Pobojowisko – Michael Crummey

pobojowiskoPo wrażeniach, jakie zostawiła po sobie wcześniejsza powieść autora (Dostatek; choć wcześniejszą jest ona jedynie w sensie ukazania się polskiego przekładu) było wyłącznie kwestią czasu, jak Crummey tu wróci. No i wrócił, zaskoczenia nic, null, nada. Jeśli wbić nazwisko kanadyjskiego pisarza w Google to wyskoczy nam portret gościa z fryzurą, jaką ja nosiłem w szkole podstawowej – w czasach kiedy włosy rosły mi wyłącznie na głowie i tego rodzaju uczesanie „na grzybka” (bądź „od salaterki”) było modne, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Crummey najwyraźniej na żaden podryw się nie wybiera i uznał, że nie musi być atrakcyjny. Nie żeby to było dla mnie ważne, bo nie jest, ale wróciły obrazy z przeszłości i uznałem, że o tym wspomnę. Ale przestając już oceniać pisarza po jego powierzchniowości przypomnę, że moje pierwsze wieczory zapoznawcze z Crummeyem przebiegały niezwykle okazale pod względem zaangażowania i czytelniczych emocji, których w Dostatku było… no, pod dostatkiem. Wtedy to nawiedził mnie ździebko zapomniany i zaniedbany duch realizmu magicznego – tego wspaniałego, klasycznie folklorystycznego, najbardziej intensywnego realizmu magicznego obecnego w choćby Stu latach samotności (że podrzucę taki modelowy przykład). I za ten powrót wrażeń byłem autorowi wdzięczny, podobnie jak teraz za powrót zmory kiepskiego uczesania. A co do zaproponowania ma Pobojowisko?

Czytaj dalej „Pobojowisko – Michael Crummey”

Dostatek – Michael Crummey

dostatekTak szczerze, między nami: ilu kanadyjskich pisarzy mieliście okazję czytać? Gdyby się okazało, że kilku, to utrudnię pytanie, byście nie poczuli się zbyt oczytani: a ilu znacie kanadyjskich pisarzy urodzonych na Nowej Fundlandii? I co, już trudniej? Tak, jest taka wyspa, nie wymyśliłem jej sobie. Słynie ona z rybołówstwa i… no, to w zasadzie kończy listę jej osiągnięć, choć może się nieco zagalopowałem i „słynie” to też zbyt mocne określenie. Nowa Fundlandia w teorii należy do Kanady, lecz ich związek można trafnie scharakteryzować jednym sformułowaniem: razem, ale osobno. Jak się pewnie już domyśliliście, Michael Crummey urodził się na Nowej Fundlandii, jest z tego dumny i jego dokonania prozatorskie chochlami oraz wiadrami czerpią z wyspiarskich tradycji, wierzeń, legend. Samo to powinno stanowić wystarczającą inspirację i zachętę do zainteresowania się jego powieścią, ale jeśli odkrywanie nowych Literackich Lądów kogoś nie przekonuje, to niżej postaram się przytoczyć więcej argumentów (uprzedzając pytania: tak, w powieści są też sceny). A ostrzegam, że po lekturze Dostatku mam w moim bezcennym notesiku całe trzy strony spisanych zalet tejże powieści, więc mogę nimi strzelać bez opamiętania. Zdaję sobie sprawę, że czytelniczych oporniaków i tak nie przekonam, ale właściwie po co ja się przejmuję? Przecież nie ja będę stratny i mojego zachwytu nie umniejszy to ani ciut ciut. A inni się nie znają i kto nie przeczyta, ten trąba.

Czytaj dalej „Dostatek – Michael Crummey”