Portret Doriana Graya – Oscar Wilde

Oscar Wilde był postacią bez wątpliwości nietuzinkową. Gardzący męskością, zniewieściały (dziś powiedzielibyśmy, że był metro) biseksualista. Podobno któregoś słonecznego dnia ożenił się z pewną kobietą. Cóż, każdemu może się zdarzyć po pijanemu. Jednak, jak na moje przekrwione oko, była to zaledwie przykrywka i dobra mina do złej, niegrzecznej gry, którą prowadził z kolejnymi kochankami płci męskiej – w swojej sypialni, w klubie, pubie, na kuchennym blacie, czy w kinie w Londynie. W chwilach wolnych od uciech cielesnych był posądzany o pederastię i sodomię. Dla uatrakcyjnienia wizerunku zabrakło jedynie jakiejś spektakularnego zgonu, bo powolne umieranie na łożu śmierci jest dla mięczaków i pozostawia pewien niedosyt po tak burzliwym życiu. Zabrakło kulminacji i finalnego pierdolnięcia w kichy, jak to mawiają rzeźnicy (tak naprawdę to nie mawiają w ten sposób, ale pomyślałem że mogliby, gdyby trochę wyluzowali fartuchy). Ekscentryzm Oscara nie mógł pozostać bez wpływu na jego twórczość – pisał przede wszystkim dramaty i poematy. Gdzieś czytałem (nie pamiętam gdzie, nie każcie mi szukać), że „Portret Doriana Graya” był jego jedyną powieścią. Czy rzeczywiście jedyną – nie wiem, ale z pewnością najbardziej rozpoznawalną i jednocześnie wyśmienitą okazją dla czytelnika do zapoznania się poglądami autora. Wilde w opowieści o atrakcyjnym Dorianie odbił i upchnął wszystko to, co miał nam do przekazania, jeśli więc jesteś ciekawy w jakich odcieniach codzienność dostrzegał ten oryginalny dżentelmen o skłonnościach homo, to uderzaj śmiało.

Czytaj dalej „Portret Doriana Graya – Oscar Wilde”