Portret Doriana Graya – Oscar Wilde

Oscar Wilde był postacią bez wątpliwości nietuzinkową. Gardzący męskością, zniewieściały (dziś powiedzielibyśmy, że był metro) biseksualista. Podobno któregoś słonecznego dnia ożenił się z pewną kobietą. Cóż, każdemu może się zdarzyć po pijanemu. Jednak, jak na moje przekrwione oko, była to zaledwie przykrywka i dobra mina do złej, niegrzecznej gry, którą prowadził z kolejnymi kochankami płci męskiej – w swojej sypialni, w klubie, pubie, na kuchennym blacie, czy w kinie w Londynie. W chwilach wolnych od uciech cielesnych był posądzany o pederastię i sodomię. Dla uatrakcyjnienia wizerunku zabrakło jedynie jakiejś spektakularnego zgonu, bo powolne umieranie na łożu śmierci jest dla mięczaków i pozostawia pewien niedosyt po tak burzliwym życiu. Zabrakło kulminacji i finalnego pierdolnięcia w kichy, jak to mawiają rzeźnicy (tak naprawdę to nie mawiają w ten sposób, ale pomyślałem że mogliby, gdyby trochę wyluzowali fartuchy). Ekscentryzm Oscara nie mógł pozostać bez wpływu na jego twórczość – pisał przede wszystkim dramaty i poematy. Gdzieś czytałem (nie pamiętam gdzie, nie każcie mi szukać), że „Portret Doriana Graya” był jego jedyną powieścią. Czy rzeczywiście jedyną – nie wiem, ale z pewnością najbardziej rozpoznawalną i jednocześnie wyśmienitą okazją dla czytelnika do zapoznania się poglądami autora. Wilde w opowieści o atrakcyjnym Dorianie odbił i upchnął wszystko to, co miał nam do przekazania, jeśli więc jesteś ciekawy w jakich odcieniach codzienność dostrzegał ten oryginalny dżentelmen o skłonnościach homo, to uderzaj śmiało.

Oscar "Wcale nie jestem sodomitą" Wilde

Dorian Gray – piękny młodzian, obiekt zachwytów londyńskiej arystokracji, dziś nastolatki na fejsbuku zdecydowanie by go nazwały „ciachem” i „lubiły to”. Zresztą nie tylko nastolatki, ba!, nie tylko kobiety, bo także jego przyjaciel – malarz Bazyli pała do Doriana uczuciem tak wyraźnie homoseksualnym, że aż z pędzla mu kapie. To właśnie artysta tworzy tytułowy portret Graya, swojej muzy, uwieczniając na płótnie jego młodość i bezdyskusyjne piękno, a sam model, zatopiony w zachwycie nad samym sobą nieświadomie zawiera pakt z rogatym Szatanem. Jakiego rodzaju to układ i co z niego wyniknie – nie zdradzę, pomimo faktu, iż zdaję sobie sprawę, że tak czy srak wszyscy słyszeli i wiedzą. Wystarczy jedynie, że wspomnę, iż od tego czasu Dorian stopniowo i diametralnie się zmienia, choć jest to niedostrzegalne gołym okiem nawet dla jego najbliższych przyjaciół. Napędem dla kolejnych wydarzeń jest tutaj zdecydowanie lord Henry Wotton i jego niebagatelny wpływ na kształtowanie osobowości młodego pana Graya. Arystokrata traktuje Doriana jak obiekt eksperymentalny, formując jego duszę niczym plastelinę na nikczemne podobieństwo swojej. Henry to prawdziwie szowinistyczna świnia, arogant i cynik o dyskusyjnych, ostrych poglądach. Narażony na jego towarzystwo Dorian sięga do coraz głębiej położonych w duszy pokładów podłości i staje się swoistym jądrem życia, wokół którego krąży śmierć. Do jakiego finału doprowadzi to bohatera i otaczających go ludzi – można jedynie bardziej lub mniej trafnie przewidywać.

Wilde w swojej powieści dzieli się z nami swoimi definicjami pojęć piękna, estetyki, młodości czy powierzchowności i wynikającej z niej oceny, najczęściej błędnej. Żeby jednak nie było zbyt banalnie, autor ubrał to wszystko w poetyzm licznych metafor, niebywale kwiecistych, prawdziwej fety dla wyobraźni. Moja wyobraźnia, regularnie pielęgnowana, po którymś z kolejnych obfitych posiłków tej uczty, ciężko westchnęła, opadła na oparcie siedzenia i masując napęczniały brzuszek stwierdziła „uff, ja mam dość”. Tak, festiwal metafor momentami stawał się dla mnie ciężkostrawny, skutecznie przeszkadzał w wejściu w lekturę. Poetyczna maniera autora do budowania barwnych zdań, naszpikowanych chwilami napuszonymi określeniami stała się dla mojej wyobraźni barierą trudną do pokonania – choć nie niemożliwą. Zapewne ambasadorzy pokombinowanego piękna będą zachwyceni blaskiem poetyzmu i powabu bijącym z kolejnych zdań, ale przyznaję, że ja czasami nie wyrabiałem. Dostrzegałem pewien urok, ale ten do mnie nie przemawiał. Muszę sporo ćwiczyć najwyraźniej. Natomiast w tym całym wdzięku, naturalnym chyba tylko dla homoseksualnego autora, świetnie kontrastują akcenty mroczne, bo tych wcale nie brakuje. Przykładów podawać nie będę, ale przewrotnie nazwałbym je pysznymi łyżkami dziegciu w beczce miodu – chwilami słodkiego aż mdli.

