Wzgórze psów – Jakub Żulczyk

wzgorze-psowJakub Żulczyk jeszcze o tym nie wie, ale jest moim starym znajomym, bo czytałem jego debiut (Zrób mi jakąś krzywdę) leżąc na wyposażonym w rozciągnięte sprężyny żelaznym łóżku i czekając na capstrzyk oraz podczas zmiany czuwającej na wartowni. Pamiętam, że w tamtej powieści gościnnie pojawiała się konsola GameCube i w tym zapewne powinienem się doszukiwać powodów, które zachęciły mnie do lektury. Pamiętam też, że książka imponowała tragiczną okładką i to w zasadzie tyle. Można jednak uznać, że kojarzyłem i czytałem Żulczyka zanim stał się szerzej rozpoznawalny – zanim przyszły nominacje do nagród, scenariusze do Belfra i Ślepnąc od świateł, zanim zaczęto planować filmowe adaptacje jego powieści, więc pozwolę sobie poczuć się lepszym. Później stale miałem Żulczyka na uwadze i czytelniczym radarze, ale jakoś nigdy nie skusiłem się na lekturę. Każdą jego nową powieść wpisywałem na listę, najczęściej w miejsce poprzedniej, ale zawsze było coś lepszego, ciekawszego, bardziej zachęcającego, z wyższym priorytetem i przede wszystkim innego autorstwa, a efekt taki, że poza debiutem nie przeczytałem żadnej powieści Żulczyka. Tej pewnie też bym nie przeczytał, ale znaleziony pod choinką egzemplarz niczym jakaś wyuzdana nimfomanka sam wpakował mi się do łóżka. Ciężko westchnąłem.
– Miejmy to już z głowy – wymruczałem i dołączyłem do niego.

Czytaj dalej „Wzgórze psów – Jakub Żulczyk”

Reklamy