Kołysanka – Chuck Palahniuk

kolysanka_513Szanowny Panie Palahniuk.

Znamy się już kilka lat, blisko dekadę. To znaczy – ja znam Pana, Pan mnie niekoniecznie, ale nie bądźmy tacy drobiazgowi. Skoro ja mam satysfakcję znać Pana, to nie odbierajmy Panu przyjemności poznania mnie. Przez cały ten czas zdołałem przeczytać dziesięć pańskich powieści, niektóre nawet więcej niż jednokrotnie. Myślę więc, że z czystym sumieniem mogę się określać Pana fanem, bo szczerze mówiąc, za nową książkę Pana autorstwa każdorazowo dałbym się ogolić na sucho skrobaczką do kartofli, nie tylko na twarzy. Och, ta oficjalna forma, nie cierpię jej, męczy mnie, ogranicza. Mogę do Pana pisać Chuck? Dziękuję, Chuck.
Więc słuchaj, Chuck. Jakiś czas temu przeczytałem Twoją „Kołysankę” (rozpoczynam zaciekłe polowanie na zaległy „Rant”, podeślij mi egzemplarz z autografem, jeśli znajdziesz wolną chwilę, z góry dzięki) i dostrzegam u siebie pewne zaślepienie, zauroczenie Twoją twórczością. Fabularnie bywało różnie – raz lepiej, raz nieco gorzej – ale nigdy, w żadnym przypadku nie przyszło mi do głowy, by przerwać lekturę, czy też w ogóle do niej nie podejść. To tak jak z miłowaniem nie za zalety, ale pomimo wad. Tak, w pewnym pokrętnym sensie miłuję Cię, Chuck i darzę miłością. Heteroseksualną, bo ponoć masz narzeczonego (pozdrawiam go), a ja nie lubię tłoku. Niektórzy idą w zaparte, że się skończyłeś (śmiechu warte!), że jesteś autorem jednej powieści – w ramach sprzeciwu tym teoriom nie będę nawet przytaczał jej tytułu. Czepiają się, że nie zmieniasz stylistyki, nie eksperymentujesz. Moje zdanie brzmi – jeśli czytelnik ma ochotę poczytać coś o odmiennej stylistyce, to niech zmieni autora. Ja się do Ciebie i Twojego stylu przywiązałem i nie chcę, byś się zmieniał, bo takiemu Chuckowi ufam, inny mógłby się okazać nieszczery.

Nie jesteśmy w pierdlu, a ja nie jestem twoim cwelem.¹

Więc przeczytałem tę „Kołysankę”. Ta powieść jest tak bardzo Twoja, jak to tylko możliwe. Jest tam wszystko, za co Cię cenię jako pisarza i człowieka. Sama intryga niesie ze sobą spory potencjał i tajemnicę, która potrafiła mnie przytrzymać przy książce. Choćby seria nagłych śmierci noworodków – toż to otwiera ocean możliwości w temacie czarnego humoru, gratuluję! I te postaci pierwszoplanowe oraz te z dalszego tła – nigdy nie miałeś problemu z obdarzaniem bohaterów barwami i o ile kuśtykający Carl Streator to nie jest Mount Everest Twoich możliwości, tak już Helen Boyle jest wyjątkowo wyrazista. Wygadana, ba!, wręcz bez ustanku trajkocząca pośredniczka nieruchomości, utrzymująca się z handlu nawiedzonymi domami to ktoś, kogo się nie zapomina. A sanitariusz Nash? Nie mam pytań! Przezabawny kolo, który gotowy jest zerżnąć jeszcze ciepłe zwłoki młodych, atrakcyjnych modelek to ktoś jednocześnie hipnotyzujący i odrażający. Kapitalnie Chuck, bo udani bohaterowie to podstawa. Nie zawiodłeś mnie.

