Para w ruch – Terry Pratchett

para-w-ruch,big,475141Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach – gdy Internet był na impulsy i wymagał modemu, który podczas nocnego łączenia tak zgrzytał, mielił i trzeszczał, że budził śpiących domowników – w tych wspaniałych czasach zaliczyłem swój pierwszy raz w Świecie Dysku. Przygotowałem się do tego sumiennie, najpierw orientując się w chronologii serii i ostatecznie kupując w Tesco kieszonkowe wydanie pierwszego tomu. Dodam, że była to jedna z pierwszych książek, które kupiłem z własnej, nieprzymuszonej woli. Dziś czytam trzydziesty piąty tom. Piszę o tym dlatego, by nakreślić, jak ważną rolę w moim oswajaniu się na nowo z literaturą pełnił Terry Pratchett i jego Świat Dysku. Wpisy na tym blogu tego nie odzwierciedlają, bo nie mogą – nie sięgają tak daleko wstecz. Tym samym chciałbym coś ustalić: zadaniem tego wpisu nie jest przekonać świeżego czytelnika do przeczytania Pary w ruch, bo to jakby uczyć się alfabetu od litery R jak rabarbar. Trzydziesty piąty tom to już taki etap, że grono fanów jest solidnie wyselekcjonowane i nie sięgnie po niego przypadkowy Krzysztof (przy okazji przepraszam wszystkich przypadkowych Krzysztofów), więc prawdopodobnie już doskonale wiesz czego chcesz, a mój werdykt niczego w tej kwestii nie zmieni. To trochę takie słowa od fana, dla fanów, z automatu zawężające listę odbiorców, ale z drugiej strony zastanówmy się: czy cykl osiągający trzydziesty piąty tom może być słaby? No jasne, że może. Ale w tym przypadku nie jest.

Czytaj dalej „Para w ruch – Terry Pratchett”

Długa Ziemia – Terry Pratchett, Stephen Baxter

dlugaziemiaZnowu. Kolejny raz pozwoliłem się skusić nazwisku Pratchetta, co akurat nie jest niczym dziwnym, bo – nie ukrywam – często daję się namówić na jego ciekawe towarzystwo. Tym razem jednak Terry lojalnie zapowiedział, że przyprowadzi ze sobą swojego przyjaciela i zapytał czy nie będę miał nic przeciwko, abyśmy spędzili trochę czasu we trójkę. Powiedziałem mu, że jego przyjaciel jest moim przyjacielem i chętnie go poznam, że kupię więcej alkoholu, zrobię więcej sałatki warzywnej i pochowam wszystkie trzy drogocenne przedmioty przed jego wizytą. Terry podziękował za okazane zaufanie i jeszcze tego samego dnia poznałem jego kolegę. Baxter okazał się znacznie młodszy od Pratchetta, przyszedł w dresie do joggingu i był strasznie gadatliwy. Cóż, będąc szczerym muszę napisać, że nieco mnie zanudził swoim sposobem bycia, schematyzmem i nieudolnymi próbami urozmaicenia nam spotkania. Nie znałem chłopa wcześniej, pewnie się za bardzo zestresował moim (no, i może trochę Terry’ego) zaszczytnym towarzystwem, stąd jego werbalna biegunka pozbawiona charakteru i uroku (a są ludzie, których rzekę bełkotu mogę czytać non stop, co stanowi dowód, że da się). Zerkając kontrolnie co jakiś czas na Pratchetta widziałem na jego twarzy przepraszający grymas i wzrok mówiący: nie wiem co we mnie wstąpiło, że go tutaj przyprowadziłem, to się więcej nie powtórzy. Podsumowując wieczór: miał być ekscytujący trójkąt i noc pełna zmysłowych wrażeń, a wyszła nieudana randka, podczas której zamiast przyjacielskiego seksu przyszło nam (mi i Pratchettowi) doglądać lekko upośledzonego młodszego brata, cierpliwie pomagać mu odrabiać lekcje i oglądać z nim kreskówki. Na pewno łapiesz alegorię – tak właśnie się czułem podczas lektury „Długiej Ziemi”.

Czytaj dalej „Długa Ziemia – Terry Pratchett, Stephen Baxter”

