Świadek – Ilja Mitrofanow

Mitrofanov SwiadekKojarzycie Besarabię? Ja też nie, ale ponoć była taka kraina historyczna: swego czasu przynależna do Rumunii, potem przejęta przez ZSRR, a obecnie (jak podpowiada mi Wikipedia) stanowi część Mołdawii i Ukrainy. Takie tam usypiające smuty. Aż mi się przypomniał mój nauczyciel od historii/geografii z podstawówki – wąsaty przyjemniaczek, zimą noszący kolorową czapkę z pomponem, jeżdżący po całej klasie na mobilnym krześle i przy tym nieświadomy posiadania dziury w kroku spodni. Pozdrawiam go, jeśli to czyta. Więc właśnie o Besarabii opowiada Świadek, a konkretnie o okresie, gdy krainę przejmowało ZSRR, przydeptując mieszkańców ciężkimi, komunistycznymi sapogami. Piknikowej atmosfery z pewnością nikt się nie spodziewał, oczekiwania wśród ludności były raczej umiarkowanie złe: trochę nas wykorzystają, zasłaniając się przy tym dobrem ogółu; może trochę pobiedujemy, hej – przecież tyle to potrafimy; może jeśli zaczniemy narzekać i psioczyć na władzę, to nas postawią pod ścianą i strzelą w tył głowy, więc chyba jasnym jest, że lepiej nie wybrzydzać. Znamy to wszystko –  nie pierwsza i nie ostatnia okazja, by poczytać, jak to portrety Stalina w każdym domu wisiały. W niektórych nadal wiszą.

NIECH ŻYJE RADZIECKA BESARABIA –
– CÓRKA MATKI ROSJI!*

Fiodor Pietrowicz Pokora wyjątkowo gramotny nie jest, poza tym lubi huknąć żonę w twarz, ale się tą umiejętnością szczególnie nie chwali, bo za bardzo nie ma czym. Nasz bohater, a jednocześnie fryzjer i narrator zostawia więc tę drażliwą kwestię i koncentruje się na relacji z wydarzeń, gdy do Kotłowiny (jednego z besarabskich miasteczek) bez pytania wchodzi Armia Czerwona i zaczyna się bisurmanić. Dalszy rozwój wydarzeń jest łatwy do przewidzenia: sytuacja mieszkańców z dnia na dzień rysuje się coraz mniej kolorowo i nie zamierza nawet dryfować w stronę poprawy. Pokora w swoim zakładzie fryzjerskim ma całkiem szerokie pole do obserwacji nastrojów ludzkich i jego sprawozdanie, początkowo naznaczone jedynie paroma codziennymi niedogodnościami na które narzekają obywatele, z czasem nabiera coraz mroczniejszych barw, wynikających ze zniechęcenia, apatii, a później też głodu. I to jakiego. Gdzieś tam po zakładzie kręcą się bułgarscy bracia Sieńka i Stiopka, gdzieś obok dramatyzuje panikarz Jośka, gdzieś przetaczają się pozostali drugoplanowi bohaterowie, włącznie z Pawłem Pietrowiczem Tołobuchą – towarzyszem przewodniczącym, który się strzyże na krzywy ryj, bo kto Władzy zabroni?

KOMUNISTO! BĄDŹ CZUJNY!
CHWAŁA WODZOWI I NAUCZYCIELOWI –
– WIELKIEMU STALINOWI!
NIECH ŻYJE PARTIA I LUD!**

Świadek jest niewielką objętościowo nowelką i z tego wynika pewien dosyć istotny problem: nie ma czasu i okazji zżyć się z jakąkolwiek postacią (może poza głównym bohaterem). No wiecie, w sensie literackim się przywiązać, polubić. Skutek jest taki, że kiedy na kolejnych aktorów i aktorki tego dramatu spadają różnego rodzaju nieszczęścia, w czytelniku nie wywołują one odpowiednio natężonych emocji. Wstrząśnięte poczują się jedynie najbardziej wrażliwe jednostki ludzkie, które przepełnia nieopisany smutek i depresja już na samą wieść, że gdzieś zamarzł bezdomny, a szczeniaczek został przywiązany do drzewa. Bo nazwijcie mnie bezdusznym bucem i niech zabrzmi to nieczuło, ale nie potrafię się na dłużej pochylić nad trumną stolarza Fiodora (wymyśliłem tę postać), skoro wcześniej wspominano o nim zaledwie w dwóch, niezapadających w pamięć zdaniach. Powieść Mitrofanowa dotkliwie cierpi na brak miejsca, by rozwinąć skrzydła. To jak syty obiad na zbyt małym talerzu, bo pisarsko oraz artystycznie autorowi niczego zarzucić nie można i gdyby pokusił się on o szersze potraktowanie sprawy, to mielibyśmy do czynienia z dziełem godnym klasyków literatury rosyjskiej. A tak pozostało nam zadowolić się zbyt zwięzłą i zbyt szybko postępującą historią, a nasycić się niełatwo, mając z tyłu głowy głos nieustannie przypominający o zmarnowanym potencjale. To nie tak, że Świadek pozostawia czytelnika całkowicie obojętnym, bo Mitrofanow nadrabia braki treściowe formą, ale… no właśnie: gdyby…

Co natomiast się udało i aż muszę o tym wspomnieć, to polskie wydanie książki (wyd. Claroscuro, 2011). Okładka stylizowana na dawny, zniszczony zeszyt, jej nierówna, lekko chropowata faktura i kolejne kartki pokryte linią, bez zaburzenia czytelności – widać, że komuś zależało i nie wystarczyło po prostu wydać książki, ale postanowiono ją wydać w doskonałym stylu. Taka inicjatywa zasługuje na wspomnienie, zasługuje nawet na wirtualne poklepanie po plecach. Możecie to sobie spróbować wyobrazić, że niby klepię.

* Ilja Mitrofanow, „Świadek”, tłum. Aleksander Horodecki, wyd. Claroscuro, Warszawa 2011, str. 65
** Tamże, str. 68

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Świadek – Ilja Mitrofanow

  1. Anonim pisze:

    NIE MA MNIE, ale chciałam Ci napisać, że dziś przed kościołem ukłoniłam się pewnej starszej Damie siedzącej w samochodzie na co Ona mi POMACHAŁA. I byłam w rozterce- Czy ja miałam odmachać? Powiem od razu że jedynie czarująco się uśmiechnęłam. No!
    Robię sos i nagetsy i zaraz się Ciotka przyczłapie, więc …

  2. Chyba coraz częściej wydawnictwa starają się przyciągnąć uwagę starannym wydaniem, ciekawymi rozwiązaniami graficznymi, oryginalną okładką. Jakoś trzeba walczyć z atrakcyjnością ebooków :) Ja się bardzo cieszę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s