Ostatni bohater – Terry Pratchett

ostatni bohaterWydrukowana twórczość sir Terry’ego Pratchetta pojawia się w moich dłoniach cyklicznie, choć z wolna wyczerpuje się zapas książek jego autorstwa, których jeszcze nie przeczytałem. Może to i dobrze, bo trochę głupio tak czytać tylko jego powieści (a miałem taki okres). „Ostatni bohater” jeszcze rok temu był swoistym białym krukiem, którego używane egzemplarze na aukcjach internetowych osiągały ceny porównywalne z kwotą, którą trzeba wyłożyć za poobijanego Forda Escorta rocznik 1994 (czyli nieco ponad 100 złotych).  Niedawno ukazało się jednak wznowienie wydania, co ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Do minusów należałoby zaliczyć fakt, iż książka utraciła swój wyjątkowy status (przynajmniej na kilka najbliższych lat). Zalet jest więcej, ale zdecydowanie najistotniejszym dobrodziejstwem jest nadarzająca się okazja, bym własnoręcznie mógł molestować książkę lepkimi placami. A przyznaję bez bicia, że każdą kolejną możliwość, by powrócić do arcygenialnego Świata Dysku traktuję jak małe czytelnicze święto. Jestem zauroczony do tego stopnia, że gdybym kiedyś mógł odwiedzić dowolne fikcyjne miejsce, to fenomenalny (choć płaski) świat umieszczony na grzbietach czterech słoni, które z kolei twardo stoją na skorupie Wielkiego Żółwia A’Tuina przemierzającego Wszechświat byłby jednym z pierwszych wyborów. Och, jakie to by było ekscytujące!

Czytaj dalej „Ostatni bohater – Terry Pratchett”

Niuch – Terry Pratchett

Jak ja się stęskniłem za tym sympatycznym, brodatym starszym panem Pratchettem! Blisko dwa lata kazano mi czekać na kolejny pełnoprawny tom serii o Świecie Dysku i choć w międzyczasie ukazała się powieść „W północ się odzieję”, to jednak należy ona do cyklu dla młodszych czytelników, do których, pomimo najszczerszych chęci, nie potrafię jakoś się zaliczyć. Pozostało mi więc uzbroić się w cierpliwość. Cierpliwość do potęgi, twardszą od stali, diamentu i suchego chleba, kojoną jednak wyrozumiałością pod adresem autora w związku z jego zdrowiem, czy też raczej niedostatkiem tegoż. Lecz odsuńmy na bok nieprzyjemności, wszak oto ukazał się „Niuch”, trzydziesty czwarty tom niepowtarzalnego Świata Dysku, a rzesza spragnionych fanów pognała do księgarni oraz e-księgarni, by jak najszybciej i najczulej móc pieścić dłońmi grzebień jego kartek. I choć grzbiet pierwszego tomu zdążył już na mojej półce nieco wyblaknąć od słońca wpadającego przez okno (pozostałym tomom również się oberwało), to jednak żyję nadzieją, że wraz z Prachettem zdążymy dołożyć na ten regał jeszcze kilka, a może nawet kilkanaście grzbietów. Tymczasem, drżąc z tęsknoty, niezwłocznie zabrałem się za lekturę, błagając samego siebie, by potrwała ona jak najdłużej.

Czytaj dalej „Niuch – Terry Pratchett”

Niewidzialni Akademicy – Terry Pratchett

Kilka najświeższych książek z serii Świata Dysku, w mojej opinii, można śmiało oceniać z tendencją zwyżkową, bo najwyraźniej Pratchett z kolejnymi latami na karku nie traci wcale animuszu, pomysłów, ani ciętej klawiatury. Dawno temu odpuścił już sobie cykl o wiedźmach i bardzo dobrze, bo był on mało rozwojowy. Mniej cieszy schowanie do piwnicy cyklu o Śmierci, ale rozpaczać nie ma nad czym, bo uroczy Żniwiarz zalicza rozbrajające, nieoczekiwane epizody w prawie każdej książce.
Cyklu o magach oficjalnie nigdy nie było. Owszem, pojawiali się i to obficie, ale zazwyczaj na drugim planie perypetii Rincewinda. Tym razem, Terry postanowił odwrócić proporcje. Miło z jego strony, prawda?

Czytaj dalej „Niewidzialni Akademicy – Terry Pratchett”

Panowie i damy – Terry Pratchett

panowie i damyNie ukrywam, że uwielbiam cykl Świata Dysku, który jest dla mnie idealną satyrą na wszystkie elementy życia codziennego. Pratchett stworzył coś na tyle trafnego i podatnego na rozwój, że przez ponad trzydzieści tomów nie zabrakło mu pomysłów ani weny twórczej na kontynuowanie i rozszerzanie uniwersum.
Nie od dziś wiadomo także, że seria jest podzielona na cykle, w zależności od bohaterów, którzy grają „pierwsze skrzypce”, a przyznać muszę, że cykl o czarownicach jest tym najmniej entuzjastycznie mnie nastrajającym. Przy większości tomów z wiedźmami miałem wrażenie „tego samego, w innej scenerii”. Cykl o czarownicach lubuje się w nawiązywaniu do twórczości Szekspira i może w tym tkwi mój problem z asymilacją, bo Anglik jakoś nigdy do mnie nie przemawiał swoimi Hamletami i innymi Makbetami. Taki już ze mnie gbur.

Czytaj dalej „Panowie i damy – Terry Pratchett”