Szczygieł – Donna Tartt

szczygielMiędzy innymi Hemingway, Steinbeck, Faulkner, Philip Roth i teraz Donna Tartt. To znaczy nie teraz, bo już trzy lata temu, ale nie bądźmy tak drobiazgowi. To wszystko zdobywcy Nagrody Pulitzera w kategorii literackiej, więc grono co najmniej zacne, wąsate i brodate, tylko ta Tartt mi jakoś tam nie pasuje, nie tylko w kwestii zarostu. No, ale tak prestiżowego wyróżnienia nie wręczają chyba za nic, więc ten cały Szczygieł musi być piekielnie dobrą powieścią. Nie, przecież nie jestem aż tak naiwny by wierzyć, że jakakolwiek nagroda gwarantuje mi udaną lekturę, choć zaledwie udana byłaby w takim przypadku porażką, bo od laureatki Pulitzera wręcz wypada oczekiwać więcej. I w sumie sobie myślę, że takie przyznawanie nagród literackich to fajna fucha, bo konsekwencji ze złego wyboru prawie żadnych, a w razie krytyki zawsze można się zasłonić jakimiś żelaznymi formułkami w rodzaju „literacki głos pokolenia”, „uniwersalna opowieść o dojrzewaniu”, „mistrzowsko poprowadzona intryga” i trwać przy swoim, bo w końcu wszystko i tak sprowadzi się do gustów. Nam się podoba, innym nie musi. Psy poszczekają, karawana pojedzie dalej, a za rok i tak będzie głośno o kolejnym Pulitzerze, więc w sumie szkoda ryja strzępić. Ale tutaj ja rozdaję wyróżnienia i w razie porażki to ja będę się chował za oklepanymi sloganami, choć nie jestem najzręczniejszy w szermierce nimi. Szczygłowi nagrody bym nie dał, mimo że nie dysponuję żadną. Ale nawet gdybym dysponował, to i tak bym nie dał. I handluj z tym.

Czytaj dalej „Szczygieł – Donna Tartt”

Reklamy

Na południe od Brazos – Larry McMurtry

na poludnie od brazos1Ile mogłem mieć wtedy lat? Dziesięć, może dwanaście? I jak przystało na irytującego młodszego brata wykorzystującego nieobecność sióstr, dzielnie (a przecież z narażeniem życia) myszkowałem po ich szufladach oraz szafkach. Na jednych drzwiczkach znajdował się przyklejony od wewnętrznej strony i samodzielnie wykonany kalendarzyk, który prawdopodobnie miał siostrze ułatwić zrozumienie prawideł cyklu miesiączkowego. Uznałem, że to mało ciekawe, bo nie miałem pojęcia co to takiego (nadal jest ono bardzo mgliste). Niezrażony podjąłem poszukiwania i po chwili znalazłem TO. Strona wydarta prawdopodobnie z jakiegoś czasopisma dla dorosłych, a na niej scena od której niełatwo było oderwać wzrok. Podejrzewam, że wypaliła się ona na tylnych ściankach moich gałek ocznych. Przedstawiała opartego plecami o wielki głaz kowboja. Nie dało się nie zauważyć, że miał on spuszczone do kostek spodnie, tymczasem drugi kowboj w przycupnięciu i z atencją podziwiał imponującego penisa tego pierwszego. Po latach jestem przekonany, że obrazek wyraźnie sugerował seks oralny. Dumny jak paw ze swojego znaleziska, kilka dni później pokazałem scenę koledze i chichotaliśmy do rozpuku. Jak pomyślę o tym teraz, to wydaje mi się, że sytuacja mogła sprawiać wrażenie co najmniej dwuznacznej, bo – jakby na to nie spojrzeć – zaprosiłem kolegę do wspólnego podziwiania namiastki porno w wydaniu męsko-męskim i, sądząc po wypiekach na naszych twarzach, podobało nam się. Ach, te codziennie zaskakujące nas czymś nowym dzieciństwo. Co ciekawe, nie ze szczenięcych lat wywodzi się moja pewnego rodzaju fascynacja kowbojami oraz Dzikim Zachodem samym w sobie. W zasadzie trudno to nazwać fascynacją, ja po prostu lubię tę tematykę, tło i oprawę. Kwestią czasu oraz honoru rewolwerowca było więc, abym w końcu ustrzelił jedno z największych dokonań gatunku – Lonesome Dove, finezyjnie u nas przełożone na swojskie Na południe od Brazos. Moje słowa uznania, brawo. Klap. Klap. Klap.

