie do właśnie Dukaja. Bo on zapewnia potencjalnie największą szansę na wymagającą a zarazem wciągającą i satysfakcjonującą lekturę. Czym prędzej więc pochwyciłem w dłonie stojące od dłuższego czasu na półce „Inne pieśni”, zdmuchnąłem kurz, który osiadł na górnym grzbiecie, przewróciłem okładkę (z tajemniczą póki co wyklejką), parę kolejnych stron, wygładziłem dłonią i rozpocząłem wielkie czytanie.

Dukaj może przerazić nowego czytelnika. On się z odbiorcą w tańcu nie pierdoli, spuszcza nas od razu na głęboką wodę swojej wyobraźni. Od startu zasypuje nowymi pojęciami, funkcjonującymi w świecie całkowicie inaczej ukształtowanym historycznie, politycznie a przede wszystkim ideowo. Nie trudzi się w żmudnym objaśnianiu nam zasad w nim panujących, wychodząc ze słusznego założenia, że wszystko wyklaruje się w treści, z jej przebiegu i kontekstu. To może oczywiście początkowo zniechęcić niecierpliwych, bo nie każdemu skojarzenie od razu podpowie co kryje się pod określeniami: anthos, keros, demiurgos, kratistos, keraunet i wieloma innymi. Oczywiście, ci co mieli w szkole język grecki (bo uczęszczali do niej dwieście lat temu), bądź też dorabiając sezonowo zbierali oliwki na Helladzie, będą w uprzywilejowanej pozycji, gdyż greka jest bazą wszelakich terminów, zwrotów i w ogóle funkcjonuje stale w treści. Nie bez powodu, bo Dukaj w powieści proponuje nam wizję świata zgodną z filozofią właśnie starożytnych Greków. Jak wyglądałby świat, gdyby Arystoteles ze swoją teorią Formy i Materii miał absolutną rację? A gdyby Ziemia rzeczywiście była składającym się z czterech żywiołów centrum wszechświata? Te i wszystkie inne teorie znajdują w „Innych pieśniach” swoje odbicie zarówno w logice funkcjonowania świata jak i hierarchii bytów go zamieszkujących. Wszystko to w powieści jest obszernie potraktowane i czytelnik doprawdy może odnaleźć satysfakcjonującą przyjemność z lektury, bo fantastyka to najwyższych lotów, o mocno oryginalnym podłożu, sami przyznacie.

No dobra, środowisko ideowe i mentalne znamy, ale co z fabułą? Osią wydarzeń jest tutaj Hieronim Berbelek. Co z tego, że głupie imię i nazwisko? Dukaj lubuje się najwidoczniej w tego typu zabiegach, a możliwe też, że kryje się za tym jakieś głębsze przesłanie. Zapytam, jak spotkam. Berbelek był ongiś wielkim strategosem (łatwo skojarzyć co kryje się za tym określeniem), który podczas jednego z oblężeń dostał się pod Formę potężniejszego od siebie wroga. Przebieg tego starcia zrzucił Hieronima w hierarchii znaczących dla tego świata bytów, a my będziemy mieli okazję obserwować powolną odbudowę jego dominującej aury. Początek wszystkiemu da, a jakże!, kobieta, bo nic tak nie podbudowuje mężczyzny jak zainteresowana nim piękna kobieta. I choć Amitace bez wątpienia jest gorąca, to jednak brak jej tego „czegoś”, co posiadała panna Jelena Muklanowiczówna („Lód”). Zabrakło pewnego hipnotyzmu charakteryzującego fragmenty z jej udziałem. Trochę nad tym ubolewam, bo potencjał był, ale najwyraźniej nie mieściło się to w ogólnej wizji autora. Szulima Amitace nie jest jedyną, która wybudza Berbeleka z letargu, bo dodatkowy impuls płynie ze strony więzów rodzinnych. Oto odwiedzają go syn i córka, postanawiając wraz z ojcem udać się na wyprawę, swoiste safari, w samo serce kontynentu afrykańskiego, gdzie Materia bez wyraźnej Formy ma swoje królestwo chaosu. Ekspedycja ta może zdecydować o dalszym losie i motywacjach Hieronima Berbeleka.

