Pełnia piękna – Chuck Palahniuk

pelnia-pieknaCóż, chyba nie ma sensu zaprzeczać, że jestem fanem twórczości Chucka Palahniuka. Od lat sumiennie czytam od niego wszystko co zostało przełożone na język polski, choć również od lat jestem pogodzony z faktem, że autor prawdopodobnie największe dzieła ma już za sobą i coraz częściej w jego literaturze daje się zauważyć recykling pomysłów. Zachłyśnięci Podziemnym Kręgiem (1996) czytelnicy i krytycy jeszcze przez kilka lat ekscytowali się kolejnymi powieściami Chucka, gdzieś tak do okolic wydanej w 2002 roku Kołysanki (nagroda i nominacja), a potem już nawet wstrząsy wtórne wokół autora ustały i zaczęto się rozglądać za jego następcą. Tymczasem Palahniuk nadal tworzy i to dość regularnie, ale najwyraźniej nie budzi już takich emocji, nie przyciąga nowych czytelników, a wieści o każdej jego nowej powieści śledzą najczęściej wyłącznie tacy przepełnieni nadzieją wieloletni fani jak ja. Wierzymy, że Chuck czymś nas jeszcze zaskoczy, być może zafascynuje i za nic nie chcemy tego przegapić. A jeśli nie tym razem, to może następnym, albo jeszcze następnym, bo taki obowiązek fana, by wiary nie tracił. I jasne, że dostrzegam tendencję spadkową w pisarskiej formie Palahniuka, coraz częściej będąc zmuszonym doszukiwać się w jego powieściach chytrze ukrytych zalet, ale również zdaję sobie sprawę, że mój obiektywizm bierze w takich chwilach L4, a tych walorów tak naprawdę tam nie ma. Ach, ci fani i ich brak trzeźwego osądu.

Czytaj dalej „Pełnia piękna – Chuck Palahniuk”

Przeklęci – Chuck Palahniuk

przekleciNo ale Chuck, z tymi tytułami to mógłbyś się bardziej wysilić. Opętani, potępieni, teraz przeklęci, a co w kolejce? Może jacyś napiętnowani, albo nawiedzeni i jak nic trzeba będzie wzywać egzorcystę. Kiedy grubo ponad trzy lata temu spisywałem wrażenia z lektury Potępionych nie do końca chciało mi się wierzyć, że powstanie jej kontynuacja. Zakończenie niby dosyć wyraźnie to sugerowało, ale przecież jeszcze nie gwarantowało. A tu proszę – mamy dalszy ciąg losów nastoletniej Madison, której nie dane będzie dorosnąć, bo nie żyje. Nie powiem, żeby ukazanie się tej książki jakoś szczególnie podgrzało mój czytelniczy głód, bo choć zwykle interesuje mnie wszystko co wypluwa z siebie Palahniuk, to tym razem zabrakło z mojej strony jakiegoś entuzjazmu i zaintrygowania – tego miłego dreszczu oczekiwania i niepewności o czym będzie następna powieść. W przypadku tej książki było z grubsza wiadomo, czego można się spodziewać, mimo to Chuckowi udało się mnie w jakimś stopniu zaskoczyć. I jeśli tematem Potępionych była autorska wizja wizyty w Piekle, to Przeklęci zabierają nas na spacer po czymś w rodzaju Czyśćca – strefie zawieszonej między Niebem a Piekłem, a prościej mówiąc – wracamy na Ziemię.

Czytaj dalej „Przeklęci – Chuck Palahniuk”

