Pan Lodowego Ogrodu: Tom 4 – Jarosław Grzędowicz

pan-lodowego-ogrodu-4To niesprawiedliwe. Ukazuje się czwarty tom Pana Lodowego Ogrodu. Robi to na pełnym spuście, w blasku reflektorów i chwale mężczyzny powracającego z podboju okolicznego burdelu (spójrzcie – tak wygląda człowiek, który miał seks). Fani pieją z zachwytu, natomiast literackie portale ogłaszają zakończenie najlepszego cyklu polskiego fantasy od czasów Wiedźmina. Kolejne egzemplarze znikają z półek księgarń, czytelnicy jeszcze w drodze do domów nerwowo zerkają na pierwsze strony – czy aby na pewno zadrukowane, czy nikt ich nie zrobił na numer z bananem i po trzech latach oczekiwania naprawdę przeczytają o dalszych losach bohaterów. Nie winię ich, bo sam z apetytem zagiąłem w swoim stylu okładkę oraz kilka stron tytułowych i zabrałem się do lektury.
I konsternacja. Jakaś jaskinia? Skąd? Kto to Grunaldi? Kto to Passionaria, a kto to Callo? Okazuje się, że jedna i ta sama osoba. Filar nieprzytomny? Dlaczego? Nie wiem, może powinienem brać coś na poprawę pamięci, a może to jest w pełni zrozumiałe i normalne, że po mijających właśnie trzech latach od lektury poprzedniego tomu, detale uległy zatarciu i najzwyczajniej w świecie nie pamiętam niektórych postaci i okoliczności. I tak sukces, że Drakkainena oraz Filara kojarzę. No, ale przecież nie byłem wcześniejszymi tomami zachwycony na tyle, by teraz, przed lekturą ostatniego, przeczytać ponownie wcześniejsze (w celu odświeżenia pamięci). Zacisnąłem więc zęby, pięści i co tam jeszcze zacisnąć można, a następnie rzuciłem się w wir literackich wydarzeń, mając jednocześnie nadzieję, że wraz z kolejnymi stronami luki w mojej pamięci samoczynnie się wypełnią. Przykra i niesprawiedliwa bywa dola czytelnika.

Owszem, pewne fakty się przypominają w toku lektury, ale i tak miałem wrażenie, że należę do grona upośledzonych czytelników, którym coś odebrano – mianowicie komfort przeczytania całości za jednym zamachem. Trudno, ale jednocześnie zapewnię, że ten tom rzeczywiście jest ostatnim (co nie było takie oczywiste, bo już poprzedni miał być zwieńczającym). Vuko Drakkainen uparcie kontynuuje swoją misję ratunkową, choć najwyraźniej nikt nie ma ochoty być ratowanym, natomiast drugi główny bohater – Filar – cóż, on nadal jest Filarem (nad nim poznęcam się za chwilę). Nie orzeknę, czy finał cyklu jest satysfakcjonujący, bo to zależy od oczekiwań czytelnika, ale przyznam, że mnie indywidualnie nieszczególnie przekonał. Nie zdradzę nic więcej, choć przeczytałem gdzieś, że można w czwartym tomie spodziewać się twistów fabularnych i licznych zwrotów akcji. I wspaniałomyślnie w to uwierzyłem. Niezła zmyłka, żartownisie.

Pamiętam pierwszy tom, jego niesamowite zakończenie i to był chyba najjaśniejszy moment cyklu. Później notowałem jedynie spadek zainteresowania lekturą, nie każde rozwiązanie trafiało w mój nie taki znowu wymagający gust, niektóre elementy mnie irytowały. Szczególnie te, które miały bawić, ale im niezbyt wychodziło. Rzecz jasna były też fragmenty nad wyraz udane, z odpowiednim tempem oraz atmosferą i chyba jedynie one trzymały mnie nadal w oczekiwaniu przy lekturze. W tomie finalnym, dzięki jego większej niż w przypadku poprzednich objętości, zmieściły się wszystkie wady i zalety prozy Grzędowicza. Do rzeczy.

Rozdziały ponownie sprawiedliwie rozdzielono między Drakkainena i Filara, dodatkowo urozmaicając je żonglerką narracyjną, choć bez fajerwerków – pierwszo i trzecioosobową. Zabieg słuszny, bo dzięki temu wyraźniej odczuwamy różnicę charakterów obu głównych postaci. Drakkainen nadal lubi popisać się brawurowym żarcikiem i fińskim, czy chorwackim przekleństwem rzuconym śmiertelnemu zagrożeniu w twarz. Jego rozdziały zawsze pozwalają mieć nadzieję na dynamiczny rozwój akcji, przez co czyta się je względnie przyjemnie, chętnie i bez nadmiernego zgrzytania zębami.

Tym boleśniej wypada zmiana bohatera i narratora. O ile we wcześniejszych tomach Filar był niezłym urozmaiceniem i jednocześnie tajemnicą, bo zastanawiałem się w jaki sposób splotą się jego losy z misją Drakkainena (a spleść się musiały), tak teraz poczułem spory niedosyt. Wypadło jakoś banalnie (że niby przeznaczenie i inne baśnie), a sam Filar ze swoim anemicznym gęganiem o rozterkach i codziennych czynnościach zaczyna najzwyczajniej irytować. Zdecydowanie brakuje mu charyzmy. Ma się uczucie, że jego fetyszem i pasją jest wpadanie w niewolę, bo trudno zliczyć ile razy był więziony i pętany. Rozdziały z jego udziałem charakteryzują się skrupulatnością i niekiedy przesadnym skupieniem nad detalami. Okej, można tego rodzaju drobiazgowość potraktować jako zaletę, ale wszystko to jednak jedynie misternie wykreowane otoczenie, w którym nie dzieje się nic. Boleśnie zmarnowano też potencjał Lodowego Ogrodu. Owszem, jest on istnym tyglem kultur, pełnym targowisk, straganów, tawern i kanałów, ale intrygi w nim prowadzone pozbawione są ikry i aż przytłaczająco przewidywalne (dla kontrastu przypomniał mi się świetny „Ostatni Powiernik Pierścienia” Kiryła Jeskowa i rozdział Umbarski gambit) – to było COŚ).

Trochę się pastwię, ale to wynika ze złości i rosnącego w miarę jedzenia apetytu. Pierwszy tom „Pana Lodowego Ogrodu” był co najmniej bardzo dobry i moja irytacja pęczniała, kiedy kolejne w coraz mniejszym stopniu potrafiły sprostać oczekiwaniom. Trudno określić, na co tak naprawdę miałem nadzieję, ale to chyba nie kwestia rozwiązań fabularnych (bo sam pewnie nie wymyśliłbym lepszych), ile stylu i sposobu ich podania na talerzu czytelnikowi. Czwarty tom niestety potrafił mnie znudzić (dzięki Filar) i jedynie w nielicznych momentach podbudować wiarę w ten cykl. Nawet akcenty humorystyczne jakoś mniej bawią, choć jest ich kilka (ekran HUD rodem z gry, kilka dialogów). Pozostało się cieszyć, że to już koniec, bo nie jestem przekonany, czy sięgnąłbym po tom piąty.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Pan Lodowego Ogrodu: Tom 4 – Jarosław Grzędowicz

  1. powinno wyjść prawo zakazujące tworzyć trylogie, pięciologie i inne dziesięciologie bez stosownego pozwolenia udzielanego przez Gremium z psychologiem na czele ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s