V jak Vendetta – Alan Moore, David Lloyd

v-jak-vendetta-072Gdybym zechciał porównywać, to V jak Vendetta jest dla komiksu tym, czym jest orwellowski Rok 1984 dla prozy. Zawęziłem do samej prozy, choć wstępnie chciałem napisać, że dla literatury w ogóle. Muszę jednak bronić stanowiska, że komiks dla dorosłych jest również gałęzią literatury, bo nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że niektóre dzieła z gatunku powieści graficznej miażdżą fabularnie większość beletrystycznych miernot, a do tego komiks niesie ze sobą gigantyczny ładunek artystyczny. Odbiera tym samym nieco pola do popisu wyobraźni czytelnika, ale coś za coś, uczciwa wymiana. Poza tym niektórych potencjalnych czytelników jedynie spora ilość obrazków w książce jest w stanie przekonać do lektury. Albo dużo scen seksu, najlepiej wyszukanego i inspirującego. Chciałbym napisać, że V jak Vendetta ma obie te zalety, ale przykro mi – seksu tutaj jak na lekarstwo, muszą wystarczyć obrazki. Czyżbym właśnie utracił 3/4 zainteresowanych? Mogłem być przebiegły i tę informację zachować na koniec, kiedy i tak już wszystko jedno, ale czułbym się z tym okropnie.
Zresztą, kogo ja tutaj próbuję przekonać, przecież i tak wszyscy wiedzą lepiej, że książki są dla dorosłych, a komiks dla dzieci. Nawet ostatnio siedząc w poczekalni u dentysty widziałem na stoliku Komiks Gigant z Kaczorem Donaldem (fani kojarzą), ale nie odważyłem się po niego sięgnąć. To byłoby takie niedojrzałe z mojej strony, a ludzie patrzyli. Może przy kolejnej okazji się uda, wierzę w swoją silną psychikę. A potem Wam pięknie tego Giganta tutaj zrecenzuję. Byłoby ekstra.

Czytaj dalej „V jak Vendetta – Alan Moore, David Lloyd”

Strażnicy – Alan Moore, Dave Gibbons

straznicyBUM!, niespodzianka. Kojarzysz Strażników? Tak, chodzi o ten komiks. Właśnie. Będzie o komiksie, bo muszę się przyznać, że nigdy nie przestałem ich czytać i zawsze mnie fascynowały. Różnica między „wtedy” a „dziś” jest taka, że obecnie komiksy nie kojarzą się już (a przynajmniej nie powinny) z tymi uroczymi szmatławcami z lat 90-tych, które co miesiąc odkładała dla nas miła pani kioskarka. Obecnie komiksy zajęły należne im miejsce wśród małych dzieł sztuki i takich też wydań się doczekały. Twarde oprawy, świetny papier, nasycone kolory, przekłady w wykonaniu największych fachowców i, niestety, cena. Ale kurde, weź do ręki takie liczące czterysta stron tomisko, przekartkuj i pozwól się oczarować feerii barw. Polski czytelnik tego nie miał, polskiego czytelnika nie było na to stać, ale od pewnego czasu jest coraz więcej możliwości, by nadrabiać zaległości. Nieliczni korzystają, a reszta dalej żyje w przeświadczeniu, że komiksy są tylko dla dzieci. Tymczasem ja nasyciłem się Strażnikami, po lekturze zachciałem jakoś docenić dzieło Moore’a i Gibbonsa, przeszła mi przez myśl notka na blogu, a potem się zawahałem. Bom niewyedukowany w tej dziedzinie i pewnie wystawię się na śmieszność. Bo brak mi materiału porównawczego, by oceniać scenariusz, kreskę, kolory. Bo panny nie lecą na facetów czytających komiksy – dla nich to jedynie kolejny dowód na to, że mężczyźni są dużymi dziećmi (to akurat prawda). Jeszcze raz spojrzałem na pstrokatą okładkę Strażników, a tam napis: „powieść graficzna wszech czasów”. A, skoro powieść, to czuję się usprawiedliwiony. I w ogóle nie wiem, po co się tłumaczę.

Czytaj dalej „Strażnicy – Alan Moore, Dave Gibbons”

Baranek – Christopher Moore

Zawsze byłem bliski przekonania, że żywot Jezusa jest dobrym materiałem na prekursora powieści fantastycznej. Lichej, pełnej nieścisłości i umowności, ale jednak. Moore chyba uważał tak samo, toteż bez skrępowania wziął na warsztat Nowy Testament, zauważył spore luki w relacji zdarzeń i postanowił je na swój sposób uzupełnić. Tym oto sposobem poznajemy w „Baranku” codzienność i losy życia Mesjasza od wczesnych lat dziecięcych, aż do śmierci na krzyżu, podobno za nasze grzechy. Chyba nikt nie poczuje się urażony, że zdradziłem zakończenie? Dla wiarygodnej narracji, Moore wprowadza na scenę Biffa – najbliższego przyjaciela Jezusa, o którym jednak potem w Piśmie Świętym nikt nie wspomniał, lektura wyjaśni dlaczego. Otrzymujemy więc relację z pierwszej ręki z poczynań Mesjasza, bo okazuje się, że wraz z Biffem byli oni nierozłączną parą. Informuję jednak, że powieść nie jest w żadnym stopniu kontrowersyjna, obrazoburcza ani bluźniercza, co może niektórych rozczaruje, ale jednocześnie znacznie poszerza target czytelniczy, wszak to lektura dobra dla każdego – od nastolatka (jest seks!), aż po starą dewotkę (jest cudzołożenie!). Choć raczej dla tego pierwszego, nie oszukujmy się.
Gotowi więc na poznanie szalonego żywota Syna Bożego? To może być jedyna okazja, bo choć Ten obiecał, że jeszcze nas odwiedzi, to najwyraźniej mu się nie śpieszy. Z drugiej strony, nie ma co Mu się dziwić, po tym, co mu zrobiliśmy przy pierwszych odwiedzinach tylko za to, że był brodatym ideałem. Każdy na jego miejscu odwlekałby kolejną wizytę.

Czytaj dalej „Baranek – Christopher Moore”