Limes inferior – Janusz A. Zajdel

Jednym z ostatnich określeń, które użyłbym do opisu swojej osoby to „fan sci-fi”. Naprawdę. Miałbym spory zgrzyt, czy aby nie jest ze mnie większy fan wszelakich reklam środków przeciwbólowych w polskich mediach, niż sajens fikszyn. Nigdy jakoś szczególnie nie przemawiały do mojej wyobraźni wizje świata przyszłości, zazwyczaj mało optymistycznie nastawiające, a najczęściej dystopiczne. Nie żebym się spodziewał za kilkadziesiąt lat łąk pełnych kwiatów, błękitnego nieba i beztroski w sercu, z którą budziłbym się każdego słonecznego poranka, ale jakoś ciężko wypracować ten kompromis, by nie było zbyt mrocznie i zbyt landrynkowo zarazem. A może po prostu taki kompromis byłby nudny, nie wiem. Po jedną z najważniejszych, często określaną najlepszą powieść Zajdla (patrona każdego roku wręczanej nagrody w dziedzinie literatury fantastycznej) sięgałem bez jakichś szczególnych oczekiwań, bo w zasadzie trafiłem na nią przypadkiem podczas przeglądania półek księgarni. Przeczytałem ją zaskakująco (dla samego siebie) szybko, okazała się zaskakująco bliska wspomnianego kompromisu, a w związku z tym – zaskakująco dobra. Byłem nawet w pewnym sensie z siebie dumny, że książkę w klimatach sci-fi potrafię czytać z takim zaangażowaniem i zadowoleniem. Nie jest to co prawda przełomowa lektura w moim życiu, która sprawi, że od teraz zatopię się na dobre w fantastyce naukowej, ale wystarczy mi świadomość, że bez grymasów ją przeczytałem i nie uznałem za stratę czasu, a to już powód, by móc dumnie postawić ją na półce i być może kiedyś wrócić do lektury.

Czytaj dalej „Limes inferior – Janusz A. Zajdel”