Snuff – Chuck Palahniuk

Snuff_Chuck-PalahniukNaturalnie, że obejrzałem w życiu trochę filmów porno. Trochę więcej, niż trochę. Co ciekawe – chyba żadnego w całości, ale to pewnie nie tylko ja. Być może nie zabrzmi to najlepiej, ale przed erą powszechnego Internetu odbywały się organizowane wspólnie z kolegami seanse, kiedy to szturmowaliśmy wypożyczalnię kaset wideo i gremialnie wybieraliśmy z niepozornego, ukrytego w kącie segregatora najlepiej zapowiadający się według okładki film. Dyskusja była burzliwa: „o, są podwiązki, bierzemy ten”, „nie, włoski, musi być włoski, włoskie są najlepsze”, „w tym jest Sylvia Saint, ja bym go wziął”, „patrzcie na te pielęgniareczki” i takie tam. Wstydu nie mieliśmy, a pani zza lady tylko przewracała oczami. Potem zgrzewka piw, przewijanie od sceny do sceny (jeśli był pilot to luksus, jeśli nie, to najmłodszy za karę siedział przy odtwarzaczu, dusząc przyciski) i żywa wymiana opinii dotyczących gry aktorskiej, montażu, a także fabuły. Istny kącik krytyków filmowych i rozrywka prawdziwych mężczyzn, dla których był to jedyny kontakt z seksem na jaki mogli sobie pozwolić. Uprzedzam pytania: nie było porównywania długości członków i wspólnej masturbacji, nie byliśmy ze sobą aż tak blisko, choć każdy dyskretnie obserwował krocze kolegów, czy aby nie robi się za ciasne. Łezka się w oku kręci na wspomnienie. Ale wystarczy już mojego ekshibicjonizmu emocjonalnego, bo Palahniuk też obejrzał w życiu sporo filmów dla dorosłych, a dodatkowo mocno zainteresował się kulisami branży. Efekt? Powstała powieść poświęcona w całości filmom pornograficznym, ale czad. I jak to u Palahniuka – będzie zabawnie, będą przemycone w tekście branżowe niuansiki i ciekawostki, nie obędzie się bez ironicznej krytyki, będzie też nad wyraz brawurowo i obscenicznie.

Czytaj dalej „Snuff – Chuck Palahniuk”

Rant – Chuck Palahniuk

  • rantDlaczego znowu Palahniuk?
    Bo decydenci w wydawnictwie Niebieska Studnia nie są arcymistrzami cierpliwości oraz brakuje im umiejętności dawkowania napięcia, więc wypuszczają po dwa Palahniuki jednocześnie (tym razem para Kołysanka i Rant, wcześniej tandem Powiedz wszystko i Potępieni), bądź sześć, osiem, dwadzieścia cztery Palahniuki rocznie. Tak, dla mnie również brzmi to bez sensu, ale co ja tam wiem o prowadzeniu wydawnictwa. Natomiast osobiście nie potrafię się długo opierać Chuckowi, stąd kolejny raz poświęcam mu chwilę.
  • Masz już tego dosyć?
    Niekoniecznie, jednak zaczynam dostrzegać plusy sytuacji, że wydawnictwu pomału kończą się zapasy jeszcze niewydanych Palahniuków. Może wreszcie otrzymamy normalny cykl i kolejne powieści przestaną się zlewać w jedną, chwilami niewyraźną całość.
  • Lubisz Chucka, co?
    No nawet. Zresztą przy spisywaniu wrażeń z „Kołysanki” przeszliśmy z Chuckiem na ty, a później pożyczał ode mnie trochę pieniędzy, więc muszę go nieco lubić, bo ich nie odda. Wydaje mi się też, że Niebieska Studnia krzywdzi zarówno autora jak i czytelników szaleńczym tempem wydawania kolejnych powieści. Ja staram się rozgraniczyć sympatię do autora z mieszanymi uczuciami do wydawnictwa, bo ze  swoją nadgorliwą postawą przypomina mi ono nastolatka, któremu (dzięki przyklejanym wąsom i wadzie wzroku kioskarki) udało się kupić nielegalnie „Twój weekend”, a teraz w podnieceniu masturbuje się na każdej stronie, na niektórych nawet dwa razy z rzędu, bez gustu, taktu i honoru.

Czytaj dalej „Rant – Chuck Palahniuk”

Kołysanka – Chuck Palahniuk

kolysanka_513Szanowny Panie Palahniuk.

