Ścieżki północy – Richard Flanagan

Sciezki polnocyMoże na początek – dla rozgrzewki – mała ciekawostka. Flanagan tę powieść tworzył przez 12 lat. Wniosek z tego taki, że trochę się z tym pisaniem ociągał, bo Ścieżki północy nie są dziełem ani opasłym, ani jakoś misternie skonstruowanym i nie za bardzo widzę tutaj powody, by rzeźbić ją przez ponad dekadę. Ale z drugiej strony: co ja tam mogę wiedzieć o pisaniu powieści, skoro nawet nad napisaniem wstępu potrafię się głowić przez godzinę. Dlatego dwunastoletni cykl powstawania (a może powinienem napisać „wytyczania”, hehe, rozumiecie?) Ścieżek północy kwalifikuję w kategoriach ciekawostek a nie wad. To musi być dziwne uczucie – poświęcić swojemu dziełu tyle czasu oraz uwagi, by inni mogli je przeczytać w trzy wieczory, odstawić na półkę mrucząc przy tym do siebie: no fajne, fajne, ale ciekawe co dzisiaj zjem na obiad. Podła, niewdzięczna dola pisarza! Flanagan przynajmniej został doceniony nagrodą Bookera (2014) i może liczyć na to, że za pięć lat ktoś przy przeglądaniu listy laureatów nadal będzie pamiętał o jego powieści i być może po nią sięgnie, ale co z tysiącami innych autorów, o których nikt się nie dowie? Wszystkie te lata psu w dupę? Najwyraźniej Flanagan może się mimo wszystko uznawać za szczęściarza, a jeśli dodam do tego informację, że Ścieżki północy bardzo, ale to bardzo mi się podobały, to autor pewnie pęknie z radości.

Czytaj dalej „Ścieżki północy – Richard Flanagan”

Na Zachodzie bez zmian – Erich Maria Remarque

na-zachodzie-bez-zmianPo cichu obiecywałem sobie, że przez dłuższy czas nie podejdę do lektury powieści traktującej o II Wojnie Światowej. Temat (przynajmniej dla mnie) mocno zdarty, wysłużony, szturchany z każdej strony i nie chcę napisać, że wyczerpany, ale w tej studni inspiracji wyraźnie widać już muliste dno. Wtedy zagrałem w Valiant Hearts (tak, gram w gry i co mi zrobisz?) uświadamiając sobie, jak niewiele wiem o Wielkiej Wojnie, bardziej znanej tu i tam jako I Wojna Światowa. Powody takiego stanu rzeczy są dla mnie tylko po części niezrozumiałe, bo w porównaniu do swojej młodszej i bardziej – nazwijmy to – medialnej siostry, Wielka Wojna nie robi takiego imponującego wrażenia (choć tylko pozornie), a dodatkowo nie dotknęła nas (w sensie narodu) tak bezpośrednio. I Wojna Światowa była i już, choć zapytaj kogoś na ulicy o lata jej trwania, to istnieje spora szansa, że ten ktoś nie trafi z odpowiedzią, a jeśli przy okazji nosi stereotypowy dres i ma łysą głowę, to prawdopodobnie zechce cię pobić za skompromitowanie jego wiedzy historycznej, więc zrywaj boki dopiero po odpowiednim oddaleniu się od delikwenta. Wracając jednak do Valiant Hearts, to świetny przykład gry, która niesie ze sobą odpowiednie wartości edukacyjne i artystyczne (jest śliczna). Dlatego lubię przeplatać ze sobą dobra kulturalne: książkę uzupełnić filmem, film grą, a grę książką – to bardzo inspirujące oraz motywujące i nikt mi nie wmówi, że gry to niedojrzała Muza. Młoda tak, ale coraz częściej przyciąga uwagę swoją dojrzałością. Zapragnąłem więc czegoś w klimatach Wielkiej Wojny, by uzupełnić doznania płynące z gry i mój mało wyszukany wybór padł rzecz jasna na Remarque’a.

Czytaj dalej „Na Zachodzie bez zmian – Erich Maria Remarque”

