Ptak dobrego Boga – McBride James

ptak-dobrego-bogaChodzi o dzięcioła. Tytułowym ptakiem jest dzięcioł. Od razu i z całą mocą chciałbym zaznaczyć, że nie jest to tajemnica fabularna i nie opiera się na tej wiedzy żaden zwrot akcji. Więc jeśli ktokolwiek pomyślał oburzony: no pięknie, teraz nie ma już sensu czytać tej książki, skoro wiem o dzięciole, dzięki ty bucu, to się myli. To znaczy – kwestię czy jest sens czytać Ptaka dobrego Boga dopiero poruszymy i – mam nadzieję – ustalimy fakty, ale świadomość, że chodzi o dzięcioła nie ma tutaj nic do rzeczy. Więc sam albo sama jesteś bucem. A czy teraz, kiedy już wzajemne grzeczności mamy za sobą, możemy się wreszcie zająć książką? Tak? Dziękuję. Bo Ptak dobrego Boga rzekomo narobił sporego zamieszania w Stanach, ale niestety nie mogę tego osobiście potwierdzić, ponieważ nie było mnie przy tym. Jednak wspaniałomyślnie załóżmy, że scenariusz to dość prawdopodobny, bowiem powieść McBride’a fabularnie umiejscowiona jest w ciekawym czasie tuż u schyłku niewolnictwa, a nie trzeba chyba nikomu uzmysławiać jak burzliwy to był etap w historii Stanów. W 1854 roku w Kansas rozgorzała wtedy krwawa wojna domowa między abolicjonistami a zwolennikami niewolnictwa, bo argumenty słowne przestały już do kogokolwiek przemawiać („Murzyn też człowiek i swoją godność ma” kontra „bawełna z pola sama się nie zbierze”). Metody walki zaostrzały się więc z miesiąca na miesiąc, a jednym z głównych autorów zamieszania był wtenczas niejaki John Brown – białas, który postawił sobie za cel uwolnić wszystkich Murzynów, nawet jeśli ci nie chcieli być uwalniani. Stary Brown bywał w swoich działaniach subtelny niczym lewatywa z napalmu, a wszelkie dyskusje ze zwolennikami niewolnictwa preferował ucinać szybko, najlepiej pałaszem.

Ale to nie Brown będzie głównym bohaterem tej powieści. Będzie nim natomiast nastoletni czarnoskóry niewolnik Henry Shackleford, który w wyniku małego zamieszania (i porwania) trafia do bandy starego Browna – liczącej kilkanaście osób armii wiecznie głodujących i obszarpanych abolicjonistów o niezbyt moralnej postawie, którzy sieją zamęt w Kansas. Henry natychmiast zostaje wśród nich uznany za maskotkę, swoisty talizman przynoszący szczęście a – przede wszystkim – za dziewczynę. Tak to zwykle bywa, gdy się chodzi ubranym wyłącznie w przypominający sukienkę worek po ziemniakach. Od tej chwili nazywany Henriettą bądź Cybulką chłopak początkowo próbuje tłumaczyć nieporozumienie, ale szybko zdaje sobie sprawę, że tylko przyjmując nową rolę podniesie swoje szanse na przeżycie, a być może również ucieczkę, bo przecież wcale nie chciał być uwalniany i najchętniej wróciłby już do swojego białego pana. Pewnie domyślasz się, że tak łatwo Henry’emu nie pójdzie i czeka go wiele miesięcy (nawet lat) udawania dziewczyny oraz podróżowania w sukience. Każdemu z nas się zdarzało, więc wiadomo jaka to niewygoda, szczególnie zimą.

I choć te krótkie streszczenie może sugerować, że Ptak dobrego Boga będzie powieścią o dość humorystycznym sznycie, to proponuję jeszcze się wstrzymać od takich wniosków. Owszem, sam sposób narracji Henry’ego (do której zaraz koniecznie wrócimy) budzi w czytelniku wyłącznie zabawne odczucia, ale nie należy zapominać, że okoliczności, w których znalazł się bohater do wesołych raczej nie należą. Kansaskie powietrze aż drży od napięć społecznych, „czarnuchy” latają w treści nisko i w każdej odmianie, nie brakuje podjazdowych napadów na właścicieli niewolników, abolicjoniści są ścigani przez armię, bywa brutalnie, bezlitośnie, a wymowne sceny egzekucji, odcinane członki i rozwleczone po prerii ludzkie wnętrzności (oraz wyjące na wzgórzach wilki przyciągnięte zapachem krwi) przypominają nam, że nie do końca mamy do czynienia z niewinną łotrzykowską powieścią.