Znamy się już kilka lat, blisko dekadę. To znaczy – ja znam Pana, Pan mnie niekoniecznie, ale nie bądźmy tacy drobiazgowi. Skoro ja mam satysfakcję znać Pana, to nie odbierajmy Panu przyjemności poznania mnie. Przez cały ten czas zdołałem przeczytać dziesięć pańskich powieści, niektóre nawet więcej niż jednokrotnie. Myślę więc, że z czystym sumieniem mogę się określać Pana fanem, bo szczerze mówiąc, za nową książkę Pana autorstwa każdorazowo dałbym się ogolić na sucho skrobaczką do kartofli, nie tylko na twarzy. Och, ta oficjalna forma, nie cierpię jej, męczy mnie, ogranicza. Mogę do Pana pisać Chuck? Dziękuję, Chuck.
Więc słuchaj, Chuck. Jakiś czas temu przeczytałem Twoją „Kołysankę” (rozpoczynam zaciekłe polowanie na zaległy „Rant”, podeślij mi egzemplarz z autografem, jeśli znajdziesz wolną chwilę, z góry dzięki) i dostrzegam u siebie pewne zaślepienie, zauroczenie Twoją twórczością. Fabularnie bywało różnie – raz lepiej, raz nieco gorzej – ale nigdy, w żadnym przypadku nie przyszło mi do głowy, by przerwać lekturę, czy też w ogóle do niej nie podejść. To tak jak z miłowaniem nie za zalety, ale pomimo wad. Tak, w pewnym pokrętnym sensie miłuję Cię, Chuck i darzę miłością. Heteroseksualną, bo ponoć masz narzeczonego (pozdrawiam go), a ja nie lubię tłoku. Niektórzy idą w zaparte, że się skończyłeś (śmiechu warte!), że jesteś autorem jednej powieści – w ramach sprzeciwu tym teoriom nie będę nawet przytaczał jej tytułu. Czepiają się, że nie zmieniasz stylistyki, nie eksperymentujesz. Moje zdanie brzmi – jeśli czytelnik ma ochotę poczytać coś o odmiennej stylistyce, to niech zmieni autora. Ja się do Ciebie i Twojego stylu przywiązałem i nie chcę, byś się zmieniał, bo takiemu Chuckowi ufam, inny mógłby się okazać nieszczery.

Czytaj dalej „Kołysanka – Chuck Palahniuk”

Potępieni – Chuck Palahniuk

Znooowu on? Tak, to kolejna powieść Palahniuka, o której mam zamiar napisać kilka słów. Bo taką mam ambicję. I tak, wiem, że dla niektórych może to być męczące, ale w sumie mnie to nie interesuje. Bo tym razem będzie inaczej. Będzie inaczej choćby z tego powodu, że „Potępieni” to wreszcie udany kawałek prozy w wykonaniu Palahniuka. Zaskoczeni?  Co prawda na moje prywatne podium powieści nie udało się wskoczyć, ale wyraźnie dostrzegam przebłyski wysokiej formy autora, a tego nie uświadczyłem od czasu polskiej premiery „Opętanych”. W zasadzie powinienem otrzymać chyba jakiś medal, albo odznaczenie za cierpliwość i wiarę w klawiaturę Chucka. Dzielnie i z uporem przebijałem się przez kolejne powieści, każdorazowo będąc nie do końca zadowolonym z efektów, aż na scenę wszedł on – charakteryzujący się wściekle czerwoną okładką egzemplarz „Potępionych” i usatysfakcjonował mnie zaskakująco łatwo. A może moje oczekiwania osiągnęły już tak niski pułap, że sprostanie im nie stanowiło problemu? Też mogło się tak zdarzyć.

Czytaj dalej „Potępieni – Chuck Palahniuk”

Powiedz wszystko – Chuck Palahniuk

Wydawnictwo Niebieska Studnia metodycznie i konsekwentnie zmierza najwyraźniej do obranego celu, którym jest przełożenie i wydanie na polskim rynku wszystkich powieści Palahniuka. Do tej pory sprawy idą dobrym tempem, a sam Palahniuk zajmuje coraz większą przestrzeń na mojej półce, rozpychając się na boki grzbietami kolejnych książek. Czyli z ilością wszystko w jak najlepszym porządku, ale co z jakością? No, tutaj jest już znacznie gorzej, a fani twórczości Chucka mogą okazywać lekkie zniecierpliwienie, bo prawdą jest, że od czasu polskiego wydania „Opętanych” (podobno tak obrzydliwych, że niektórzy nie przebrnęli przez ich lekturę; ja tam nie zauważyłem) rodzimy czytelnik narażony był na raczej miałkie powieści tego charyzmatycznego pisarza. Zarówno „Niewidzialne potwory” jak i „Pigmej”, gdyby ukazały się pod nazwiskiem innego autora, byłyby co najmniej udanymi kawałkami prozy, ale w zestawieniu z „Fight clubem”, „Rozbitkiem”, „Udław się”, czy wspomnianymi „Opętanymi”, wypadają zaledwie przeciętnie, a nawet wyraźnie poniżej przeciętnej. Jednak zwolennicy stylu Palahniuka nie mają zamiaru zrezygnować z kolejnych ślepych prób i naiwnie czekają na powieść, która znów olśni ich blaskiem geniuszu autora. Czekam i ja.

