Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści – H.P. Lovecraft

i-zgroza-w-dunwich-i-inne-przerazajace-opowiesciMaciej Płaza, autor najnowszego przekładu Lovecrafta na język polski twierdzi w swoim posłowiu, że poprzednie tłumaczenia nie należały do najlepszych. Jest przy tym bardzo dżentelmeński, kryguje się i nie nazywa rzeczy po imieniu, ale mniej zachowawczemu czytelnikowi łatwo wysnuć jeden istotny wniosek – wcześniejsze przekłady ssały pałkę. I ja mu wierzę, że ssały, bo wiele lat temu czytałem zbiór opowiadań Lovecrafta i pamiętam, że efekt był daleki od oczekiwań. Wtedy jedynie Widmo nad Innsmouth zrobiło na mnie odpowiednie wrażenie, ale coś czuję, że to wyłącznie zasługa samej struktury opowiadania i jego fabularnego napięcia, którego nawet kiepskie tłumaczenie nie zniweluje. Teraz przeczytałem Lovecrafta w nowym wydaniu; Lovecrafta lepszego; Lovecrafta sprawniej pobudzającego wyobraźnię, umiejętniej wprowadzającego czytelnika w atmosferę. Wreszcie Lovecrafta, którego światowy fenomen potrafię zrozumieć i który w dużym stopniu udzielił mi się podczas lektury. Najwyraźniej dopiero teraz autor doczekał się polskiego tłumacza, na którego zasługiwał i który będzie potrafił oddać w słowach urok tych kultowych już opowiadań. A ja będę mógł je docenić.

Czytaj dalej „Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści – H.P. Lovecraft”

Reklamy

Kolej podziemna – Colson Whitehead

kolej-podziemnaTaaa. Jak by to ująć? Powieść Whiteheada ma dumny podtytuł Czarna krew Ameryki, bo dotyczy niechlubnych czasów niewolnictwa, gdy modnym było, aby być białym, mieć pole bawełny i liczną grupę Murzynów do jej zbierania. O tej książce było zresztą swego czasu dość głośno (m.in. Pulitzer 2017), a podobno jest to również ulubiona powieść Baracka Obamy i Oprah Winfrey. Cóż, kiedy ostatnio sprawdzałem, to oboje nadal byli czarni, więc nie wiem, na ile taką rekomendację traktować poważnie, bo rzecz wydaje się nieco naciągnięta. Podobnie, jak naciągnięta jest metaforyczna lina, na której teraz balansuję, gdy pod nią zieje przepaść rasizmu, więc taktycznie się wycofam. Ale sami przyznacie, że to lekko podejrzana sytuacja, bo oto powieść opowiadająca o ciemiężonej czarnoskórej rasie, autorstwa czarnoskórego pisarza, zachwalana na okładce przez wpływowe, acz wyłącznie czarnoskóre persony (plus przez reporterkę Gazety Wyborczej, ale to akurat żadna zachęta). Naturalne więc, że przed lekturą pęczniała we mnie obawa czy powieść ma szansę mi się spodobać, skoro jestem biały i taki być lubię. A teraz zrzucam już swój szpiczasty kaptur z wyciętymi dziurami na oczy, bo nie widzę w nim klawiatury i zerknijmy, co tam między stronami powieściowej Kolei podziemnej słychać.

Czytaj dalej „Kolej podziemna – Colson Whitehead”

