Pobojowisko – Michael Crummey

pobojowiskoPo wrażeniach, jakie zostawiła po sobie wcześniejsza powieść autora (Dostatek; choć wcześniejszą jest ona jedynie w sensie ukazania się polskiego przekładu) było wyłącznie kwestią czasu, jak Crummey tu wróci. No i wrócił, zaskoczenia nic, null, nada. Jeśli wbić nazwisko kanadyjskiego pisarza w Google to wyskoczy nam portret gościa z fryzurą, jaką ja nosiłem w szkole podstawowej – w czasach kiedy włosy rosły mi wyłącznie na głowie i tego rodzaju uczesanie „na grzybka” (bądź „od salaterki”) było modne, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Crummey najwyraźniej na żaden podryw się nie wybiera i uznał, że nie musi być atrakcyjny. Nie żeby to było dla mnie ważne, bo nie jest, ale wróciły obrazy z przeszłości i uznałem, że o tym wspomnę. Ale przestając już oceniać pisarza po jego powierzchniowości przypomnę, że moje pierwsze wieczory zapoznawcze z Crummeyem przebiegały niezwykle okazale pod względem zaangażowania i czytelniczych emocji, których w Dostatku było… no, pod dostatkiem. Wtedy to nawiedził mnie ździebko zapomniany i zaniedbany duch realizmu magicznego – tego wspaniałego, klasycznie folklorystycznego, najbardziej intensywnego realizmu magicznego obecnego w choćby Stu latach samotności (że podrzucę taki modelowy przykład). I za ten powrót wrażeń byłem autorowi wdzięczny, podobnie jak teraz za powrót zmory kiepskiego uczesania. A co do zaproponowania ma Pobojowisko?

Znów jesteśmy na Nowej Fundlandii, a Crummey przedstawi nam wydarzenia, których początek datuje się na rok 1940. To moment, gdy Europa drży w rytm bębnów wojny, ale jako czytelnicy tego nie wyczujemy, bo miejsce akcji powieści jest skutecznie odizolowane. Niby coś tam się wspomina o konflikcie, niby jeden młodzieniec z drugim zaciąga się do armii, by brać udział w próbach poskromienia zapędów faszystów, ale to zaledwie odległe tło, ledwie widoczne na dalekim horyzoncie poza oceanem, a naszą uwagę przykują inne wydarzenia. Osiemnastoletni Wish podróżuje wraz z objazdowym kinem po miejscowościach Nowej Fundlandii. Któregoś dnia poznaje szesnastoletnią Sadie i najwyraźniej się w niej zakochuje. Trudno mu się dziwić, bo dziewczyna to zalotna kocica z gatunku tych, które pod stołem zuchwale wspinają się stopą po nodze (i nie tylko nodze) kawalera. Mniej subtelna w doborze określeń jest babcia Sadie, która nazywa swoją wnuczkę małą kurwą, choć muszę przyznać, że zupełnie niezasłużenie, bo Sadie jest całkiem romantyczna w tej swojej bezczelności. Jednak największym problemem na drodze uczuć dwojga nastolatków są purytańscy rodzice dziewczyny, którzy nie dopuszczają możliwości, by katolicki chłopak został częścią ich protestanckiej rodziny. Ale ta miłość byłaby niegodna opowieści, gdyby niechęć rodziców mogła powstrzymać jej rozkwit. I nie powstrzymuje, bo Wish i Sadie doskonale bawią się pielęgnując swoje uczucia w ukryciu, na przykład oralnie pod wychodkiem.

A potem coś się wydarza i Wish by ulżyć swojemu poczuciu hańby zaciąga się do wojska, docelowo trafiając na front. Tam też długo miejsca nie zagrzeje, bo nie zdąży nawet oddać jednego strzału i już ląduje w japońskim obozie jenieckim. A Sadie? Ona postanawia na niego czekać tak długo, jak będzie trzeba, co jednocześnie dowodzi, że babcia się myliła w swoich niesprawiedliwych osądach. A nie mówiłem?

W tym miejscu zanika niestety nieco kameralność Pobojowiska, która w pierwszej części skutecznie potrafiła trzymać mnie za uszy podczas czytania. Tak jakby rozdzielenie Wisha i Sadie zaburzyło jakąś harmonię powieści, jej wiejską intymność i swojskość obecną nawet na pogrzebach. W zamian dostajemy dwie równoległe i uzupełniające się w jakimś stopniu opowieści bohaterów, które naturalnie czyta się z zaangażowaniem, ale nie ma w nich tego żaru bezpośrednich i fizycznych kontaktów. Drapieżność Sadie przechodzi w nudną choć godną pochwały stateczność oczekiwania na powrót ukochanego, a Wish już tak do końca wierny nie pozostaje, bo w międzyczasie zalicza seks „pod pachę”. Urocze.

