Kronika ptaka nakręcacza – Haruki Murakami

kronika-ptaka-nakrecaczaNo i już. Nie do końca chciałem przeczytać tę książkę, ale pod wpływem chwili pożyczyłem egzemplarz od siostry. Decyzja nie do końca przemyślana i musiałem ponieść konsekwencje. Powiecie, że trzeba było oddać książkę nieprzeczytaną i zapomnieć, ale to nie tak. Bo ostatecznie dostrzegłem w tej powieści okazję na definitywne rozwiązanie mojej „Kwestii Murakamiego”. Sam pisarz może uważać się za wielkiego szczęściarza, bo obdarowałem go wyjątkowo wieloma szansami, a zwykle tego nie robię. Spryciarz trochę mnie zwiódł udanym (głównie za sprawą niezapomnianej Midori) Norwegian Wood, ale przed Kroniką ptaka nakręcacza miał nóż na gardle, bo zamierzałem być bezlitośnie krytycznym czytelnikiem. Teraz mogę już ogłosić koniec pojedynku, w którym Murakami przegrał sam ze sobą w stosunku 1:3. Bo omawiana Kronika ptaka nakręcacza, choć oczywiście ma swoje momenty, to w gruncie rzeczy jest powieścią co najwyżej ledwo ponadprzeciętną. I nie zamierzam się tutaj narażać milionom fanów pisarza, ale już mnie zmęczyło czytanie o perypetiach tak samo skonstruowanych pod względem osobowości bohaterów. Zmęczył mnie autyzm męskich postaci i podejmowanych przez nich działań. Wreszcie zmęczyły mnie eksploatowane do znudzenia patenty z czymś w rodzaju równoległych, alternatywnych światów i autorski brak pomysłu na ich wykorzystanie. Wszystkie powieści Japończyka zaczęły niebezpiecznie zlewać się w mojej głowie w jedną pozbawioną charakteru całość i zmęczyły mnie próby ich rozróżnienia. Ustalmy coś: przy lekturze niektórych autorów wręcz wypada się zmęczyć i nawet spocić, ale kiedy dzieje się to przy Murakamim uznawanym za lekkiego i przystępnego pisarza, to już wiesz, że robisz coś źle.

Czytaj dalej „Kronika ptaka nakręcacza – Haruki Murakami”

Sputnik Sweetheart – Haruki Murakami

sputnik_sweetheart-Co z tym Murakamim, to ja już sam nie wiem. Nazwisko popularne i stale pojawiające się w towarzystwie opinii, że idą za nim miliony fanów na całym świecie, że czytają, że uwielbiają. Może go z kimś mylą. To, że we własnym kraju Murakami bywa ubóstwiany jestem jeszcze w stanie zrozumieć, bo Japończycy to jednak naród specyficzny i w kwestii mody nadążyć za nimi nie sposób. Ale co z resztą świata i w czym tkwi źródło rzekomej popularności tego autora? Bo niech mnie regał z książkami przygniecie, jeśli w jakości jego pisarstwa. O szerokim rozprzestrzenieniu murakamizmu niech świadczy fakt, że co jakiś czas trafiają do mnie (zazwyczaj w dziwnych okolicznościach) jego książki, chociaż wcale ich nie szukam. Same się narzucają, niczym jakieś pijane nastolatki. I czytam je, bo tak w przypływie chwili obiecuję osobie, od której pożyczam, a słowa dotrzymywać lubię, choć nie zawsze mam na to ochotę. Próbuję przy okazji zrozumieć przyczyny tego fenomenu, bo Murakami pojawiał się u mnie już dwukrotnie, ale na kolana nikogo nie rzucił (w komentarzach dominuje słowo rozczarowanie), choć akurat Norwegian Wood z niezrozumiałych dla siebie przyczyn uważam za dobrą historię, głównie dzięki postaci lekko zbzikowanej, bezpośredniej Midori, która nadal siedzi mi w pamięci, a to już coś. I jedynie nadzieja na spotkanie z podobnie udaną kreacją bohaterki spontanicznie popchała mnie do następnej książki Murakamiego. Przeczytałem Sputnik Sweetheart, a moja wiara w tego autora stygnie z każdym dniem, niczym zwłoki porzucone w lesie.