Co mamy w „Portrecie Doriana Graya” poza tym? Na pewno dość bezpośredni obraz angielskiej arystokracji, pełnych próżności bankietów, zaślepienia pięknem (pięknego zaślepienia?), pochlebstw i pożądania. Oprócz tego powieść jest istną studnią bez dna do wyławiania szowinistycznych uwag i cytatów, gdzie kobieta w hierarchii autora i bohaterów rywalizuje zawzięcie z miotełką do odkurzania. I, żadna to niespodzianka, przegrywa sromotnie. Lord Henry – wiodący prym w umniejszaniu znaczenia kobiety, staje się chwilami irytujący, przesadzony w swoim cynizmie i zamiast budzić zachwyt swoją kreacją, staje się zwyczajnie żałosny. Ale może taki był zamiar autora? Diabli wiedzą, ale Wilde nieco przekoloryzował.
Jest też oczywiście nutka mistyki w postaci tytułowego portretu, żeby nie było wątpliwości.

Generalnie zachwycony nie jestem i wcale nie wynika to z zazdrości, że mnie Bozia nie stworzyła takim przystojnym jak Dorian Gray. Nie, nie.

PS O mojej niechęci do filmowych okładek książek i każdorazowego grymasu niezadowolenia nimi spowodowanego już nie będę marudził. W tym przypadku (wyd. W.A.B., Warszawa, 2010) dodatkowy niesmak budzi postać kobiety stojącej w tle – pojawiającej się w ekranizacji, ale której w samej powieści zabrakło. Klops i załamywanie rąk.
Drodzy Wydawcy – jeśli będę chciał filmową okładkę, to kupię DVD z filmem.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Portret Doriana Graya – Oscar Wilde

  1. zgadzam się co do okładek – coraz rzadziej są one dopełnieniem książki i „zamknięciem szkatułki”, częściej natomiast plakatem filmowym. Po co to komu? Chyba po prostu źle rozumiana nowoczesność i estetyka.

    Wilde nie był metroseksualistą, ani jego odpowiednikiem. Wręcz przeciwnie: był dandysem, a więc kimś, kto ze współczesnym metro mógłby podać sobie ręce tylko w kilku zbieżnych kategoriach, pobiłby się natomiast na śmierć w kwestii ideologicznej ;-). Dandys był artystą, a jego ciało i image: płótnem, na którym malował. Kim jest metro mówić nie trzeba. Wystarczy włączyć TV i popatrzyć na Ibisza ;-)

    skądinąd, „Portret…” przeżywa drugą młodość. Jest film, pojawiają się inne nawiązania (vide „Efemeryda” Kyrcza i Cichowlasa). Pewnie będzie więcej, bo Dorian jest powieścią bardzo fantastyczną, więc w sam raz pasuje na nasze czasy. Dopełnia świat wampirów i orków.

    1. zsiaduemlekO pisze:

      W zasadzie to przyznaję – z tym metro to taki nieco nieprzemyślany skrót myślowy z mojej strony i przejaw lenistwa w kwestii głębszego pogrzebania w charakterystyce autora. Potraktujmy to jako pewnego rodzaju uwagę z przymrużeniem oka, bo oczywistym jest, że jeśli kogoś zainteresuje postać Oscara to sięgnie po bardziej wiarygodne źródła niż mój blogasek, który stanowi dla mnie jedynie pewnego rodzaju „utrwalacz” odczuć związanych z lekturami.

      No i na szczęście mam Ciebie.

      Dandysi dandysami, w sumie sympatyczne chłopki, ale w dyskusję o metroseksualistach i ich ideach (bądź ich braku) mnie nie wciągniesz ;]

      Pozdrawiam ;*

  2. Porywajaco napisana recenzja!:) Doriana czytałam lata temu, książka jakoś większego wrażenia nie wywarła na mnie, choć postać samego jej gł. bohatera na pewno w pamięć zapada. A ja jeszcze słowo dodam, nie o filmowych okładkach książkowych – a o filmie samym o Dorianie, który dla mnie jest kompletną klapą…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s