Co potem? Robi się zaskakująco, więc już niczego więcej nie zdradzę, choć i tak mocno ograniczyłem się do niewiele znaczących ogólników. Pobojowisko nie jest tak spójne jak Dostatek, bo też nie ogranicza się do losów zamkniętej społeczności i zalicza spore przeskoki czasowe, ale to nadal świetny kawałek opowieści. Crummey inspirował się tutaj historią swojego wujka i praktycznie w całości przełożył ją na losy Wisha, domyślam się, że dokładając tu i tam coś od siebie. Innym źródłem natchnienia (do którego pisarz oficjalnie się przyznaje) była Kronika ptaka nakręcacza i im bardziej bezpośrednio fragmenty dotyczą wojny, tym łatwiej tę inspirację dostrzec. Jednak największe podobieństwa można zauważyć miedzy Pobojowiskiem a Ścieżkami Północy Flannagana: to wręcz bliźniacze powieści zestawiające ze sobą obozowe życie i gorzką, niespełnioną miłość dwojga ludzi, która przebiega w dość nieoczekiwany sposób. Obie równie dobre.

Crummey nie rozczarowuje. Jego proza charakteryzuje się pewną naturalnością i intymnością, choć fabularnie Pobojowisko nie zostawia na nią wiele miejsca. Ale to co jest, wystarcza, a także wyróżnia się odpowiednio. Z realizmu magicznego, tak silnie obecnego w Dostatku, tutaj pozostał wyłącznie muśnięty romantyzmem realizm, ale braku magii się nie odczuwa. No i czyta się tego Crummeya niezmiennie dobrze, choć to raptem jego druga powieść, którą miałem przyjemność poznać, ale zaczynam ostrzyć zakładkę na kolejną, bo autor już od pierwszego zetknięcia wydaje się gwarantem jakości: siedzi na tej swojej Nowej Fundlandii i ma tam doskonałe warunki do tworzenia takich opowieści, jakie lubię.

Na stronie polskiego wydawcy jest kilka filmików, w których autor dosyć niezdarnie wypowiada się na temat kolejnych powieści, jednocześnie próbując wplatać w wypowiedź polskie wtręty. Jest dużo ujęć z dzisiejszej Nowej Fundlandii zagłuszanych przez omiatający kamerę wiatr, a także parę scen z psami autora, bo są fajne. Ale nie polecam oglądać tych filmików przed lekturą – zdarza się, że zdradzają zbyt wiele z przebiegu fabuły, tak jakby onieśmielony Crummey nie wiedział co powiedzieć na temat własnej książki, w efekcie mówi na jej temat zbyt wiele. Cóż, wyraźnie nie jest to ten typ pisarza, który swobodnie się czuje przed kamerą, ale trzeba mu oddać, że robi wiele dla polskich czytelników, w czym również zasługa ściśle i po przyjacielsku z nim współpracującym wydawnictwem Wiatr od Morza. Brawo. A gdybym miał tutaj margines, to na nim dopisałbym, że okładka[1] Pobojowiska wyjątkowo mi się podoba – kadr, oszczędna kolorystyka, wysmakowanie. Brawo #2.

Do przeczytania, Michaelu Crummey.


[1] Michael Crummey, Pobojowisko, tłum. Michał Alenowicz, Wiatr od Morza, Gdańsk 2014

Skrót do wpisu na temat Dostatku. Klik.

Advertisements

5 uwag do wpisu “Pobojowisko – Michael Crummey

  1. Czytałam już wszystkie powieści Crummeya wydane przez WoM i Pobojowisko uważam ze najsłabszą – za to Sweetland rządzi na całej linii, chyba stawiam go wyżej od Dostatku.

    1. Jeśli Pobojowisko okaże się najsłabszą powieścią, to Crummey chyba na stałe wejdzie na listę moich ulubionych autorów. Taka „najsłabsza” to żadna ujma.

      1. Nie no, wiadomo, że „Crummey Najsłabszy” to 90% przekory u mnie ;)

        A do wspomnianego w notce Flanagana jakoś nie mogę podejść. Mam nadzieję, że to tylko mój słabszy nastrój i trzeba będzie się zabrać do tych Ścieżek Północy z mózgiem na obrotach a nie zmęczonym.

  2. Tak sobie właśnie Twój tekst czytam i myślę: Kurka, ja to już czytałem tylko tytuł był inny i autor chyba też. No i szczegóły mi się nie zgadzały. A to nie „Ścieżki …” :P

    1. No tak, obie powieści mocno się ze sobą kojarzą, a moje wrażenie było dodatkowo spotęgowane faktem, że obie lektury dzielił krótki odcinek czasu i podczas czytania Pobojowiska nadal miałem świeżo w pamięci Ścieżki północy. Ale nic nie szkodzi, bo obie powieści warto zaliczyć i nie wypada narzekać ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s