Byli świeżo po ślubie, więc po mojemu zaruchał ją na śmierć, a potem dostał ataku serca.²

W związku z Twoim stylistycznym uporem i charakterem, „Kołysanka” posiada wszystkie zalety Twojej prozy. Czarny humor, cynizm, krytyka konsumpcjonizmu (piętnowana tutaj przez specyficzną sektę i Ostrygę o kaznodziejskich umiejętnościach) – to wszystko mógłbym powtarzać jak mantrę w przypadku każdej Twojej powieści. Jak zawsze nie boisz się poruszać tematów wstydliwych i drażliwych. W jakimś wywiadzie z Tobą przeczytałem, że najchętniej poruszasz właśnie zagadnienia żenujące, a nawet bolesne dla siebie samego, bo nie chcesz marnować życia (i czasu czytelnika) na to, co miałkie i nieistotne. Zaznaczyłeś jednak, że nigdy nie napisałbyś czegoś, co naraziłoby Twoich bliskich i znajomych na śmieszność, tym bardziej się cieszę, że jesteśmy przyjaciółmi, Chuck.
Wierni czytelnicy wiedzą, czego się spodziewać po Twojej „Kołysance”. Jest ona bezustannie zabawna, zmienia się jedynie rodzaj humoru – od czarnego, przez rubaszny i sytuacyjny, kończąc na dialogach wypełnionych trafnymi ripostami. Z kolei zmaganie się Carla z wręcz boską władzą, którą mimo woli zdobył i hamowanie morderczych zapędów rozbawiło mnie niezwykle. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale Ty wiesz, że to Ci się udało – czarny humor w najlepszym wydaniu. Wypaliła Ci również charakterna końcówka i mocarne finałowe twisty, za co należy się cyber buziak.

Pytam, czy ludzie spisywali zaklęcia wyschniętą spermą.
– Tylko te najbardziej potężne – odpowiada Mona.³

Miło było znowu Cię spotkać, Chuck. Nie zmieniasz się od lat i dobrze, bo metamorfozy nie są w Twoim przypadku potrzebne. Niezmiennie masz też jakąś ciekawą historię do opowiedzenia, kilka trafnych uwag do wygłoszenia, ale nie męczysz przy tym mentorskim tonem. Cieszę się, że po tylu latach udało nam się przejść na ty i gdybym tylko miał fejsbuka to zaprosiłbym Cię bez wahania do znajomych, a potem wielokrotnie lubił to. Trudno mi dodać jeszcze coś odkrywczego – coś, czego jeszcze z mojej klawiatury nie czytałeś, czy coś, czego jeszcze o sobie nie wiesz. Ten list powinno sponsorować słowo niezmienność, zarówno w kwestii Twojego stylu i formy, jak i mojej przyjemności płynącej z lektury Ciebie.

Do przeczytania wkrótce, Chuck!

Twój na zawsze
zsiaduemlekO

PS Nie zwracaj proszę uwagi na ewentualne komentarze pod tym listem, bo istnieje spora szansa, że pojawi się między nimi kolejna przypałowa piosenka z YouTube. Nie dotyczy Ciebie, ani Twojej twórczości, ma na celu jedynie skompromitować mnie.

¹ Chuck Palahniuk, „Kołysanka”, tłum. Robert Ginalski, Niebieska studnia, 2012, str. 51
² tamże, str. 58
³ tamże, str. 222

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Kołysanka – Chuck Palahniuk

  1. koval pisze:

    Popieram i myślę dokładnie to samo o Kołysance. Palahniuk miał na pewno lepsze książki [np. Opętani, która jest prześwietną książką dla mnie] jak i słabsze [Potępieni] ale zawsze wierny jest swojemu stylowi. Może nie do końca, bo Rant jest jakby napisany w formie relacji osób trzecich ale pokręcony jak wszystkie knigi Czaka. :)

    1. koval pisze:

      Małgosia Maćkowiak :
      Nie czytałam wcześniej żadnych książek Palahniuka, Kołysanka jest pierwsza. Jestem gdzieś w połowie i muszę przyznać, że ma w sobie to COŚ.

      Sprawdź Opętanych, nie zawiedziesz się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s