Powiedz wszystko – Chuck Palahniuk

Wydawnictwo Niebieska Studnia metodycznie i konsekwentnie zmierza najwyraźniej do obranego celu, którym jest przełożenie i wydanie na polskim rynku wszystkich powieści Palahniuka. Do tej pory sprawy idą dobrym tempem, a sam Palahniuk zajmuje coraz większą przestrzeń na mojej półce, rozpychając się na boki grzbietami kolejnych książek. Czyli z ilością wszystko w jak najlepszym porządku, ale co z jakością? No, tutaj jest już znacznie gorzej, a fani twórczości Chucka mogą okazywać lekkie zniecierpliwienie, bo prawdą jest, że od czasu polskiego wydania „Opętanych” (podobno tak obrzydliwych, że niektórzy nie przebrnęli przez ich lekturę; ja tam nie zauważyłem) rodzimy czytelnik narażony był na raczej miałkie powieści tego charyzmatycznego pisarza. Zarówno „Niewidzialne potwory” jak i „Pigmej”, gdyby ukazały się pod nazwiskiem innego autora, byłyby co najmniej udanymi kawałkami prozy, ale w zestawieniu z „Fight clubem”, „Rozbitkiem”, „Udław się”, czy wspomnianymi „Opętanymi”, wypadają zaledwie przeciętnie, a nawet wyraźnie poniżej przeciętnej. Jednak zwolennicy stylu Palahniuka nie mają zamiaru zrezygnować z kolejnych ślepych prób i naiwnie czekają na powieść, która znów olśni ich blaskiem geniuszu autora. Czekam i ja.

Czekam już drugi rok i klops. Nie ma co zwodzić – „Powiedz wszystko” nawet nie żarzy się blaskiem, nie wspominając już o lśnieniu. Zauważyłem również, że, w mojej subiektywnej opinii, najsłabszymi powieściami Palahniuka są te, w których głównymi bohaterkami autor uczynił kobiety. Nie ma w tym stwierdzeniu nic z szowinizmu, ale zarówno „Dziennik” jak i „Niewidzialne potwory” były słabiutkimi kawałkami literatury, a ponieważ „Powiedz wszystko” również raczy nas bohaterką (a nawet bohaterkami) płci nadobnej, toteż w kategorię tych mizernych powieści się zgrabnie wpisuje. I nie bądź tu człowieku szowinistą!

Kathie Kenton to nieładnie starzejąca się, zrozpaczona i przygnębiająco samotna gwiazda filmowa, a jej scenowy splendor przygasł wraz z kolejnymi latami, nieudanymi małżeństwami oraz nieco bardziej udanymi operacjami plastycznymi. Za nią, krok w krok, jakby była jej cieniem, porusza się Hazie Coogan – opiekunka i obrończyni bezbronnej Kathie. Jej piastunka, pokojówka i służąca. Jej protektorka, kreatorka codzienności, reżyserka życia. Kiedy właśnie w codzienności Kathie pojawia się młody wielbiciel i absztyfikant, Hazie uznaje, że pora wkroczyć do akcji oraz pokierować zakochaną parą według własnej strategii. To właśnie z jej perspektywy obserwujemy rozwój wydarzeń.

I w tym miejscu dochodzimy do najbardziej charakterystycznego elementu „Powiedz wszystko” – czyli całej koncepcji stylistycznej. Palahniuk, składając hołd kinu w pojęciu ogólnym, rozpisał powieść na kolejne sceny i nadał jej sznyt typowego scenariusza. Treść obfituje więc we wtręty scenograficzne, szczegółowo opisujące otoczenie i okoliczności danej sceny, obrazujące ruchy kamery uwieczniającej wszystko na taśmie celuloidowej,  sztuczki operatorskie, montażowe. Bez liku tutaj nazwisk przebrzmiałych celebrytów, pisarzy, myślicieli i przede wszystkim aktorów, ale szaremu widzowi w większości niewiele one powiedzą (poza wyjątkami, bo raczej każdy kojarzy Clarka Gable, a już Charliego Chaplina to na pewno). To też element adoracji każdej kolejnej ery Hollywood. Jednocześnie Palahniuk cynicznie kpi sobie z nadmiaru patosu w kinematografii amerykańskiej, wytyka jej szablony i przywary, przerysowuje bohaterów, więc nie jest to taki do końca bezkrytyczny zachwyt, ale taki już urok autora.

