Atlas chmur – David Mitchell

atlas chmurMoje najmilsze wspomnienie z atlasami w roli głównej związane jest z lekcją geografii w szkole. I pomijam już przypadek kolegi, który na mapie Europy nie potrafił wskazać Morza Bałtyckiego, choć było to dosyć krzepiące obserwować, jak zmaga się ze swoją niewiedzą (w przypływie dobrej woli możemy uznać, że zjadła go trema). Nie, chodzi mi raczej o fakt, że te przesympatyczne książeczki z mapami zazwyczaj miały format odpowiedni, by wewnątrz ukryć komiks. Podczas lekcji opierałem się więc wygodnie, atlas unosiłem pod odpowiednim kątem i swobodnie czytałem historie obrazkowe, w których Frank Castle roztrzaskiwał łby nikczemnym bandziorom, albo Peter Parker skakał po ścianach w tym swoim obciachowym kostiumie Spidermana. Ale to tak na marginesie.
Trzeba przyznać, że tytuł powieści Davida Mitchella jest udany. Ma w sobie tę nutkę poezji i tajemnicy, która nurtuje czytelnika i zachęca do sięgnięcia po książkę. Bo trudno wyczuć, do czego się odnosi. Okazuje się jednak, że rozwikłanie sekretu tytułu to najmniej istotny problem, a kolejnych niedopowiedzeń nie zabraknie na przestrzeni całej lektury. Autor postawił sobie bowiem ambitne zadanie, by splątać losy sześciorga bohaterów, których losy są pozornie niesplątywalne (że aż użyję nieistniejącego słowa, bo mogę – to mój blog).

Czytaj dalej „Atlas chmur – David Mitchell”