Klaśnięcie jednej dłoni – Richard Flanagan

Flanagan_Klasniecie jednej dloniTak to właśnie działa. Rysiek Flanagan zdobywa Bookera za 2014 rok (Ścieżki północy), a wydawcy niczym literackie hieny cmentarne zaczynają wygrzebywać wszystko, co napisał wcześniej. Naturalnie nie są to zazwyczaj dzieła tak dobre, jak tytuł nagrodzony, bo gdyby były, to Booker wpadłby wcześniej. No ale trzeba kuć żelazo, póki mleko się nie rozlało, a nazwisko autora nie przebrzmiało (jedziemy z tym rapem, ej). Efekt? W ciągu trzech lat wypluto na polski rynek pięć wcześniejszych powieści Flanagana i zapewne na tym by nie poprzestano, gdyby nie fakt, że skończyły się możliwości, bo pisarz więcej nie stworzył. Przynajmniej póki co. Nie żeby mi taka sytuacja na rynku przeszkadzała, ale zawsze mnie to trochę bawi i rozbudza we mnie cynizm, bo skoro wcześniej nie uznano tych powieści za warte wydania, to co się stało, że nagle zmieniono zdanie? Czyżby większa rozpoznawalność nazwiska autora sprawiła, że jego dzieła stały się literacko lepsze? Zaryzykuję stwierdzenie, że nie. Wyzłośliwiam się teraz ociupinkę, ale trzeba przyznać, że sam łyknąłem tę przynętę zarzuconą przez wydawcę i postanowiłem wrócić do Flanagana. Stanąłem przed wirtualną półką w księgarni, odrzuciłem rozsądek i jako człowiek wrażliwy na piękno (a co, może nie?) wybrałem powieść o najładniejszym, najbardziej intrygującym tytule. Czasem trzeba się zdać na intuicję.

To opowieść o Sonji, rozciągnięta na przeszło trzydzieści lat, choć podana zaledwie fragmentarycznie i zakotwiczona tylko w najistotniejszych chwilach życia. Początek opowieści to połowa lat pięćdziesiątych, a miejsce to tasmańska osada dla europejskich uchodźców powojennych. Jest noc, a matka kilkuletniej Sonji się ubiera, żegna córkę, wychodzi i już nie wraca. No wzięła i odeszła. Dziewczynka zostaje pod opieką ojca i oboje rozpaczliwie próbują się odnaleźć w nowej sytuacji. Bojan nie należy do grona rodziców, o którym marzyłby każdy brzdąc. Nie radzi sobie z rolą i lubi na świat patrzeć przez lunetę butelki po alkoholu. Czasem Sonję bije, czasem oddaje ją pod opiekę obcym ludziom. Dziewczynka rozpaczliwie pragnie mieć ojca, ale Bojanowi bycie ojcem zupełnie nie wychodzi.

Teraz koniec lat osiemdziesiątych, w Europie właśnie upada Mur Berliński, a daleko stąd dorosła już Sonja z jakichś powodów wraca do Tasmanii, do krainy swojego dzieciństwa, świata oposów, wombatów i wilkoworów tasmańskich. A także do Bojana. Próby ponownego porozumienia się z ojcem nie należą do łatwych zadań, bo Sonja jest stale rozdarta między nadzieją a przekonaniem, że ojciec i tak ją zawiedzie. Ale czytelnik zyskuje, bo przy okazji do bohaterki wracają wspomnienia, więc skaczemy narracyjnie między czasami a miejscami, poznajemy kluczowe wydarzenia, powody, które doprowadziły bohaterów do obecnej sytuacji. Może przy okazji wraz z Sonją dowiemy się czegoś więcej o jej matce, powodach jej odejścia, a niech to – zaszalejmy – może nawet uda się ją odnaleźć i sama nam o tym opowie? Byłoby miło z jej strony, mam rację?

Możliwe, że próbuję sobie w tej chwili coś wmówić, ale dostrzegam w Klaśnięciu jednej dłoni urok tego Flanagana, który oczarował mnie w Ścieżkach północy. Ten subtelny pesymizm, wyraźny, ale nie brutalny. Tych stłamszonych życiem bohaterów, przygniecionych problemami dnia powszedniego, ale jednak z nadzieją prących do przodu, bo może jutro będzie lepiej, a zmartwienia z wczoraj zostaną za nami. Jest chyba u Flanagana jakieś naturalne wyczucie równowagi, wyważona umiejętność snucia opowieści bez popadania w niepotrzebny dramatyzm. Klaśnięcie jednej dłoni nie pobudzi czytelnika nagłymi zwrotami akcji, nie napnie mu nerwów swoimi burzliwymi fragmentami, bo takich tu nie ma. To opowieść o konkretnym rodzaju relacji między ojcem a córką i na ich oddaniu skupia się treść.

Bo choć Bojan ma ogromne problemy ze zdobyciem sympatii u czytelnika, to oczywiste, że nie jest złym człowiekiem. Sonja też to wie i chyba tylko z tego powodu wciąż tli się w niej wiara, że jej ojciec wreszcie odnajdzie się w roli rodzica. Bez wątpienia postawa kobiety jest godna pochwały, ale najwyraźniej trzeba mieć coś z masochistki. Klaśnięcie jednej dłoni to dla Sonji zapętlony cykl nadziei i rozczarowania, ale to właśnie nadzieja nie pozwala jej go przerwać zdecydowanym cięciem.

Czy to dobra powieść? Tak, nie mam do niej większych zastrzeżeń. A w zasadzie nawet żadnych nie mam. Z drugiej strony oszczędzę sobie również większych pochwał, bo entuzjazmu nie czuję. Bezpieczny wybór, ale jeśli masz słabość bądź nastrój do tego rodzaju tematyki to wbijaj jak kuna w agrest.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s