Czytaj dalej „Powiedz wszystko – Chuck Palahniuk”

Pigmej – Chuck Palahniuk

Co wspólnego mają Chuck Palahniuk i J. R. R. Tolkien? Pozornie niewiele, poza niezaprzeczalnym faktem, że obaj w życiu złożyli mnóstwo literek obok siebie, z czego powstała mniej lub bardziej udana proza. Natomiast osobiście zawdzięczam im znacznie więcej, wszak to właśnie ci dwaj dżentelmeni wytargali za rękaw z piwnicy moją chęć do czytania. Biedaczka siedziała w tej ciemnicy latami, od kiedy zamknął ją tam i przetrzymywał (niczym Josef Fritzl córkę) kanon lektur szkolnych. Nie chciałbym utyskiwać, ale kiedy z „polaja” groziła gała na koniec roku, to moja chęć lektury była ofiarą nawet gwałtów, bo ocenę jakoś podciągnąć trzeba było. Matka z każdej wywiadówki przychodziła do domu przytłoczona moimi jedynkami i napakowana frazesami z gatunku „pani syn jest zdolny, ale leniwy”. To wynik miłosierdzia ciała pedagogicznego, bo nie każdy nauczyciel miał odwagę rodzicowi wyznać, że jego pociecha, krew z krwi, kość z kości, jest idiotą, który woli cyrklem na ławce grawerować męskie narządy płciowe, niż posłuchać mądrzejszych, próbujących go czegoś nauczyć.
Wracając jednak do meritum: po lekturze „Fight Clubu” odżyło we mnie przekonanie (wyniesione jeszcze z dzieciństwa otoczonego miliardem komiksów), że nieprzymuszona lektura książki może stanowić potężną pożywkę dla wyobraźni i generować sporo różnorakich emocji oraz satysfakcji. W kolejnych powieściach Palahniuka dostrzegam oczywiście pewien szablon, ale daleki jestem od nazywania Chucka pisarzem jednej powieści, bo i z takimi opiniami się spotykam. Specyfika jego stylu, w moim odczuciu, już zapewnia pewien poziom, poniżej którego Palahniuk nie schodzi. Cynizm, czarny, bardzo czarny humor, bezkompromisowość i brutalność językowa, nieodłączna drwina skierowana w stronę codzienności konsumenckiej (przede wszystkim amerykańskiej), odwaga w poruszaniu tematyki wszelakich używek (niekoniecznie tradycyjnych) oraz seksu (również rzadko kiedy tradycyjnego, pozbawionego niecodziennych zboczeń, sodomii i w ogóle) – oto mocno ogólna charakterystyka stylu Palahniuka. Mnie tego rodzaju przekrój satysfakcjonuje, więc trudno się dziwić, że każdą jego świeżo wydaną na naszym rynku powieść ściągam z półki księgarni, nawet nie zaglądając do środka i rzucam z hukiem na ladę przy kasie. Pozdrawiam atrakcyjne kasjerki.

Czytaj dalej „Pigmej – Chuck Palahniuk”

Niewidzialne potwory – Chuck Palahniuk

Nie jest tajemnicą, że do Palahniuka mam słabość, bo niezwykle łatwo trawię jego prozę, gęstą od cynizmu, czarnego humoru i ironii. Normalny to on też do końca pewnie nie jest, ale kogo to interesuje, bo na pewno nie mnie. Życia sobie z nim układał nie będę.
Autor, któremu rozgłos światowy zapewniła mistrzowska ekranizacja „Fight Clubu”. Może to stwierdzenie lekko na wyrost, ale opieram się na własnym doświadczeniu, więc coś w tym jest. Prawdą natomiast jest, że i bez tego Chuck radziłby sobie doskonale, bo to charakterystyczny autor, na którego wpadłby każdy, kto nieco interesuje się literaturą. Choć często spotykam się z opinią, że Palahniuk na trzy podobne do siebie powieści, pisze jedną dobrą, to mnie jakoś to nie razi. Owszem, da się zauważyć pewne schematy, uwielbienie do pewnych zagadnień, podobną konstrukcję, czy nawet w najmniejszym stopniu niezmienny styl narracji. Zauważam pewne analogie z kolejnymi filmami Tarantino – realia inne, realizacja podobna. I choć niektórzy w przypadku zarówno Chucka, jak i Quentina narzekają na wspomniane schematy, szablony, nie zawsze udane żarty, postaci, przekombinowane sceny, chronologię bez ładu, to zawsze znajdą się wierni fani, którzy po prostu z przyjemnością obejrzą/przeczytają coś od swojego guru. Bez wmawiania komukolwiek czegokolwiek.

Czytaj dalej „Niewidzialne potwory – Chuck Palahniuk”