Miasto i miasto – China Miéville

Nagroda Hugo. Nagroda Locusa. Nagroda im. Arthura C. Clarke’a. Nagroda British Science Fiction Association. Nagroda World Fantasy. Nagroda Cybernetycznej Brokuły. Nie wiem czy istnieją na świecie jeszcze jakieś inne nagrody z dziedziny fantastyki (poza wymienionymi powyżej; no dobra – ostatnią wymyśliłem sam), ale China Miéville chyba nie może czuć się niedoceniony – jego „Miasto i miasto” zgarnęło większość znaczących w skali globalnej wyróżnień. Jurorów nie zraziło nawet co najmniej nietuzinkowe imię pisarza. Osobiście byłem swego czasu święcie przekonany, że kryje się pod nim kobieta. Gdy któregoś razu ujrzałem jego zdjęcie na tylnej okładce książki, pomyślałem w pierwszej chwili: „o! to ona jest łysa”. No co? Niewyraźne było, nie moja wina.
Taka tam anegdotka.
Czym bezwłosy Miéville podbił serca członków jury? „Miasto i miasto” należałoby dla potrzeb recenzji podzielić na dwie warstwy. Pierwszą byłaby powłoka kryminalna, bo jakby nie kręcić, to dupa i tak z tyłu, więc inaczej jak thrillerem kryminalnym wprost nie sposób tej powieści nie nazwać. Do oceny tego elementu za moment przejdziemy. Drugą powłoką „Miasta i miasta” jest tytułowe miasto. I drugie tytułowe miasto. Nie nadążasz? Przywyknij, bo przez pierwsze kilkadziesiąt stron samej powieści też prawdopodobnie nie dotrzymasz kroku autorowi. Aż do czasu gdy na pewnej pogodnej stronie, w trakcie któregoś słonecznego akapitu spłynie na Ciebie promień zrozumienia oraz doznasz olśnienia, niczym sarna oślepiona reflektorami nadjeżdżającego samochodu. Nie skończy się boleśnie, bez obaw, ale wyobraźnia zerwie się z łańcucha i na brak pożywki narzekać nie powinna.

Czytaj dalej „Miasto i miasto – China Miéville”