Tarzan wśród małp – Edgar Rice Burroughs

tarzanTarzan to jednak był facet o jakim potajemnie marzy każda kobieta. Dziki, nieokrzesany, o idealnej muskulaturze, noszący swoją wybrankę serca w silnych ramionach, no i huśtający się na gałęziach drzew. W dodatku robiący to wszystko na golasa, a nie jak jakiś hipster w rurkach i szaliku. Już sobie wyobrażam jakim wzrokiem pożerałaby go każda kobieta, kurczę, sam bym go zjadł, połykając w całości. Kiedyś to były tarzany, dzisiaj już takich tarzanów nie ma, samo zapuszczenie brody i konto na Instagramie czy Snapie nie wystarczy. Burroughs stworzył jedną z tych postaci literackich, których dzisiaj znają wszyscy, nawet ci, którzy w życiu po książkę sięgnęli wyłącznie wtedy, by nią ubić karalucha. Tarzan jest bowiem stałym gościem popkultury i umówmy się, ale nie muszę tutaj nikomu go przedstawiać. Wielokrotnie zrobiono to już za mnie: filmów i bajek z udziałem Tarzana nie sposób zliczyć i każdy z pewnością trafił na kilka z nich. Jestem również prawie pewien, że kilka adaptacji porno by się znalazło, bo muskularne, nasmarowane oliwką ciało dzikusa aż się o to prosi. W komentarzach możecie wrzucać linki, gdybyście przypadkiem trafili na jakieś źródło, a póki co zajmę się powieścią Burroughsa, jeśli pozwolicie.

Tarzan jako niemowlę został odnaleziony przez małpę o silnych cechach macierzyńskich. Jak doszło do tego, że małe, różowe dziecko znalazło się same w środku dzikiej dżungli pominę, bo i tak powinniście się domyślić. Rzecz w tym, że ta małpa wzięła niemowlę na wychowanie i pokochała Tarzana jak własne potomstwo. Więc jeśli do tej pory myśleliście, że być człowiekiem wychowywanym wśród stada małp jest straszną tragedią, to pomyślcie jeszcze raz, bo znam większe patologie. Oczywiście Tarzan łatwego dzieciństwa nie miał, bo małpy się z niego śmiały, że nie jest owłosiony (Tarzan to po małpiemu „Biała Skóra”), ma za krótkie ręce do poruszania się po drzewach, a z takim uzębieniem będzie miał problem by rozszarpać szyję ofierze polowania. Przyznacie, że problemy nieco odmienne od tych, z jakimi boryka się przeciętny nastolatek.

W dodatku to przecież dżungla, a w takiej to wiadomo: różne dzikie istoty stale ze sobą walczą o dominację i pożywienie, za każdym drzewem może czaić się śmierć. Nawet wśród mało krwiożerczych małp codziennością jest, że jakiś goryl wpada w morderczy szał i robi bałagan w stadzie. Tarzan szybko sobie uświadamia i przyswaja naczelne prawo dżungli – zabijasz, albo zabiją ciebie, więc polowanie staje się jego pasją. Jedną, ale nie jedyną, bo nasz dzikus głupi nie jest i widzi, że małpa z niego żadna, więc gdy odnajduje na skraju wyspy opuszczoną chatkę pełną ludzkich przedmiotów (i szkieletów, ale kto by się tam przejmował), szybko zaczyna łączyć fakty i drążyć temat własnego pochodzenia. Mniej więcej w tym czasie na wyspę dociera grupka ludzi, a wśród nich Ona – Jane Porter.

Reszta opowieści polega z grubsza na tym, że Jane wpada w kolejne tarapaty i niebezpieczeństwa, a dzielny Tarzan ją ratuje. Zresztą nie tylko ją, bo jej towarzysze również najwyraźniej pierwszy raz w życiu widzą dżunglę pełną śmiertelnie niebezpiecznych zwierząt, a profesor Porter – ojciec Jane – to już w ogóle postać jak z komiksu. Roztrzepany tak, jak rozkojarzeni potrafią być wyłącznie naukowcy skupieni na swoich badaniach i teoriach. Wiecie, ci co w bajkach widząc rozwartą paszczę lwa wkładają tam głowę i beztrosko badają niezwykle fascynujące echo. Profesor Porter to taki humorystyczny akcent powieści, z którym nie potrafiłem się do końca pogodzić, bo jakoś mi charakter jego wątków tam nie pasował. Ale może się czepiam.

Bo w szerokim spojrzeniu Tarzan wśród małp to łatwa i lekka lektura przygodowa, choć z racji środowiska, w którym się toczy nie jest pozbawiona brutalnych akcentów. Treść zawiera wysoką zawartość rozszarpywanych ofiar i zwłok. Dorzućmy do tego obowiązkowy wątek miłosny (ratowanie życia musi być niezłym afrodyzjakiem) i humorystyczne perypetie profesora Portera, a wyjdzie nam miszmasz tak samo bogaty w różne odcienie, co niekonsekwentny w ogóle. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie, ale znów – może się czepiam?

Ta opowieść o starciu natury z cywilizacją w moim odczuciu najlepsza jest wtedy, gdy skupia się na naturze właśnie. Cała siła powieści tkwi w części poświęconej dżungli i samotnemu Tarzanowi skupionemu na polowaniu oraz pędzie do wiedzy na temat własnego pochodzenia. Przybycie na wyspę Jane i spółki nieco zaburza tę równowagę, ale jeszcze nie robi krzywdy. Jednak wątek czysto cywilizacyjny musi w końcu nadejść i żegnamy dżunglę, a wtedy Burroughs zaczyna się śpieszyć, mechanicznie odhaczać kolejne wydarzenia aż do gorzkiej konkluzji, która najwyraźniej miała być poprzedzona spektakularnym finalnym aktem, a wyszło nijak – zbyt zwięźle, zbyt skrótowo, bez charakteru, jakby autor był już spóźniony do kina i gnał, by zakończyć pisanie. Można się spierać: czy lepiej, że nie przeciągał wątków, czy może mógł się bardziej przyłożyć i dodatkowo obudować wydarzenia tłem? Trudno powiedzieć i trzeba mieć nadzieję, że Burroughs wybrał te lepsze dla czytelnika wyjście.

To nie tak, że na Tarzana wśród małp narzekam; że się czepiam, wybrzydzam. Podobało mi się, czasem bardziej, chwilami mniej, ale nie nudziłem się przez ani moment. Zresztą to ten rodzaj powieści, który doceniły już pokolenia i która przetrwała próbę czasu, wpisując się w pewien kanon, więc niech to będzie wystarczającą rekomendacją. Lektura Tarzana wśród małp raczej niczyjego życia nie odmieni, ale skrzywdzić pod żadnym względem też nie powinna.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s