Wszystko to brzmi co najmniej ciekawie, ale nijako się sprawdziło w praniu. Stylistyka scenariusza wypada świetnie, przyjemnie się to chłonie, ale całość fabularna jakoś wyjątkowo nie frapuje. Czytelnika nie ogarnia ten ciąg do lektury, nieszczególnie interesuje go co będzie dalej i bez wypieków na policzkach przyjmuje do wiadomości kolejne zdania treści, chwilami gęsto i pstrokato ozdobione przygniatającym nawałem nazwisk. Dopiero pod koniec historia nabiera nieco temperatury, no i patrząc wstecz przez całą powieść, przynajmniej zakończenie nie rozczarowuje – ma w sobie ten pierwiastek stylu Palahniuka. Poza tym skala oceny „Powiedz wszystko” waha się między „słabo” i „przeciętnie”. Czyli nadal klops, ale ja nie rezygnuję, bo „Potępieni” (najnowsza powieść Chucka, która w Polsce ukazała się równo z premierą światową – brawo Niebieska Studnia!) już czekają na swoją kolejkę.

Jedno się udało „Powiedz wszystko” jako powieści – zacząłem się zastanawiać, ile biografii znanych osób już powstało i czeka jedynie na ich śmierć, naprędce dopisany ostatni rozdział i wydanie, zanim zwłoki bohatera zdążą ostygnąć. Biografia Steve’a Jobsa ukazująca się w niecały miesiąc po jego śmierci wywołuje mimowolnie cyniczny uśmieszek na mojej twarzy.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Powiedz wszystko – Chuck Palahniuk

  1. Nie zgodzę się z tym, że „Dziennik” czy „Niewidzialne potwory” to kiepskie książki, bo zgodziłbym się na to, że oddawanie głosu życiowym outsiderom nie jest potrzebne. „Powiedz wszystko” mnie zirytowała, dlatego czekam na Twoją opinię „Potępionych”, bo ja jestem zachwycony.

    1. I to ja jestem szowinistą? ;)

      Ale poważnie. Chcesz powiedzieć, że narratora „Podziemnego kręgu”, Tendera Bransona („Rozbitek”), czy Victora Manciniego („Udław się”) nie nazwałbyś życiowymi outsiderami, czy źle zrozumiałem? A może bronisz w tym momencie życiowych outsiderów jako całości? Ja po prostu jestem zdania, że Palahniuk, choć świetnie się wczuwa w nieudaczników, którym powierza główna rolę, to jednak powieści na swoim poziomie z kobietą na pierwszym planie jeszcze nie napisał.

      „Potępionych” otworzę dopiero w nowym roku, bo rzadko podejmuję się lektury tego samego autora w krótkim odcinku czasu, ale skoro jesteś zachwycony, to już się niecierpliwię.

  2. Naturalnie chodziło mi o kwestię wykluczonych w ogóle, nie nawiązywałem do wcześniej wydanej twórczości Palahniuka, tylko starałem się obronić wymienione przez Ciebie tytuły. Dla mnie to pisarz wyjątkowy i przyjmuję go z całością dorobku, choćby był on tak mizerny jak omawiana przez Ciebie wyżej pozycja (której i ja dokopałem, a co!). Może złam zasadę i sięgnij wcześniej po „Potępionych”; co tam zasada, będziesz mieć kawał wybornej literatury.

    Ach, i nieśmiało napomknę, że czytam i podziwiam Twe recenzenckie płody, ale dopiero teraz zdecydowałem się na to, by „dać głos” :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s