Dukaj znów zachwycił mnie swoją wizją fantastyki, tym razem w klimatach sci-fi, gdzie czasy się mieszają, gdzie przeszłość jest przedstawiona w futurystycznej atmosferze. „Inne pieśni” to uczta dla wyobraźni, kapitalnie stymulująca najgłębiej położone jej pokłady tkwiące w naszych umysłach. Poznamy wymyślne cuda techniki (choćby latające świnie, perpetuum mobile, czy statki floty księżycowej), które jednak wypadają blado w starciu z potęgą natury, z opisami zmutowanej przyrody afrykańskiej, tej poddanej skrzywieniu Materii, w otoczeniu której bohaterowie by odpocząć „usiedli na pniu miedzianej ryby”*.
Dukaj jest pewny siebie, nie oszczędza czytelnika, traktując go jak równego sobie, nie tłumaczy zasad obowiązujących w jego powieści, pozwala jej płynąć swoim tempem. Gatunkowo trudno ją sklasyfikować, bo znajdziemy tam zarówno przygodę, jak i polityczną intrygę, ale całość zdecydowanie spina element fantastyczny. Nie zabraknie też oczywiście pewnych wątków filozoficznych, aczkolwiek zwięzłych i ciężko byłoby je nazwać jakimś męczącym czy spowalniającym tok wydarzeń elementem. Jest dynamicznie i  zajmująco. Bo czy powieść, w której Jezusa określa się „owym nieszczęsnym religijnym wariatem od krzyża”** może być bezbarwna?

Nieco powierzchownie i chaotycznie liznąłem w tej opinii tematykę i treść „Innych pieśni”, ale z Dukajem już tak jest. Ile by nie pisać o jego powieści, ile by o niej nie dyskutować, to pewien naturalny jej ogrom powoduje, iż ma się wrażenie muskania jedynie jej górnej warstwy. Zakończenie i multum interpretacji tegoż, również daje do myślenia. Imponująca, wyśmienita książka. Zapraszam pod anthos Dukaja.

* Jacek Dukaj, „Inne pieśni”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2003, str. 197
** Tamże, str. 235

Reklamy

6 uwag do wpisu “Inne pieśni – Jacek Dukaj

  1. Dukaj to mocna rzecz, ale nie da się go strawić zbyt szybko. Nie jest też wskazane czytanie kilku Dukajów w krótkim odcinku czasu. Myślę, że dziesięć powieści Dukaja na życie to jest dobry wynik ;-). Fajna recka.

  2. Nata pisze:

    Od jakiegoś czasu przymierzam się do Dukaja – często czytam recenzje, dyskusje – to o „Lodzie”, to o „Inny pieśniach”. Co polecasz na początek?

    1. Kurde, trudno powiedzieć, bo sam zaliczyłem dopiero trzy powieści Dukaja, więc proponuję poszukać rady gdzieś indziej. Jeśli miałbym jednak coś polecić, to z trójki „Lód”, „Perfekcyjna niedoskonałość” i „Inne pieśni” chyba ostatnią określiłbym „najbardziej przystępną” i odpowiednią na początek. Choć żadna to reguła, bo ja zauroczyłem się na początek w „Lodzie”.

  3. Nata pisze:

    Spodziewałam się tego wątku odesłania (skromność, skromność!), a mi właśnie chodziło o Twoją opinię. Dzięki ;)

  4. Kay. pisze:

    Pieśni są wymieniane jako najlepsza ksiażka Dukaja.
    Kurcze, no.
    Jak to zachwyca, skoro nie zachwyca?
    Ano nie zachwyca. Nie wiem, przeczytawszy blurba, spodziewałam się porządnego traktatu filozoficznego, otulonego śmietanką z fabuły. Konstrukcja świata jak zwykle nienaganna, ale warstwa filozoficzna mnie rozczarowała swoją prostotą. Czytając Perfekcyjną niedoskonałość miałam dreszcze przez lwią część książki, jestem w trakcie Lodu i zachwyt targa mną z każdą stroną, to przy Innych Pieśniach czytałam z otwartą paszczą tylko fragment, kiedy pan Hieronim dostał się w szpony Formy Czarnoksiężnika. Kończyłam książkę na siłę. Może jeszcze kiedyś próbuję, może coś zrobiłam źle, nie wiem. A może to bez sensu, bo po Lodzie już nic nie będzie takie samo… Boję się go kończyć.
    Ale okładka jak zwykle mistrzowska!

    1. Chyba się powtórzę po latach, ale prawdą jest, że „Inne pieśni” są bodaj najbardziej przystępną powieścią Dukaja z dotychczas przeze mnie przeczytanych. Ponad trzy lata od lektury i detale nieco wyparowały z mojej głowy, więc nie będę fisiował i wchodził w szczegółową dyskusję, ale chyba domyślam się o jaką prostotę Ci chodzi. Ja lubię to określać przystępnością właśnie, bo to jednak Dukaj i mam inne punkty odniesienia. Rzeczywiście, w stosunku do „Lodu” (który ostatnio sobie miło odświeżyłem) i „Perfekcyjnej niedoskonałości”, „Inne pieśni” są względnie proste, co nie znaczy, że usypiają wyobraźnię. Powiedzmy, że są dobre na początek znajomości z Dukajem, bo nie onieśmielają ogromem i atmosferą jak „Lód”, ani pokręconymi ideami rodem z „Perfekcyjnej niedoskonałości” (która nie weszła mi tak płynnie jakbym chciał, ale weszła). Czuję, że muszę bronić „Innych pieśni”, bo jakby nie patrzeć, to ją uwielbiam i cenię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s