Sto lat samotności – Gabriel García Márquez

Anegdotka. Spotyka się dwóch znajomych i jeden pyta – oglądałeś „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”? Na co ten drugi – nie, a o czym to jest? Cha, cha, mnie to bawi, a wspominam o tym nie bez powodu, bo analogicznie sprawa ma się z najbardziej rozpoznawalną powieścią noblisty Márqueza. Gdyby ktoś zapytał mnie, o czym jest „Sto lat samotności”, to pierwszym określeniem byłaby właśnie samotność, już pomijając fakt, czy rzeczywiście stuletnia. Oczywiście, takie uogólnienie byłoby krzywdzące dla powieści, bo ta nie ogranicza się jedynie do tematyki osamotnienia. Samotność jest tutaj jednak wszechobecna, przebija się przez wszystkie wątki, nadaje treści rytm i odcień, zaraża sobą czytelnika. Weź dowolną postać z kart „Stu lat samotności” i przekonaj się, że urodziła się ona samotnie, samotnie szła przez codzienność i, bez wyjątku, samotnie umierała. Niewiele w powieści optymizmu i pozytywnych emocji, a sugestywnością i przytłaczającą czytelnika atmosferą mogłaby ona z powodzeniem konkurować z niejedną antyutopią. „Sto lat samotności” jednak do tego nie aspiruje, więc darujmy już sobie drążenie tematu. Wystarczy wiedzieć, że nie jest to lektura na depresyjne wieczory, bo wątpliwym jest, żeby przyniosła wtedy ukojenie.

Czytaj dalej „Sto lat samotności – Gabriel García Márquez”