Czytaj dalej „Sputnik Sweetheart – Haruki Murakami”

Norwegian Wood – Haruki Murakami

norwegian woodMurakami mocno mi podpadł już przy lekturze pierwszego tomu 1Q84, kiedy to poczucie senności podczas czytania ustępowało jedynie irytacji w momencie, gdy trafiałem na kolejne zdanie o tym samym. Nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby kontynuować tę nudną przygodę z kolejnymi tomami, ale obiecywałem sobie, że autorowi dam jeszcze szansę, bo jak Leonardo DiCaprio od lat czeka na swojego Oskara, tak Murakami rokrocznie jest w gronie faworytów do Nobla i wciąż nie może się go dochrapać. Trochę się nie dziwię, bo krąży opinia, że (w przeciwieństwie do Leosia i jego warsztatu aktorskiego) Japończyk wcale się nie rozwinął od początku swojej działalności literackiej. Że stale wałkuje to samo, w tej samej formie i z taką samą ślamazarnością. Że aby zrozumieć o czym pisze Murakami wystarczy umieć czytać, bo żaden z niego wirtuoz słowa. Pomyślałem sobie, że muszę zapomnieć o niefortunnym 1Q84 i poszerzyć swoją znajomość z autorem, po czym stanąłem przed dylematem: Kroniki ptaka nakręcacza czy Norwegian Wood? Ta druga powieść może się pochwalić wściekle różową okładką, która akurat pasowała do mojego t-shirta, więc wybór nie mógł być inny, choć mało męski. Pełny ostrożności, ale również nadziei podjąłem lekturę i minęło pierwsze kilkadziesiąt, może nawet sto stron, a ja czułem, że Murakami stąpa po cienkim lodzie. Zaczynało bowiem brakować mi już cierpliwości dla autorskiego niedowładu, a emocje, które Japończyk próbował mi przekazać w treści jakoś nie chciały do mnie docierać. Ewidentnie pchasz się w gips, Murakami – pomyślałem wtedy. No, ale już wypruty z nadziei czytałem nadal.

Czytaj dalej „Norwegian Wood – Haruki Murakami”

1Q84 (tom 1) – Haruki Murakami

Do zapoznania się ze skośnookim Murakamim przymierzałem się od pewnego czasu. Bo sporo dobrego o nim czytałem. Bo miałem ochotę na literaturę o azjatyckim kolorycie. Bo dlaczego nie? Okazja przyszła do mnie sama, gdy ukazał się świeży „1Q84”, pierwszy tom intrygująco zapowiadającej się powieści, która w samej Japonii osiąga imponujące nakłady, a małe, żółte ludziki czytają jak opętani. Nie dziwota więc, iż po dodatkowym zapoznaniu się z notką z okładki oczekiwałem, że będę miał do czynienia z fascynującą treścią. Teraz, będąc już daleko po lekturze, jestem jednocześnie równie daleko od zachwytu. Ciężko mi w tej chwili oceniać na podstawie jednej powieści (a w zasadzie jej fragmencie, bo to trylogia), co takiego widzą czytelnicy w twórczości Murakamiego. Zrozumiałbym jeszcze, gdyby „1Q84” otrzymywał niskie noty, a wszelacy recenzenci byli dalecy od podniety, ale dotychczas spotykałem się jedynie z pozytywnymi opiniami. Inna sprawa, że zazwyczaj autorstwa kobiety. Może wymagałem zbyt wiele, może problemem jest moja płeć i inny rodzaj podejścia do literatury, jednak to nie zmienia faktu, że srogo się rozczarowałem. Inicjację z Murakamim mógłbym porównać jedynie do pierwszego stosunku (nie żebym go już miał za sobą, ale dużo o nim czytałem) – niecierpliwe oczekiwanie na mistyczne przeżycie, a w rezultacie dwa, trzy pchnięcia, plum!, ciężkie westchnięcie, zakładam spodnie i ze spuszczoną głową wychodzę.

Czytaj dalej „1Q84 (tom 1) – Haruki Murakami”