Atlas zbuntowany – Ayn Rand

Trudno w tej chwili mi określić, czego spodziewałem się po lekturze Atlasa. Nie spotkałem się wcześniej z jakimkolwiek streszczeniem powieści, recenzją, opinią zasłyszaną gdziekolwiek. Oczywiście, gdybym chciał, to w trymiga bym znalazł, ale nie w tym rzecz. Dodatkowo, zachęta umieszczona na tyle okładki też jakaś taka enigmatyczna, nie sposób na jej podstawie określić czy będziemy mieli do czynienia z kryminałem, romansem, filozoficzną rozprawą, utopijnym, bądź też antyutopijnym spojrzeniem na świat, psychologicznym dramatem, manifestem autorki, czy może wszystkim tym jednocześnie, w różnych proporcjach. Jak się zapewne już domyślasz, bo jesteś inteligentny/a i podejrzliwy/a (akurat), nie bez powodu wymieniłem właśnie takie opcje, a nie inne, bo „Atlas zbuntowany” jest okazałą fuzją tych gatunków literackich. Kwestii pochodzenia autorki nie będę roztrząsał, napomknę jedynie, że urodziła się gdzieś w Rosji (kto by ją tam ogarnął i nadążył za jej ogromem) pod nazwiskiem Rosenbaum, tak że dowcipy o rosyjskich żydach są bardzo nie na miejscu. Pomimo tego, nie ma innej możliwości, jak zaliczyć jej twórczość do nurtu literatury amerykańskiej i nie jest to bynajmniej moje widzimisię. Kniga z rasy tych, które przerażają swoim rozmiarem, bo ciężka, ubita, posiadająca blisko tysiąc dwieście stron w sporym formacie, czyli nie za bardzo nadająca się do zgrywania intelektualisty i czytania w autobusie, za to akuratna jako narzędzie zbrodni, bo jest czym pierdolnąć. Prawdę mówiąc, nie wiem ile Rand zajęło pisanie tej monumentalnej, potężnej niczym tytan Atlas powieści, ale szczerze wątpię, by były to dwa weekendy i jeszcze ciut, bo skala i rozmach zadziwia i materiały starczyłoby na trylogię.
Już podaję szczegóły.

Czytaj dalej „Atlas zbuntowany – Ayn Rand”

Wielki Gatsby – F. Scott Fitzgerald

Wielki Gatsby to stały bywalec wszystkich amerykańskich zestawień „najważniejszych powieści XX wieku”, „książek, które musisz przeczytać przed śmiercią”, itepe itede. Często omawiany w ichniejszych liceach i sam nie wiem, czy to plus, czy raczej minus, bo jakim prawem jakiś smutny, statystyczny Polak „powinien” przeczytać powieść o Ameryce czasów prohibicji, dla Amerykanów czasów różnych. Coś, co należy do kanonu lektur tam, u nas już nie jest tak obowiązkowe. I bardzo dobrze, bo nie widzę w Wielkim Gatsbym nic rewelacyjnego. Krótka, zajmująca dwa wieczory historia, ledwo wymykająca się określeniu „nowelka”. Osadzona w 1922 roku akcja, opisywana oczami Nicka Carrawaya posiada wszystkie znamiona romantycznego dramatu. Mamy tu sporo miłości, co za tym idzie – zdrady i podobnych, ciężko przyswajalnych przeze mnie wątków. Już nie wspomnę o oklepanym sloganie „amerykańskiego snu”, bo mam w dupie ich sny. Przyznam szczerze, że trochę się męczyłem i gdyby kniga była obszerniejsza, to pewnie w połowie zrezygnowałbym, uznając, że szkoda czasu, wzroku i prądu. A tak, to przebrnąłem jakoś z heroiczną myślą „kurwa, dam radę, zacząłem, to już skończę”.

Czytaj dalej „Wielki Gatsby – F. Scott Fitzgerald”