Czytaj dalej „Na południe od Brazos – Larry McMurtry”

Droga – Cormac McCarthy

Nie trawię okładek książki, które nawiązują do jej ekranizacji. W jakiś przykry sposób ujmują one pola do popisu dla wyobraźni, narzucając nam ten jedyny słuszny obraz bohatera, czy bohaterów. Trochę się to nie kalkuluje z założeniami literatury, ale z marketingiem nie wygrasz i dupa blada. Ale może to jedynie problem mojej wrażliwej duszyczki. Dodatkowo nie jestem też fanem tematyki apokaliptycznej, destrukcji świata, zagłady ludzkości i kolesi z obfitą brodą. A to wszystko mamy w Drodze. Więc co mnie skłoniło do lektury? Siostrzenica wręczająca mi egzemplarz z komentarzem „musisz przeczytać”. Książka nie przeraża przepychem. Jest skromnie, oszczędnie w słowach, zwięźle, bezpośrednio. Bo i opisywać nie ma czego. Świat po bliżej nieokreślonej katastrofie, najprawdopodobniej spopielony serią pożarów, wyczerpane zapasy pożywienia, nic nie znaczące zaludnienie. I gdzieś w tym wszystkim mężczyzna, będący w tytułowej drodze, drodze w poszukiwaniu ciepła, jedzenia, butów, puszki Coca Coli. Mężczyzna w beznadziejnej walce o życie swoje i swojego syna, odwlekający jak najdłużej dzień, w którym najprawdopodobniej będzie musiał się poddać i spojrzeć synowi w oczy po raz ostatni.

Czytaj dalej „Droga – Cormac McCarthy”

Sprzysiężenie osłów – John Kennedy Toole

John Kennedy Toole napisał w zasadzie tylko jedną książkę (wcześniej „The Neon Bible”, jako szesnastolatek). Książkę, którą, dodajmy, nikt nie miał ochoty wydać. „Sprzysiężenie osłów” leżało w szufladzie, a w międzyczasie autor popełnił samobójstwo. Jedenaście lat po tym wydarzeniu, w 1980 roku, do publikacji powieści syna doprowadziła jego matka. W następnym roku książka zdobyła nagrodę Pulitzera. Do dzisiaj, wg informacji z okładki, sprzedano półtora miliona egzemplarzy w 18 językach. Ta sama okładka określa powieść jako ostrą satyrę i slapstick. I, cholera, sam bym chyba tego lepiej nie określił. Zresztą nie ma takiej potrzeby, bo jeśli ktoś kiedyś widział jeden z odcinków Benny’ego Hilla, to już może sobie śmiało zarysować w wyobraźni styl tej powieści. Mam na myśli te fragmenty z linią dialogową a nie te głupkowate z równie głupkowatą melodyjką. A sam Benny, gdyby był trochę młodszy, a przede wszystkim trochę mniej martwy, to mógłby z powodzeniem wcielić się w rolę głównego bohatera „Sprzysiężenie osłów”. Co więcej, ponoć szykowała się parę lat temu ekranizacja, z wcale nielichą obsadą, ale prawdopodobnie już dzisiaj można ją nazwać „NajlepsząByćMożeEkranizacjąKtóraNigdyNiePowstała”.

Czytaj dalej „Sprzysiężenie osłów – John Kennedy Toole”