Ostatni bohater – Terry Pratchett

ostatni bohaterWydrukowana twórczość sir Terry’ego Pratchetta pojawia się w moich dłoniach cyklicznie, choć z wolna wyczerpuje się zapas książek jego autorstwa, których jeszcze nie przeczytałem. Może to i dobrze, bo trochę głupio tak czytać tylko jego powieści (a miałem taki okres). „Ostatni bohater” jeszcze rok temu był swoistym białym krukiem, którego używane egzemplarze na aukcjach internetowych osiągały ceny porównywalne z kwotą, którą trzeba wyłożyć za poobijanego Forda Escorta rocznik 1994 (czyli nieco ponad 100 złotych).  Niedawno ukazało się jednak wznowienie wydania, co ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Do minusów należałoby zaliczyć fakt, iż książka utraciła swój wyjątkowy status (przynajmniej na kilka najbliższych lat). Zalet jest więcej, ale zdecydowanie najistotniejszym dobrodziejstwem jest nadarzająca się okazja, bym własnoręcznie mógł molestować książkę lepkimi placami. A przyznaję bez bicia, że każdą kolejną możliwość, by powrócić do arcygenialnego Świata Dysku traktuję jak małe czytelnicze święto. Jestem zauroczony do tego stopnia, że gdybym kiedyś mógł odwiedzić dowolne fikcyjne miejsce, to fenomenalny (choć płaski) świat umieszczony na grzbietach czterech słoni, które z kolei twardo stoją na skorupie Wielkiego Żółwia A’Tuina przemierzającego Wszechświat byłby jednym z pierwszych wyborów. Och, jakie to by było ekscytujące!

Czytaj dalej „Ostatni bohater – Terry Pratchett”

Niuch – Terry Pratchett

Jak ja się stęskniłem za tym sympatycznym, brodatym starszym panem Pratchettem! Blisko dwa lata kazano mi czekać na kolejny pełnoprawny tom serii o Świecie Dysku i choć w międzyczasie ukazała się powieść „W północ się odzieję”, to jednak należy ona do cyklu dla młodszych czytelników, do których, pomimo najszczerszych chęci, nie potrafię jakoś się zaliczyć. Pozostało mi więc uzbroić się w cierpliwość. Cierpliwość do potęgi, twardszą od stali, diamentu i suchego chleba, kojoną jednak wyrozumiałością pod adresem autora w związku z jego zdrowiem, czy też raczej niedostatkiem tegoż. Lecz odsuńmy na bok nieprzyjemności, wszak oto ukazał się „Niuch”, trzydziesty czwarty tom niepowtarzalnego Świata Dysku, a rzesza spragnionych fanów pognała do księgarni oraz e-księgarni, by jak najszybciej i najczulej móc pieścić dłońmi grzebień jego kartek. I choć grzbiet pierwszego tomu zdążył już na mojej półce nieco wyblaknąć od słońca wpadającego przez okno (pozostałym tomom również się oberwało), to jednak żyję nadzieją, że wraz z Prachettem zdążymy dołożyć na ten regał jeszcze kilka, a może nawet kilkanaście grzbietów. Tymczasem, drżąc z tęsknoty, niezwłocznie zabrałem się za lekturę, błagając samego siebie, by potrwała ona jak najdłużej.

Czytaj dalej „Niuch – Terry Pratchett”

Niewidzialni Akademicy – Terry Pratchett

Kilka najświeższych książek z serii Świata Dysku, w mojej opinii, można śmiało oceniać z tendencją zwyżkową, bo najwyraźniej Pratchett z kolejnymi latami na karku nie traci wcale animuszu, pomysłów, ani ciętej klawiatury. Dawno temu odpuścił już sobie cykl o wiedźmach i bardzo dobrze, bo był on mało rozwojowy. Mniej cieszy schowanie do piwnicy cyklu o Śmierci, ale rozpaczać nie ma nad czym, bo uroczy Żniwiarz zalicza rozbrajające, nieoczekiwane epizody w prawie każdej książce.
Cyklu o magach oficjalnie nigdy nie było. Owszem, pojawiali się i to obficie, ale zazwyczaj na drugim planie perypetii Rincewinda. Tym razem, Terry postanowił odwrócić proporcje. Miło z jego strony, prawda?

Czytaj dalej „Niewidzialni Akademicy – Terry Pratchett”

Panowie i damy – Terry Pratchett

panowie i damyNie ukrywam, że uwielbiam cykl Świata Dysku, który jest dla mnie idealną satyrą na wszystkie elementy życia codziennego. Pratchett stworzył coś na tyle trafnego i podatnego na rozwój, że przez ponad trzydzieści tomów nie zabrakło mu pomysłów ani weny twórczej na kontynuowanie i rozszerzanie uniwersum.
Nie od dziś wiadomo także, że seria jest podzielona na cykle, w zależności od bohaterów, którzy grają „pierwsze skrzypce”, a przyznać muszę, że cykl o czarownicach jest tym najmniej entuzjastycznie mnie nastrajającym. Przy większości tomów z wiedźmami miałem wrażenie „tego samego, w innej scenerii”. Cykl o czarownicach lubuje się w nawiązywaniu do twórczości Szekspira i może w tym tkwi mój problem z asymilacją, bo Anglik jakoś nigdy do mnie nie przemawiał swoimi Hamletami i innymi Makbetami. Taki już ze mnie gbur.

Czytaj dalej „Panowie i damy – Terry Pratchett”