Równie wymownym jest sposób, w jaki Henry opisuje nam Johna Browna. Idealista, który zawzięcie i aktywnie z rewolwerem w jednej dłoni oraz szabelką w drugiej zwalczał niewolnictwo, obecnie przez wielu uznawany jest za bohatera: powstawały o nim pieśni i wiersze, czyli chyba nieźle jak na kogoś, kto potrafił mordować z zimną krwią. Tymczasem Henry w swojej relacji skutecznie odmitologizowuje (uf, udało mi się to napisać za pierwszym razem bez żadnej literówki) portret Browna, prezentując go jako nie do końca normalnego, nawiedzonego wręcz starca, który w wszystko potrafił wmieszać Boga. Jego religijne zaślepienie przybiera różne formy i no cóż… często pociąga za sobą niepotrzebne ofiary w ludziach. Nie jestem odpowiednią osobą, by oceniać ten wizerunek i jego wiarygodność, ale jestem w stanie przyjąć do wiadomości, że Brown nie był tak nieskazitelny, jak chcieliby niektórzy.

Wypada, bym wreszcie przeszedł do kwestii, która najbardziej wyróżnia Ptaka dobrego Boga, czyli niecodziennej narracji (która budzi słuszne skojarzenie z Małym Wielkim Człowiekiem), a w zasadzie to języka, którym posłużył się McBride. Cała historia spisana jest przez Henry’ego, a ten za zręcznego szermierza piórem to raczej nie uchodzi. Nagromadzenie zamierzonych błędów ortograficznych początkowo potrafi porazić czytelnika przyzwyczajonego do komfortowej lektury: pojawią się przypadki łzawienia, a niektórym wrażliwszym jednostkom oczy mogą nabiegnąć krwią jak po całodobowym melanżu. Sam początkowo czułem lekkie zirytowanie, ale najwyraźniej do każdej niewygody idzie przywyknąć. Po kilkudziesięciu stronach przestał przeszkadzać mi fakt, że w treści nie pojawia się żadne ą i żadne ę, a jeśli tak, to z pewnością nie są na swoim miejscu. Bo pomimo pozornej nieczytelności lektura przebiega chyżo i łatwo zapomnieć, że mamy tutaj do czynienia z gwałtem na zasadach pisowni.

Nie potrafię się w tym miejscu odnieść do oryginału, ale jasnym dla mnie jest, że odpowiedzialny za przekład pan Maciej Świerkocki miał przed sobą wyzwanie, na którym niejeden tłumacz by się wyłożył i dał pociągnąć na dno, przygnieciony czarną rozpaczy kotwicą. Zdaję sobie również sprawę, że praca nad tym przekładem przypominała bieganie z lufą naładowanej broni w ustach, bo jeden nieuważny ruch, zbytnia brawura, a czytelnik zniechęcony porzuca lekturę. W tym przypadku tłumaczowi najwyraźniej udało się z opresji wyjść cało (choć jak wspominałem – nie mam porównania z oryginałem), więc z szacunkiem uchylam wirtualnego kapelusza. Dla lepszego zobrazowania z czym mamy do czynienia krótki, losowy fragment, bo jeden cytat powie więcej, niż tysiąc moich słów.

Po kilku chwilach Irlandczyk rozejrzał sie i widzonc, że nikogo nie ma w pobliżu, zapytał pape cicho:
– Czytujesz Biblie, człowieku?
No cóż, papa miał fijoła na punkcie Pana Boga, wienc go od razu poniesło.
– A jak, szefie, jasne, że czytuje – powiedział. – Znam ci ja najróżniejsze biblijne wersety.
Stary cymbał uśmiechnoł sie na te słowa. Nie moge powiedzieć, żeby to był prawdziwy uśmiech, bo przybłenda miał tak surowom twarz, że nie mógł sie uśmiechać, ale jego usta jakby sie rozciongli. Myśl o Panu Bogu najwyraźniej sprawiła mu przyjemność. Nic dziwnego, bo korzystał przecie właśnie z łaski boskiej, tam i wtedy, był to bowiem ten Stary John Brown, morderca we swojej osobie, bicz boży nad Kansas, a siedział se jakby nigdy nic w oberży Dutcha, chociaż za jego głowe wyznaczono tysionc i pieńcet dularów nagrody i połowa miejscowych chentnie przedałaby mu kulke.[1]

I choćby z powodu niecodziennego języka warto chyba zainteresować się Ptakiem dobrego Boga. Ale nie tylko, bo powieść McBride’a to również całkiem zgrabna, rześka historia pozbawiona dłużyzn, dość umiejętnie przy tym tuszująca krwawe i brutalne fragmenty swoją uroczą, zdystansowaną, czasem zabawną narracją. To nie ten rodzaj humoru, który będzie wywoływał napady śmiechu, ale ironia niektórych sytuacji nie powinna pozostawić czytelnika obojętnym.


[1] James McBride, Ptak dobrego Boga, tłum. Maciej Świerkocki, wyd. Czarne, Wołowiec 2016, str. 17

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s