Kompleks Portnoya – Philip Roth

1ckompleksMam taki notesik, już chyba czwarty z kolei, w którym bazgrzę sobie podczas lektury: utrwalam spostrzeżenia, zapisuję lokalizację godnych uwagi cytatów i w ogóle podchodzę do sprawy profesjonalnie, muszę jedynie opanować robienie notatek bez odrywania wzroku od lektury. Staram się przy tym być zwięzły i standardem jest, że powieść o objętości Kompleksu Portnoya zajmuje w owym notatniku stronę, czasem półtora, ale nie przesadzajmy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spostrzegłem, że kończę trzecią stronę uwag do książki Rotha. Owszem, jedną z nich w całości zaanektowały same cytaty, ale to mimo wszytko niecodzienna sytuacja. A nie zapowiadało się, bo w porównaniu z tym, co dzieje się na dalszych stronach Kompleksu Portnoya sam początek historii jest w miarę zachowawczy, jakby nieśmiały i nawet niewinny. To pewnego rodzaju zapoznanie się z warunkami oraz okolicznościami, przypominające stanięcie w zimnej wodzie po kolana i chlapanie się nią po całym ciele, tuż przed całkowitym zanurzeniem. Te natomiast może okazać się mało przyjemnym, często dramatycznym, choć jednocześnie śmiesznym doznaniem. Bo Aleksander Portnoy podczas wizyty na kozetce u swojego psychoanalityka doktora Spielvogela wyzna nam wszystko – podzieli się obawami, zdradzi krępujące epizody swojego życia, w uniesieniu pochwali się niemałymi podbojami seksualnymi i tym, ile odwagi one wymagały, ale przede wszystkim uzewnętrzni się ze swoją nienawiścią (do rodziców, partnerek, społeczeństwa i zwłaszcza do samego siebie).

Czytaj dalej „Kompleks Portnoya – Philip Roth”