Mały Wielki Człowiek – Thomas Berger

maly wielki czlowiekNa początku czuję się w obowiązku wyrazić swoje święte oburzenie okładką omawianego wydania Małego Wielkiego Człowieka (Prószyński i S-ka, Warszawa 2015). Potrafię zrozumieć marketingowe zalety okładki, która nawiązując do gorącej filmowej ekranizacji dzieła liczy na większe zainteresowanie tych, którzy z kina dopiero wyszli. Ale w tym przypadku trudno się spodziewać, by wydawca pokładał nadzieję w bazie fanów obrazu, skoro ten swoją premierę miał w 1970 roku. Przecież oni w większości powinni już nie żyć. Potrafię również zrozumieć intencję wydawcy, który zaplanował sobie wydawać kolejne kultowe powieści w „filmowej serii”, ale nie potrafię z kolei dostrzec w tym zamyśle sensu. No bo jak to: kupujesz książkę, a tam na okładce (oraz na grzbiecie!) bezcenna informacja o tym, kto występuje w rolach głównych. Dustin Hoffman, Clint Eastwood, Meryl Streep, Jack Nicholson i inni. W książce grają, normalnie rola życia. Jakby obsada ekranizacji miała być jakimkolwiek argumentem do lektury. Ja wiem, że według niektórych okładka jest akurat najmniej istotna, ale nikt mi nie wmówi, że nie jest ważna i można ją potraktować byle jak – artystycznie na nią zwymiotować i po sobie nie posprzątać. Nie godzi się więc, bo to razi moje poczucie piękna, tak jak fanów motoryzacji obraża prezencja Fiata Multipli. Uf, dobrze, najbardziej bolesne uwagi mamy za sobą, przejdźmy zatem do istoty tego wpisu.

Czytaj dalej „Mały Wielki Człowiek – Thomas Berger”

Witajcie w Ciężkich Czasach – E.L. Doctorow

witajcie w ciezkich czasachWszyscy kojarzymy, jak to zwykle bywa w westernach, kiedy do spokojnego dotychczas miasteczka przybywa banda zbirów, którzy nie potrafią się zachować jak na dżentelmenów przystało. Zarośnięci jak agrest, śmierdzą gorzej od własnych koni, przesiadują w knajpie podszczypując prostytutki i pijąc whisky, a z płacenia za obie te przyjemności zamierzają wykręcić się poprzez wymachiwanie rewolwerem. Ostatecznie robią rozróbę, kogoś zranią, coś zniszczą, wsiądą na własne (albo nie) konie, oddadzą kilka strzałów na wiwat i krzycząc coś w stylu „hija!” pogalopują w siną dal. Albo nie. Albo w międzyczasie w knajpie pojawi się śmiałek z błyszczącą gwiazdą szeryfa na piersi, ze wsparciem kilku uzbrojonych w strzelby mieszkańców miasteczka. Szeryf opanowanym tonem wyjaśni bandytom, jak bardzo nie odpowiada mu ich obecność oraz zachowanie, każe im zapłacić za kobiety, whisky i wynosić się pod kamień, spod którego wypełzli. Panowie nagle odnajdą w sobie głęboko ukrytą szarmanckość oraz dobre wychowanie, po czym spełnią prośbę szeryfa, uchylą zakurzone od preriowego piasku kapelusze i grzecznie się oddalą na własnych koniach, odprowadzani wzrokiem dumnych z szeryfa mieszkańców. Albo nie. Albo łobuzy odpowiedzą temu cieciowi z gwiazdką, by odbył stosunek płciowy z własnym koniem, a potem z samym sobą, po czym wyciągną rewolwery i oddadzą kilka ostrzegawczych strzałów w kierunku głowy szeryfa oraz pozostałych obrońców. Wywiąże się strzelanina, pęknie mnóstwo butelek z dobrym alkoholem, z głowy pospadają kapelusze, a w trociny wysypane na podłodze knajpy zacznie wsiąkać krew. Scena z gatunku: klasyka Dzikiego Zachodu, ale możecie o niej zapomnieć. Powieść Doctorowa pozbawiona jest klasycznych scen i już piszę, co dostaniemy w zamian.

Czytaj dalej „Witajcie w Ciężkich Czasach – E.L. Doctorow”

Na południe od Brazos – Larry McMurtry

na poludnie od brazos1Ile mogłem mieć wtedy lat? Dziesięć, może dwanaście? I jak przystało na irytującego młodszego brata wykorzystującego nieobecność sióstr, dzielnie (a przecież z narażeniem życia) myszkowałem po ich szufladach oraz szafkach. Na jednych drzwiczkach znajdował się przyklejony od wewnętrznej strony i samodzielnie wykonany kalendarzyk, który prawdopodobnie miał siostrze ułatwić zrozumienie prawideł cyklu miesiączkowego. Uznałem, że to mało ciekawe, bo nie miałem pojęcia co to takiego (nadal jest ono bardzo mgliste). Niezrażony podjąłem poszukiwania i po chwili znalazłem TO. Strona wydarta prawdopodobnie z jakiegoś czasopisma dla dorosłych, a na niej scena od której niełatwo było oderwać wzrok. Podejrzewam, że wypaliła się ona na tylnych ściankach moich gałek ocznych. Przedstawiała opartego plecami o wielki głaz kowboja. Nie dało się nie zauważyć, że miał on spuszczone do kostek spodnie, tymczasem drugi kowboj w przycupnięciu i z atencją podziwiał imponującego penisa tego pierwszego. Po latach jestem przekonany, że obrazek wyraźnie sugerował seks oralny. Dumny jak paw ze swojego znaleziska, kilka dni później pokazałem scenę koledze i chichotaliśmy do rozpuku. Jak pomyślę o tym teraz, to wydaje mi się, że sytuacja mogła sprawiać wrażenie co najmniej dwuznacznej, bo – jakby na to nie spojrzeć – zaprosiłem kolegę do wspólnego podziwiania namiastki porno w wydaniu męsko-męskim i, sądząc po wypiekach na naszych twarzach, podobało nam się. Ach, te codziennie zaskakujące nas czymś nowym dzieciństwo. Co ciekawe, nie ze szczenięcych lat wywodzi się moja pewnego rodzaju fascynacja kowbojami oraz Dzikim Zachodem samym w sobie. W zasadzie trudno to nazwać fascynacją, ja po prostu lubię tę tematykę, tło i oprawę. Kwestią czasu oraz honoru rewolwerowca było więc, abym w końcu ustrzelił jedno z największych dokonań gatunku – Lonesome Dove, finezyjnie u nas przełożone na swojskie Na południe od Brazos. Moje słowa uznania, brawo. Klap. Klap. Klap.

