Marzenie Celta – Mario Vargas Llosa

Czytałem artykuł na temat tej powieści i jej głównego bohatera – Rogera Casementa, postaci jak najbardziej autentycznej. Trzy zdania: „Dla świata – bojownik o prawa człowieka. Dla Irlandczyków – męczennik. Dla Anglików – zdrajca i pedał”.* Nie wypowiem się za innych, ale mnie to przekonało do lektury. No dobra, w zasadzie szalę przeważyło ostatnie zdanie, bo brzmi najbardziej intrygująco, ale dla kontrastu niech zostaną wszystkie. Zresztą nieważne, nie muszę się nikomu tłumaczyć. Nie oceniajcie mnie. Dla niektórych wystarczającym powodem powinno być, że Llosa uznał postać Casementa za fascynującą, podjął się szczegółowej analizy jego życia i stworzył na tej podstawie powieść. A jednak „Marzenie Celta” trudno wrzucić na półkę z biografiami, bo w książce aż roi się od śmiałych wniosków samego Llosy, opartych jedynie na poszlakach, a nie na twardo udokumentowanych zdarzeniach. Tam, gdzie życie Rogera Casementa stanowiło dla pisarza czarną plamę – czy to z powodu braku notatek z tamtego okresu, czy też w związku z wzajemnie wykluczającymi się informacjami – wtedy Llosa daje popis swoich umiejętności i płynnie splata fakty z własnymi, chwilami niezwykle odważnymi domysłami. Mieszanka ta zapewnia czytelnikowi godziny z na pewno interesującą lekturą, choć mającą swoje zarówno lepsze, jak i słabsze (niestety) momenty. Ale po kolei (jak powiedział Indianin, podkładając dynamit pod tory).

Czytaj dalej „Marzenie Celta – Mario Vargas Llosa”

Miasto i psy – Mario Vargas Llosa

W całym swoim życiu byłem jedynie na dwóch koloniach. Pierwszą, trwającą dwa tygodnie ferii zimowych, zaliczyłem w trzeciej klasie podstawówki i większą jej część spędziłem w izolatce, sikając do umywalki oraz grając w karty sam ze sobą. Druga trwała nieco dłużej, bo bite dziewięć miesięcy (czyli zdążyłbym w tym czasie urodzić dziecko, albo trojaczki) a jej organizatorem był MON. Tak, udało mi się zaliczyć obowiązkową służbę wojskową jeszcze zanim stała się ona jakże pożądanym zawodem i na pewno bawiłem się lepiej niż w podstawówce, choć również zdarzało się sikać do umywalki w czasie golenia (dwie minuty na poranną toaletę to niewiele, a w ten sposób zaoszczędzało się cenny czas). Wybiórcza pamięć, w trosce o nasze samopoczucie, na bieżąco segreguje wspomnienia, wyrzucając z pamięci te złe i uwypuklając te dobre. Były więc tanie wina na przepustce w parku, darmowe kino, tanie wina na przepustce w darmowym kinie, bezpłatne bilety tramwajowe i osobne kabiny prysznicowe, każda bez wyjątku ostrzelana nasieniem. Trudno więc się dziwić, że służbę wojskową wspominam jak wyśmienitą kolonię, czy sanatorium i pomimo początkowego stresu (normalna reakcja przy poznawaniu czegoś nowego) z czasem poczułem się tam jak w domu. Dlaczego o tym wspominam? Już tłumaczę i objaśniam.

Czytaj dalej „Miasto i psy – Mario Vargas Llosa”

Rozmowa w „Katedrze” – Mario Vargas Llosa

Ciekawe, że kiedy w październiku zeszłego roku przeglądając pewne zestawienie „100 książek, które trzeba przeczytać”, trafiłem na opis „Rozmowy w »Katedrze«” i dodałem ją do swojej listy przyszłych zakupów, to już kilka dni później Vargas Llosa otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Przypadek? Nie sądzę. Bliższy jestem teorii, że swoją chęcią zapoznania się z prozą Peruwiańczyka, wywarłem podświadomy nacisk na osoby decydujące o przyznaniu tegoż wyróżnienia. Trudno się nie ugiąć pod naporem tak potężnego umysłu jak mój, toteż gdy parę dni później Llosę ogłoszono Laureatem Nobla uśmiechnąłem się tylko nikczemnie – „dobra robota”, mruknąłem do siebie.
Co mnie natomiast zaskoczyło, to wynikające z nagrody niewielkie trudności z zakupem najbardziej cenionej powieści Llosy. Nie były to naturalnie problemy porównywalne z próbą zakupu wiatraka elektrycznego w okresie zeszłorocznych wakacji (muszę pamiętać, żeby w tym roku kupić go wcześniej), ale wystarczy zaznaczyć, że kilka dni po przyznaniu Nobla, na półkach księgarni ostały się zaledwie pojedyncze egzemplarze Llosy i to raczej te zbierające słabsze opinie. Tak jakby Naród nagle zaczął czytać coś, poza Internetem. Po tygodniu wszystko wróciło do normy, statystyczny Polak znów czytał ćwierć książki rocznie, a ja spokojnie nabyłem swój egzemplarz „Rozmowy w »Katedrze«”.
Dopiero po upływie sześciu miesięcy uznałem, że atmosfera w powietrzu jest odpowiednia dla mojego podejścia do prozy Llosy, bo to wstyd nie zaznać twórczości noblisty. I nieważne, że dorobku pozostałych stu czterech noblistów także nie znam, ha!

Czytaj dalej „Rozmowa w „Katedrze” – Mario Vargas Llosa”