Morderca bez twarzy – Henning Mankell

Będzie krótko. Rok 1990 kojarzy mi się z wielkim, zagranicznym kalendarzem z Myszką Miki, ozdabiającym wtenczas ścianę mojego pokoju. Ilekroć budziłem się rankiem, to me oczęta atakował tenże kalendarz i uśmiechnięta, opierająca się łokciem o Garbusa cabrio maskotka Walta Disneya. Gdy sobie pomyślę, że Mankell w tym samym czasie pisał pierwszy tom serii traktującej o Kurcie Wallanderze, to ogarnia mnie pewne rozrzewnienie i pokora nad szwedzkim autorem. To powoduje wewnętrzne zahamowania i zmusza do zweryfikowania mojego podejścia do „Mordercy bez twarzy” – powieści, która pojawiła się rynku w czasach, gdy ja sam byłem małym pypciem – dumnym posiadaczem kolekcji resoraków i zestawów Lego. Trudno mi więc oceniać ją surowo, bo nie przetrwała ona próby czasu. Mająca dwie dekady na grzbiecie książka, ma niewiele do zaproponowania dzisiejszemu czytelnikowi, o ile ten nie traktuje jej sentymentalnie.

Czytaj dalej „Morderca bez twarzy – Henning Mankell”