Życie i los – Wasilij Grossman

Ździebko mało zachęcająco brzmiała dla mnie zapowiedź tej książki. Tematyka wojenna jakoś mi się ostatnio przejadła, holocaust i dzieje żydowskiego narodu nigdy nie pociągały mojej wrażliwej duszy. Natomiast jestem fanem literatury rosyjskiej, toteż przemogłem się bezproblemowo. „Życie i los” może zaintrygować już choćby samą świetną przedmową Adama Pomorskiego. Przedmową rzucającą światło na meandry losu maszynopisu z powieścią, konfiskatę w skutek donosu wszystkich jego kopii przez KGB, dwóch nielegalnych duplikatów powierzonych najbliższym przyjaciołom, mikrofilmu z treścią. Normalnie jak w dobrym szpiegowskim filmie. Koniec końców, możemy wziąć w dłonie te blisko dziewięćset zadrukowanych stron, tak bardzo przykrych dla totalitaryzmu radzieckiego. A było czego się obawiać, bo powieść intensywnie krytykuje władzę ZSRR, jej skrajne decyzje i posunięcia, system tłamszący i mielący w swoich żarnach wybitne indywidua. Jednak wbrew pozorom Grossman nie broni ofiar, zarzucając im bierność, tchórzostwo w wyrażaniu myśli, wszechogarniające donosicielstwo, bezmyślną przemoc i bezczynne przyzwolenie dla kontynuacji tych procederów. Łatwo o tym mówić z naszej perspektywy, mędrkować i miotać oskarżeniami, ale prawdą jest, że niewielu bez cynizmu potrafiłoby określić jak wspaniałomyślnie zachowaliby się w danej sytuacji a potem rzeczywiście tak się zachować. To dla nas niewyobrażalne okoliczności, przygnębiająco nieludzkie, znacznie bardziej niźli niejedna antyutopia, czy post-apokaliptyczna wizje. Bo w przeciwieństwie do mało optymistycznych przewidywań i fikcji, w tym przypadku świat rzeczywisty udokumentował, że rasa ludzka jest zdolna niszczyć i ograniczać, jednocześnie wmawiając sobie, iż robi to dla wyższego celu. Doprawdy, czytając wzruszający list uwięzionej matki do syna, jej wyznania, chwile rozstania bliskich w obozach zagłady, czy też sposób spędzenia Bożego Narodzenia przez żołnierzy w schronach, ich milczenie, otoczenie, warunki, nieśmiałe kolędowanie, czytając to wszystko ogarnia nas niewiele mniejsze wzruszenie, poruszenie i przygnębienie niż bohaterów.

Czytaj dalej „Życie i los – Wasilij Grossman”

Cienka czerwona linia – James Jones

Z rezerwą startowałem do tej książki. Wiadomo, jak każdy mężczyzna z pokolenia nie doświadczonego okazją uczestniczenia w wojnie i obserwowania jej własnymi oczami, na które przy gwałtownych ruchach zsuwa się hełm, lubię przynajmniej wojnę pooglądać na ekranie, bądź o niej poczytać. Dlaczego więc z rezerwą? Otóż dlatego, że już trochę tego było. Po lekturze „Kompanii Braci”, czy też „Jarhead” zastanawiałem się, czy „Cienka czerwona linia” jest w stanie mnie czymś nie tyle zaskoczyć, co po prostu zainteresować. Zaskoczyła? Nie. Zainteresowała? W sumie tak. Jones, choć brał udział w operacjach na wyspie Guadalcanal i zapewne z powodzeniem mógłby w swoim teatrze zdarzeń wykorzystać autentyczne postaci, postanowił z góry poinformować czytelnika, że opisane wydarzenia są fikcyjne, tak samo jak ich uczestnicy. Dlaczego? Nie wiem, nie pytałem go. W zasadzie, czytając tę informację, poczułem się nieco zawiedziony, ale przeszło mi po kilkunastu stronach, bo uświadomiłem sobie, że założenia tej powieści nie dopuszczają możliwości, by była ściśle autentyczna. Treść bowiem traktuje nie tyle o strzelaniu, rzucaniu granatami i bezmyślnym czołganiu się w sięgającej pasa trawie. Istotą jest tutaj to, co siedzi w żołnierskiej głowie pod hełmem, a nie to, co się wokół tego hełmu dzieje. Jones postanowił przeanalizować wojnę pod kątem psychiki, akcję spychając na drugi plan, więc trudno, żeby szczycić się tutaj autentyzmem, wszak nie siedział on w głowie każdego kompana a opierał się jedynie na swoich domysłach, wyobrażeniach, obserwacjach. Nikt także nie powiedział, że jego umysł był niczym niezmącony, nie przekoloryzował i można bezgranicznie ufać jego opisom. Niewiadomych jest tutaj sporo, dlatego nie ma sensu rozprawiać, czy i na ile wydarzenia przedstawione w książce miały rzeczywiście miejsce. Skupmy się więc na aspekcie czysto psychologicznym i walce żołnierzy nie z Japończykami a z własnym umysłem niebezpiecznie czołgającym się pod ostrzałem w kierunku tytułowej cienkiej, czerwonej linii, oznaczającej granicę wytrzymałości mentalnej. Grunt, aby brnąć wzdłuż niej a nie w poprzek, bo powrót nie jest prawdopodobny.

Czytaj dalej „Cienka czerwona linia – James Jones”