Aliens: 30th Anniversary Edition – Mark Verheiden, Mark Nelson

aliensLubię uniwersum Obcego, choć należę do tego powszechnego rodzaju fanów, którzy uwielbiają jedynie pierwsze dwa, trzy filmy, resztę co najwyżej tolerując, a na te najnowsze wcielenia marki gotowi są splunąć. Ale zostawmy Hollywood, bo oni tam zajęci są teraz obmyślaniem kogo by tutaj jeszcze oskarżyć o molestowanie seksualne, bo przecież po dziesięciu latach nagle mi się przypomniało, że ktoś mnie kiedyś zmuszał do różnych rzeczy, ale wtedy wydawało mi się, że na tym polega robienie kariery i by sobie nie zaszkodzić w drodze na szczyt uznałem, że lepiej milczeć. Natomiast teraz jestem wielce oburzony. Skoro jednak już jesteśmy przy temacie, to komu muszę zrobić laskę, aby podszedł do marki Obcego jak należy? Szanse na to ponoć coraz mniejsze, w dodatku teraz, gdy Disney kupił sobie prawa, więc crossover Aliena z Myszką Miki staje się coraz bardziej prawdopodobny. Ech, na pocieszenie pozostaje znów obejrzeć oryginalną trylogię, która być może starzeje się wizualnie, ale swoją koncepcją i atmosferą wchłania widza do reszty. A ten komiks przeczytać w ramach przerwy między drugim i trzecim filmem. Zresztą Obcy 3 (tak przy okazji pisząc) mógł wyglądać zupełnie inaczej, bo scenariuszy było kilka, a za jeden (albo dwa) odpowiedzialny był sam Wiliam „Mistrz Cyberpunka” Gibson. Cholera, muszę przestać pisać o filmach i skoncentrować się na komiksie.

Czytaj dalej „Aliens: 30th Anniversary Edition – Mark Verheiden, Mark Nelson”

Tarzan wśród małp – Edgar Rice Burroughs

tarzanTarzan to jednak był facet o jakim potajemnie marzy każda kobieta. Dziki, nieokrzesany, o idealnej muskulaturze, noszący swoją wybrankę serca w silnych ramionach, no i huśtający się na gałęziach drzew. W dodatku robiący to wszystko na golasa, a nie jak jakiś hipster w rurkach i szaliku. Już sobie wyobrażam jakim wzrokiem pożerałaby go każda kobieta, kurczę, sam bym go zjadł, połykając w całości. Kiedyś to były tarzany, dzisiaj już takich tarzanów nie ma, samo zapuszczenie brody i konto na Instagramie czy Snapie nie wystarczy. Burroughs stworzył jedną z tych postaci literackich, których dzisiaj znają wszyscy, nawet ci, którzy w życiu po książkę sięgnęli wyłącznie wtedy, by nią ubić karalucha. Tarzan jest bowiem stałym gościem popkultury i umówmy się, ale nie muszę tutaj nikomu go przedstawiać. Wielokrotnie zrobiono to już za mnie: filmów i bajek z udziałem Tarzana nie sposób zliczyć i każdy z pewnością trafił na kilka z nich. Jestem również prawie pewien, że kilka adaptacji porno by się znalazło, bo muskularne, nasmarowane oliwką ciało dzikusa aż się o to prosi. W komentarzach możecie wrzucać linki, gdybyście przypadkiem trafili na jakieś źródło, a póki co zajmę się powieścią Burroughsa, jeśli pozwolicie.

Czytaj dalej „Tarzan wśród małp – Edgar Rice Burroughs”

Zwrotnik Raka – Henry Miller

Zwrotnik_RakaTak, Zwrotnik Raka to jedna z tych książek, które tu i tam, przez krótszy bądź dłuższy czas była zakazana. Tradycja i norma, można napisać. Dzisiaj nie stanowi to już żadnego problemu i z odrobiną samozaparcia mógłbym z takich książek skompletować osobną półkę na swoim regale, ale kiedyś trzeba było pojedyncze egzemplarze przemycać spoza kraju i w ogóle czytanie ich przypominało życie na krawędzi prawa. Ach, cóż to musiała być za ekscytacja wyciągnąć w miejscu publicznym zakazaną książkę i zacząć ją ostentacyjnie czytać. Zakładając, że kogokolwiek z otoczenia by to obeszło, bo – znając życie – pewnie nikogo. Znacznie większe poruszenie wywołałaby publiczna lektura nowego Kaczora Donalda, albo jakiegoś innego komiksu o superbohaterze w rajtuzach. Czysta brudna prawda. Wracając jednak do Millera: Zwrotnik Raka był zakazany w USA, oficjalnie z powodu wątków erotycznych rzekomo zbyt śmiałych, by kalać nimi tak piękną dziedzinę, jaką z pewnością jest literatura. I bardzo dobrze, bo kto to widział, by piękno cielesnego aktu miłosnego sprowadzać do ordynarnego ruchania czy też rżnięcia, no panie Miller, nie wypada być tak bezpośrednim. Tymczasem grono ówczesnych literatów było najwyraźniej innego zdania co do jakości powieści, a Ernest Hemingway brał osobisty udział w przemycie książki do kraju. No proszę, nie dość, że lubieżnik, to w dodatku przestępca.
Hm, zaraz zaraz, a może Zwrotnik Raka rzeczywiście reprezentuje sobą coś więcej niż osławiony oraz wyklęty erotyzm i warto dla niego posunąć się do nielegalnych czynów? Byłem tak zgorszony, że o takiej ewentualności nie pomyślałem.

