Iggy Pop. Open Up and Bleed – Paul Trynka

iggy popPlan jest taki. Odpalasz YouTube, w wyszukiwarce wpisujesz słowa kluczowe: Stooges i 1970, a następnie w wynikach klikasz na filmik autorstwa mrsugarhotpants, ze względu na najlepszą proponowaną jakość nagrania. Istnieje też drugi plan, roboczo nazwany przeze mnie planem B, w którym to korzystasz z mojej wspaniałomyślnej postawy i klikasz na odpowiedni sznureczek, który sprytnie ukryję pod wyrazem LINK. Na jedno wychodzi, ale niektórzy lubią wyzwania, a inni pielęgnują swoje lenistwo. Niezależnie od wybranego planu podkręcasz głośność i wytrwale wysłuchujesz utworu, zastanawiając się, co ma reprezentować ten chaotyczny łomot oraz desperacki wrzask wokalisty, który najwyraźniej próbuje przekrzyczeć hałas instrumentów. Brudna, gęsta, klaustrofobiczna muzyka, ale kompletnie uodporniona na upływ czasu i po blisko czterdziestu latach nadal posiadająca to COŚ. Tak, uwielbiam ten kawałek. Uwielbiam całą płytę Fun house i regularnie od kilku lat do niej wracam. Perkusja i bas hipnotyzują monotonnym wręcz rytmem, a wyraźne (szczególnie w utworze Dirt) gitarowe riffy, sporadycznie próbują sabotować swoistą harmonię podkładu. O niespodziewanym pojawieniu się saksofonu w utworze 1970 nawet nie wspomnę, bo choć chwilami brzmi on jakby ktoś spuszczał powietrze z nadmuchanego balona (wiecie – tak rozciągając wentyl), to w tym szaleństwie jest metoda i trudno ten wariacki fragment określić inaczej, jak małym dziełem sztuki. Ale, ale! Przecież tam ktoś… chciałbym napisać, że śpiewa, ale to słowo zupełnie nie oddaje natury tych dźwięków. Najtrafniej byłoby to nazwać wrzaskiem, skrzekiem, a nawet szczekaniem. Tak, ktoś szczeka do mikrofonu. A to właśnie Iggy.

Czytaj dalej „Iggy Pop. Open Up and Bleed – Paul Trynka”