Dom dzienny, dom nocny – Olga Tokarczuk

dom dzienny dom nocnyKurczę blaszka, znów jestem nieco zbity z tropu, bo przed chwilą skończyłem czytać opinie innych czytelników na temat tej powieści i sam nie wiem, co o tym myśleć. Dominują zachwyty, wiele pozytywnych wrażeń, niektórzy chwalą się nawet, że czytali Dom dzienny… kilka razy i każdorazowo odnajdują w nim coś nowego, świeżą interpretację, przeoczony wcześniej detal. Jest problem z odnalezieniem neutralnej opinii, nie wspominając już o negatywnej – te są równie rzadkie, co uczciwy handlarz samochodami. A jestem zbity z tropu, ponieważ te wszystkie zachwyty zupełnie nie pokrywają się z moimi odczuciami po lekturze. Tłumaczę to sobie tym, że jeśli komuś nie podobała się ta powieść, to pewnie nie chciał dodatkowo tracić czasu na chwalenie się tym – przeczytał, przeszedł się po pokoju, zapomniał. Dał sobie spokój z drążeniem tematu, smażeniem niesmacznej opinii. Najwyraźniej tylko ja jestem taki dziwny, że chcę się nadal znęcać nad Domem dziennym…, a przede wszystkim nad sobą samym. Chciałbym też już na wstępie zaznaczyć, że nie uważam, by ta powieść była zła, w sensie ZŁA. Akurat wiem, że Oldze Tokarczuk literackiego talentu nie powinienem odmawiać i podskórnie wyczuwam w tej lekturze niemały potencjał. Jakiegoś rodzaju szumy i piski, ale nadawane na takiej częstotliwości, której moja percepcja nie rejestruje. Niby trochę żal, że mnie coś omija, ale nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.

Czytaj dalej „Dom dzienny, dom nocny – Olga Tokarczuk”

Księgi Jakubowe – Olga Tokarczuk

Tokarczuk_KsiegiJakubowe_m„Gdyby ludzie umieli zachować swoją wiedzę o świecie, gdyby potrafili ją wyryć w skale, w kryształach, w diamencie i przekazywać w ten sposób swoim następcom, może świat wyglądałby zupełnie inaczej. Cóż nam z tak kruchego tworzywa jak papier? Cóż nam z pisania książek!?[1]”

To są najpiękniejsze momenty w życiu czytelnika. Mam na myśli chwile, kiedy uświadamia on sobie, że trafił na kolejną perłę wśród powieści. Bo na tym to wszak polega: na stałym i niestrudzonym poszukiwaniu kolejnych wspaniałych książek; na syceniu tego niezaspokojonego głodu wielkiej literatury, kiedy po skończonej uczcie z literek klepiemy się z zadowoleniem po brzuszku, jednocześnie zdając sobie sprawę, że uczucie przepełnienia z czasem minie i znów ruszymy na poszukiwanie czegoś wielkiego do skonsumowania. I szukamy, i przebijamy się przez przeciętność, przez wysoki, ale nie wybitny poziom, aż docieramy do kolejnej pod jakimś względem wspaniałej powieści, uzależniającej, pochłaniającej. Procedura się powtarza, książka się kończy, ale w nas na zawsze pozostaje jakiś ślad po niej – sentyment, skojarzenie, cytat, resztka. Po jakimś czasie niby przypadkiem natrafiamy wzrokiem na jej grzbiet pyszniący się na półce i wspomnienia odżywają – cicho, ale uparcie strzelając nam w głowie niczym ugniatana palcami folia bąbelkowa. Po to czytamy, po to też zostawiamy pod ręką najlepsze książki i nie chcemy się z nimi rozstawać. Być może trochę naciągam swoje wrażenia, bo nadal nie jestem w stu procentach przekonany, czy Księgi Jakubowe są dla mnie tym, czym się w tej chwili wydają: powieścią, którą na stałe wpiszę w kanon swoich najważniejszych lektur. Czuję się nią trochę zmęczony, wymiętolony jak dół koszuli włożony w spodnie, przeżyłem w jej towarzystwie ciężkie czytelniczo chwile: fragmentami z mozołem czołgałem się przez treść, charcząc, dysząc i przysypiając ze zmęczenia pośród liter idących wolno jak na pogrzeb. Z drugiej strony miałem świadomość, że jawną niesprawiedliwością byłoby odpuszczenie lektury i zlekceważenie sześciu lat pracy autorki. Ostatecznie zawdzięczam Księgom Jakubowym niełatwe, ale też niezwykle wyraziste chwile spędzone przy czytaniu, stąd moje rozchwianie i niejednoznaczne uczucia. Mam za sobą trudny literacko romans, jestem rozstrojony, więc należy mi się chyba jakaś taryfa ulgowa?

Czytaj dalej „Księgi Jakubowe – Olga Tokarczuk”

Prawiek i inne czasy – Olga Tokarczuk

Uwielbiam powieści o takiej atmosferze. Nie do końca realistyczne, mocno mistyczne. Otoczone baśniową aurą, umiejętnie przeplatające i wplatające fascynujące bajania w treść twardo osadzoną w realizmie, który kontrastując nadaje im dodatkowego uroku. Tokarczuk dała mi coś, za czym podświadomie tęskniłem od dzieciństwa i lektury baśni Andersena, które niekiedy poważnie mnie poruszały swoim mrocznym klimatem. Piszę o tym z pełną świadomością, że może to niektórych zadziwić i skonsternować, ale prawdą jest, iż lektura Prawieku obudziła we mnie takie właśnie skojarzenia i wspomnienia. Możliwe, że tylko we mnie, w końcu to rzecz indywidualna, ale znów poczułem się jak ten zafrapowany brzdąc w pokoju z przyciemnionymi światłami (nomen omen tym samym co obecnie), leżący na materacu, z głową na kolanach starszej siostry i słuchający bez ruchu, niczym we śnie, jak ta czyta „Królową Śniegu”. „Prawiek i inne czasy” wrzuca te same przyjemne dreszcze na kark, choć ciężko tę powieść nazwać baśnią. Tytułowy Prawiek to wieś, mieścina, parę domów na krzyż, rzucona przez Boga gdzieś w okolicach Kielc i zapomniana. Wieś jakby zatrzymana w czasie i przestrzeni, niezdecydowana między snem a jawą. Osada, która w przekroju dwóch wojen i kilku pokoleń zmienia się jedynie nieznacznie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Sioło, gdzie ludzka synteza z naturą osiągnęła iście mitologiczny wydźwięk i bynajmniej nie mam tu na myśli żołnierzy kopulujących z kozami, choć i tacy się zdarzą, oczywiście. Prawiek jest w związku z tym otoczony licznymi legendami, gdzie natura gra pierwsze skrzypce, wchłaniając ludzkie istnienie, dominując ich sny, obawy oraz omamy. I nie są to bajki o Jasiu i zaczarowanej fasoli, po której wspina się on do nieba. To raczej mroczne klechdy w stylu miejscowej kurwy gwałconej przez spersonifikowaną roślinę. Określenie „zapuścić korzenia” nabiera dla mnie właśnie nowego znaczenia.

Czytaj dalej „Prawiek i inne czasy – Olga Tokarczuk”