Czytaj dalej „Na południe od Brazos – Larry McMurtry”

Bracia Sisters – Patrick deWitt

bracia sistersJa western zawsze z otwartymi ramionami. Przywitam, obejmę, utulę do snu. „Bracia Sisters” to ponoć hołd złożony czarnym westernom, braciom Coen oraz Cormacowi McCarthy’emu. I tylko ten McCarthy mi tutaj nie pasuje. Bo o ile specyficzny sznyt Joela i Ethana Coenów (oraz inspirację nimi) miejscami wyczuwam, o ile westernu noir tutaj sporo, o tyle nie rozumiem w jaki sposób „Bracia Sisters” mieliby stanowić ukłon w stronę McCarthy’ego. Być może jestem w jakimś stopniu upośledzony i czegoś nie dostrzegam, ale idę w zaparte – nie ma tam McCarthy’ego. Poza tym wiecie, że krótkie streszczenie utworu, bądź jego rekomendację zamieszczaną najczęściej na tylnej okładce książki określa się blurbem? Ja się dopiero niedawno dowiedziałem, a wymądrzam się w tym miejscu tylko dlatego, byście nie wierzyli blurbom. I politykom. I właścicielom warsztatów samochodowych. Mnie możecie wierzyć, bo nie dostaję ani grosza za pozytywną opinię wystawioną książce. Za negatywną też zresztą nie dostaję. Do dupy z taką pasją. Wracając jednak do „Braci Sisters”, to tak się złożyło, że blisko połowę powieści przeczytałem w trakcie podróży międzymiastowej. I w sumie mam tylko jedną uwagę: dlaczego nikt mnie nie ostrzegł, że od tego tak dramatycznie boli szyja? Myślałem, że już nigdy nie będzie mi dane spojrzeć w górę. Morał z tej sensacyjnej historii jest taki, że „Bracia Sisters” skutecznie zajmują uwagę czytającego. Czym jeszcze się charakteryzują?

Czytaj dalej „Bracia Sisters – Patrick deWitt”

Krwawy południk – Cormac McCarthy

Cormac (dla znajomych Czarli) McCarthy (1933) to podobno skryty gościu. Rzekomo nie rozmawia z czytelnikami. Cóż, dla mnie każdy pisarz jest skryty, bo z żadnym nie rozmawiałem, więc jakoś nie jest to dla mnie niecodziennym zjawiskiem. Z drugiej strony, patrząc na jego styl pisania i obieraną tematykę, to może i lepiej, bo bardzo prawdopodobne, że przygnębiłby on każdego rozmówcę nawet podczas pogawędki o pogodzie – dyżurnym zagadnieniu, gdy brak innych tematów. Lektura poetycko klimatycznej „Drogi”, mimo obficie zachwycających się nią recenzentów, nie urwała mi jakoś szczególnie dupy. Tematyka nie moja, pole do popisu wąskie. Jako nowelka się sprawdza, ale nic więcej. Z utęsknieniem natomiast oczekiwałem na polskie wydanie powieści okrzykniętej jedną z najważniejszych pozycji XX wieku w amerykańskiej literaturze i największym osiągnięciem McCarthy’ego jako pisarza. Slogany sloganami, nie one zwróciły moja uwagę, bo jestem na to zbyt alternatywny. To, co mnie przyciągnęło, to nic innego jak tematyka Dzikiego Zachodu. Och, jakie to dziecinne i obciachowe, pomyślisz. Zamaskowani bandyci napadający na dyliżanse, Indianie z tomahawkami krzyczący „ułułułułu”, ogniste rumaki mknące przez prerię, pojedynki rewolwerowców w samo południe, szeryf z błyszczącą gwiazdą na kamizelce trzymający pieczę nad bezpieczeństwem i sprawiedliwością, napady na jedyny bank w miasteczku, strzelaniny, pokerowe pojedynki w saloonie z charakterystycznymi, rozchylanymi „drzwiami” i tańczącymi na podeście kankana ciziami, Johnem Waynem i Clintem Eastwoodem obsadzonych w głównych rolach. Czujesz się zainteresowany? Nieistotne, bo musisz na nowo zrewidować swoje wyobrażenie wszystkiego, co wiesz o Dzikim Zachodzie. A „Krwawy południk” Ci w tym brutalnie pomoże.

Czytaj dalej „Krwawy południk – Cormac McCarthy”