Dziwna myśl w mej głowie – Orhan Pamuk

Dziwna-myslKiedyś podczas prywatki miałem okazję rozmawiać z pewnym Turkiem. Chociaż „rozmawiać” to chyba mało precyzyjne określenie, bo o ile jego angielski był na przyzwoitym poziomie, tak mojemu brakowało nieco obycia, treningu i umiejętności odnalezienia w pamięci niezbędnych aktualnie słów. No ale dogadywaliśmy się, bo spożyty alkohol już nie takie bariery społeczne przełamywał. I tak jakoś temat zszedł akurat na Pamuka, bo wtenczas byłem pod sporym wrażeniem jego Nazywam się Czerwień. Cmokając z uznaniem i stosując uniwersalny gest kciuka w górę próbowałem przekazać mojemu rozmówcy, że Pamuk to klawy koleś i fajnie mu wyszła powieść, na co mój gość zrobił skwaszoną minę i mówi coś w rodzaju: pisarz z niego dobry, ale miałem okazję z nim porozmawiać i okazał się mało sympatycznym arogantem. Pomijając już kwestię na ile opinia tego akurat Turka przekładała się na rzeczywistość, to początkowo byłem niemile zaskoczony, że Pamuk mógłby być bucem. Ale potem naszła mnie refleksja, że przecież nie na byciu miłym polega misja pisarza i nie za bycie sympatycznym go cenimy, bo większość z nas pozna go wyłącznie z jego dzieł. Pewnie: trochę niefajnie, że Pamuk jest burakiem, ale to w zasadzie nie mój problem, bo do łóżka nie zamierzam go zapraszać. Jakiś czas potem zaliczyłem nieudane podejście do lektury Śniegu. Nie. Ono nie było nieudane – to była katastrofa, bo Śnieg dołączył do niechlubnego grona powieści, których nie dokończyłem. Na długi czas Pamuk był dla mnie martwy literacko i wypadł z kręgu moich zainteresowań, a teraz uznałem, że pora dać mu kolejną szansę, bo przecież kiedyś spędziliśmy wspólnie kilka miłych wieczorów zabarwionych czerwienią. Okazja trafiła się dogodna, bo nie tak dawno temu ukazała się jego nowa powieść, więc sprawdźmy, co ten rzekomy gbur ma tym razem do przekazania czytelnikom.

Czytaj dalej „Dziwna myśl w mej głowie – Orhan Pamuk”

Nazywam się Czerwień – Orhan Pamuk

Pamuk leżał u mnie na półce dobre kilka miesięcy. Bo jakoś nie miałem nastroju na zapoznanie się z noblistą, którego powieść mogła, ale wcale nie musiała zgrać się z moim gustem. Dodatkowo, żebym za bardzo się nie rozentuzjazmował, siostra stwierdziła, że jego „Muzeum niewinności” ssie po całości nudą („Gościu snuje się i całą książkę tęskni za lubą” – tak to określiła). Po czym pożyczyła ode mnie „Nazywam się Czerwień” i stwierdziła, że jest lepiej, „…ale czytałam w sumie tylko rozdziały o co ciekawszych tytułach”. Dobra jest, szacuneczek. Jednak ja, jako przekornie alternatywny osioł, nie zrażałem się tym prawie wcale, tym bardziej że mamy z siostrą nieco inne gusta, o czym przekonałem się parokrotnie. Po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że gusta mamy w sumie całkiem inne, na tyle odrębne, że najprawdopodobniej to, co jej się nie podobało, ja przyjmę ze smakiem, oblizując się zachłannie i wołając o jeszcze. Jednakże z nieuchwytną szczyptą niepokoju oraz niepewności podjąłem się lektury i już po paru rozdziałach moje obawy prysły niczym krew z rozbitej kamieniem głowy ofiary, wrzuconej do studni i pozostawionej gniciu. Bo właśnie o tym traktuje otwierający powieść rozdział „Jestem Trupem”, gdzie poznajemy nieszczęśnika bestialsko zamordowanego, który jednak ma nam do przekazania parę mocnych uwag, zanim jego dusza opuści skatowane ciało. Otwarcie iście wyjątkowe, zachęcające i klimatyczne, bez dwóch zdań.

Czytaj dalej „Nazywam się Czerwień – Orhan Pamuk”