Czytaj dalej „Zwrotnik Raka – Henry Miller”

To, co ukryte – Laura Lippman

to-co-ukryteUf, udało się. Coraz trudniej poruszać się między kryminałami i jednocześnie unikać tych rodem ze Skandynawii i okolic. Doszło do tego, że trafiając na z rożnych względów interesujący mnie tytuł i towarzyszące mu nazwisko autora, które nic mi nie mówi, zaczynam powtarzać sobie w głowie: obyś tylko nie pochodził z Norwegii, Szwecji czy innej Islandii; obyś nie był jednym z tych, którzy mają na koncie prestiżowe miano Nowego Króla Skandynawskiego Kryminału. Że to niby taki zaszczyt i obligujący tytuł? Gdzie tam. Wystarczy, że napiszesz powieść z trupem (jeden obowiązkowy, ale wedle uznania można dorzucić mu towarzystwo) i najlepiej parą przekomarzających się nawzajem policjantów, którzy tropią mordercę, jednocześnie zmagając się przy tym z problemami natury osobistej. I gotowe, chcesz czy nie, potrafisz pisać czy nie, jesteś świeżo koronowanym monarchą gatunku, pogódź się z tym. To działa na tej samej zasadzie co przydzielanie pseudonimów przez dzieci w szkole: rudowłosy chłopak zawsze dostanie ksywę Rudy i koledzy zmuszeni siedzieć z nim w ławce będą ze zdwojoną uwagą pilnować swoich piórników, a w domu pytać rodziców, czy rudością można się zarazić, natomiast imię tego najbardziej pulchnego od dzisiaj brzmi Gruby i to właśnie on na lekcjach wuefu będzie bronił dostępu do bramki. Tak, dzieci są bezwzględne w swoim okrucieństwie wobec rówieśników i Laura Lippman najwyraźniej uznała, że warto zgłębić ich naturę.

Czytaj dalej „To, co ukryte – Laura Lippman”

300 – Frank Miller

300Widzisz nazwisko Franka i jesteś dziwnie spokojny o jakość dostarczonego przez niego materiału, a dodatkowo zaczynasz podejrzewać, że znowu trzeba będzie o tym sklepać notkę na bloga. Bo Miller to klasa, bo Miller to szyk. Wystarczy przypomnieć goszczący już tutaj Powrót Mrocznego Rycerza, który był zupełnie nowym rozdaniem w historii Batmana, a przede wszystkim nie wypada zapomnieć o niepowtarzalnym i niesamowitym cyklu Sin City, którego bardzo chciałbym tutaj przedstawić w całości, ale od długiego czasu nie mogę zdobyć piątego tomu – tego przeklętego różowego cudeńka – zresztą nie tylko ja mam ten problem, więc nie czuję się wyjątkowy. Miasto Grzechu musi poczekać, a tymczasem przyjrzyjmy się innemu klasykowi o enigmatycznym tytule i dość oryginalnym, choć ogromnie niepraktycznym formacie: pozioma orientacja komiksu będzie zmorą każdego półkowego pedanta, bo regały zwykle okazują się niewystarczająco głębokie, by zmieścić go grzbietem do frontu. No i stoję tak przy tej półce, próbuję go zmieścić, upchać jakoś żeby nie wystawał, aż w końcu poddaję się, załamuję ręce i głośno mówię do siebie to, co chciałby usłyszeć każdy mężczyzna od kobiety podczas łóżkowych igraszek: jest za duży, nie ma mowy, aby wszedł cały.

Czytaj dalej „300 – Frank Miller”