Władca Much – William Golding

Wielokrotnie nagradzane dzieła w dziedzinie literackiej mają to do siebie, że zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo będą one przecenione i przereklamowane. To oczywiste, bo nie dogodzisz każdemu, choćbyś nawet lizał go po jajkach przy lekturze. W przypadku Władcy Much miałem obawy, że Golding mimo wszystko mi nie dogodzi. Nie żebym robił z tego jakąś tragedię, ale chciałem, by ta książka mi się spodobała. Liczyłem na to i byłbym podwójnie zawiedziony gdyby się okazało, że powieść nie robi na mnie żadnego wrażenia. I co się okazało? Po dwóch wieczorach lektury uznałem książkę za dobrą. Zaledwie dobrą. Jednak z dnia na dzień zacząłem wspominać ją coraz milej. I tak, na tę chwilę, mógłbym ją określić jako bardzo dobrą, chwilami świetną. Nie znakomitą i nie wybitną, czy genialną, ale z pewnością świetną. Czyli Golding trochę mnie popieścił, z tym, że nie doszło do szczęśliwego zwieńczenia, bo jednak wolę kobiety.

Czytaj dalej „Władca Much – William Golding”

Niewidzialni Akademicy – Terry Pratchett

Kilka najświeższych książek z serii Świata Dysku, w mojej opinii, można śmiało oceniać z tendencją zwyżkową, bo najwyraźniej Pratchett z kolejnymi latami na karku nie traci wcale animuszu, pomysłów, ani ciętej klawiatury. Dawno temu odpuścił już sobie cykl o wiedźmach i bardzo dobrze, bo był on mało rozwojowy. Mniej cieszy schowanie do piwnicy cyklu o Śmierci, ale rozpaczać nie ma nad czym, bo uroczy Żniwiarz zalicza rozbrajające, nieoczekiwane epizody w prawie każdej książce.
Cyklu o magach oficjalnie nigdy nie było. Owszem, pojawiali się i to obficie, ale zazwyczaj na drugim planie perypetii Rincewinda. Tym razem, Terry postanowił odwrócić proporcje. Miło z jego strony, prawda?

Czytaj dalej „Niewidzialni Akademicy – Terry Pratchett”

Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley

Huxley, oprócz komicznego imienia (i klawego nazwiska, dla równowagi) miał całkiem spory dar przewidywania i snucia prognostyków. Jego antyutopijna wizja przyszłości jest dosyć prawdopodobną, bo, na przykład, do klonowania ludzkości, jakże istotnego zagadnienia w książce, wciąż niestrudzenie dążymy i zapewne któregoś deszczowego dnia, przy blasku błyskawic jakiś szalony naukowiec uniesie w górę próbówkę i zakrzyknie „powstań, potworze genetyczny!”. Więcej jak pewne.  O ile „Rok 1984” Orwella, choć pisany także jeszcze w pierwszej połowie XX wieku, prowadził czytelnika do Londynu roku… no, 1984, tak Huxley pogalopował o wiele dalej w dziejach, choć również do Londynu. I na miejscu akcji w zasadzie kończą się takie gołym okiem dostrzegalne podobieństwa, pomijając fakt, że obie powieści są antyutopiami.
Ale nie mam zamiaru tutaj porównywać obu książek, bo Orwella czytałem już dosyć dawno i aż na tyle to nie ufam swojej pamięci, by teraz na niej się opierać w głębszej analizie. Choć czasem nie omieszkam coś wspomnieć.

Czytaj dalej „Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley”

Piotruś Pan – James M. Barrie

Bajka o Piotrusiu Panie zawsze działała na mnie w jakiś szczególny sposób. Już za czasów posiadania konsoli Pegasus grałem namiętnie w grę opartą na jego przygodach i pomimo faktu, iż była paściarska, irytująca i nieprzemyślana w założeniu, mnie wciągnęła jak bagno. Baśń o chłopcu, który nigdy nie chciał dorosnąć ma w sobie jakiś niesprecyzowany mrok, ukryty pod kolorową Nibylandią, piratami, małymi wróżkami leśnymi i latającymi bękartami. Coś nieokreślonego i wyraźnie odmiennego od całej bajkowej otoczki. Coś podobnego doświadczyłem, gdy starsza siostra czytała mi Królową Śniegu Hansa Christiana Andersena. Coś, co nie pozwala Piotrusia określić jednoznacznie postacią pozytywną. Być może to właśnie to nieustannie przyciąga mnie do tej baśni, a być może po prostu ja sam cierpię na syndrom Piotrusia Pana i to właśnie on, a nie papież, nie czarny Majkel Dżordan, nie posiadacz największej liczby znajomych na naszej-klasie, nawet nie doktor Dom, ale właśnie chłopiec w zielonym ubranku z liści jest moim największym autorytetem.

Czytaj dalej „Piotruś Pan – James M. Barrie”

Panowie i damy – Terry Pratchett

panowie i damyNie ukrywam, że uwielbiam cykl Świata Dysku, który jest dla mnie idealną satyrą na wszystkie elementy życia codziennego. Pratchett stworzył coś na tyle trafnego i podatnego na rozwój, że przez ponad trzydzieści tomów nie zabrakło mu pomysłów ani weny twórczej na kontynuowanie i rozszerzanie uniwersum.
Nie od dziś wiadomo także, że seria jest podzielona na cykle, w zależności od bohaterów, którzy grają „pierwsze skrzypce”, a przyznać muszę, że cykl o czarownicach jest tym najmniej entuzjastycznie mnie nastrajającym. Przy większości tomów z wiedźmami miałem wrażenie „tego samego, w innej scenerii”. Cykl o czarownicach lubuje się w nawiązywaniu do twórczości Szekspira i może w tym tkwi mój problem z asymilacją, bo Anglik jakoś nigdy do mnie nie przemawiał swoimi Hamletami i innymi Makbetami. Taki już ze mnie gbur.

Czytaj dalej „Panowie i damy – Terry Pratchett”