Sweetland – Michael Crummey

sweetlandUważam, że Michael Crummey zasługuje na więcej uwagi. Pomijam już pytanie czy on sam sobie tego życzy, bo pachnie mi tutaj typem odludka, ale pisarz tej klasy powinien być szeroko kojarzony, a najwyraźniej nie jest. I pisząc o klasie mam tutaj na myśli tę wysoką półkę, a jeśli nie szczytową, to jedną z najwyższych. Nie oznajmiam tego z pozycji jakiegoś literackiego arbitra, lecz osobistych odczuć, bo uwielbiam powieści i styl Crummeya. Imponuje mi jego wytrwałość w trzymaniu się brzegów Nowej Fundlandii, bo najwyraźniej ten człowiek ma swoją ojczyznę w sercu i duszy, więc po co miałby się stamtąd ruszać zarówno fizycznie, jak i pisarsko, skoro tam mu najlepiej. A ja mimo własnej woli zakodowałem sobie w głowie imperatyw: Nowa Fundlandia = Michael Crummey i kiedy nie tak dawno temu czytałem Zwariowaną łódkę Farleya Mowata to z tyłu głowy stale tłukł mi się Crummey, a podczas lektury rozpraszała mnie jakiegoś rodzaju tęsknota za jego prozą. Odczekałem kilka miesięcy i w towarzystwie odpowiedniego autora na odpowiednim miejscu ochoczo wróciłem na te niegościnne oraz surowe brzegi gęsto usiane rybackimi osadami. No, przynajmniej usiane kiedyś, bo Sweetland jest powieścią silnie osadzoną w bezwzględnej współczesności, gdzie pewne tradycje nie mają już prawa bytu i są skazane jeśli nie na wymarcie, to z pewnością na samotność. Ale Crummey stawia im piękny pomnik.

Czytaj dalej „Sweetland – Michael Crummey”

Reklamy

Pobojowisko – Michael Crummey

pobojowiskoPo wrażeniach, jakie zostawiła po sobie wcześniejsza powieść autora (Dostatek; choć wcześniejszą jest ona jedynie w sensie ukazania się polskiego przekładu) było wyłącznie kwestią czasu, jak Crummey tu wróci. No i wrócił, zaskoczenia nic, null, nada. Jeśli wbić nazwisko kanadyjskiego pisarza w Google to wyskoczy nam portret gościa z fryzurą, jaką ja nosiłem w szkole podstawowej – w czasach kiedy włosy rosły mi wyłącznie na głowie i tego rodzaju uczesanie „na grzybka” (bądź „od salaterki”) było modne, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Crummey najwyraźniej na żaden podryw się nie wybiera i uznał, że nie musi być atrakcyjny. Nie żeby to było dla mnie ważne, bo nie jest, jednak wróciły obrazy z przeszłości i uznałem, że o tym wspomnę. Ale przestając już oceniać pisarza po jego powierzchniowości przypomnę, że moje pierwsze wieczory zapoznawcze z Crummeyem przebiegały niezwykle intensywnie pod względem zaangażowania i czytelniczych emocji, których w Dostatku było… no, pod dostatkiem. Wtedy to nawiedził mnie ździebko zapomniany i zaniedbany duch realizmu magicznego – tego wspaniałego, klasycznie folklorystycznego, najbardziej intensywnego realizmu magicznego obecnego w choćby Stu latach samotności (że podrzucę taki modelowy przykład). I za ten powrót wrażeń byłem autorowi wdzięczny, podobnie jak teraz za powrót zmory kiepskiego uczesania. A co do zaproponowania ma Pobojowisko?

Czytaj dalej „Pobojowisko – Michael Crummey”

Dostatek – Michael Crummey

dostatekTak szczerze, między nami: ilu kanadyjskich pisarzy mieliście okazję czytać? Gdyby się okazało, że kilku, to utrudnię pytanie, byście nie poczuli się zbyt oczytani: a ilu znacie kanadyjskich pisarzy urodzonych na Nowej Fundlandii? I co, już trudniej? Tak, jest taka wyspa, nie wymyśliłem jej sobie. Słynie ona z rybołówstwa i… no, to w zasadzie kończy listę jej osiągnięć, choć może się nieco zagalopowałem i „słynie” to też zbyt mocne określenie. Nowa Fundlandia w teorii należy do Kanady, lecz ich związek można trafnie scharakteryzować jednym sformułowaniem: razem, ale osobno. Jak się pewnie już domyśliliście, Michael Crummey urodził się na Nowej Fundlandii, jest z tego dumny i jego dokonania prozatorskie chochlami oraz wiadrami czerpią z wyspiarskich tradycji, wierzeń, legend. Samo to powinno stanowić wystarczającą inspirację i zachętę do zainteresowania się jego powieścią, ale jeśli odkrywanie nowych Literackich Lądów kogoś nie przekonuje, to niżej postaram się przytoczyć więcej argumentów (uprzedzając pytania: tak, w powieści są też sceny). A ostrzegam, że po lekturze Dostatku mam w moim bezcennym notesiku całe trzy strony spisanych zalet tejże powieści, więc mogę nimi strzelać bez opamiętania. Zdaję sobie sprawę, że czytelniczych oporniaków i tak nie przekonam, ale właściwie po co ja się przejmuję? Przecież nie ja będę stratny i mojego zachwytu nie umniejszy to ani ciut ciut. A inni się nie znają i kto nie przeczyta, ten trąba.

Czytaj dalej „Dostatek – Michael Crummey”