Naiwny. Super – Erlend Loe

Po fabularnych uniesieniach z trylogią Larssona, chwyciłem w dłonie Naiwnego, przekartkowałem, filozoficznie stwierdziłem „a, se przeczytam!” i przeczytałem. I nie powiem, żebym był jakoś szczególnie oczarowany, gotowy okrzyknąć tę książkę powieścią kultową, jak sugeruje okładka. Podobno czytelnicy są zachwyceni jej radosną wymową, beztroską otaczającą jej treść i zaraźliwym optymizmem, który rzekomo wypełnia każdą spację między słowami.  Być może, ale ja oprócz tego wymagam od powieści nieco więcej, na przykład wątku fabularnego. A tego w tym przypadku dramatycznie zabrakło. Pozostał jedynie swoisty manifest i zbiór luźnych myśli, którymi dzieli się z nami bohater/autor. A ten, w skutek niezwykle traumatycznego przeżycia doświadczonego w wieku 25 lat postanawia wycofać się z dotychczasowego życia, mentalnie cofnąć się do czasów dzieciństwa i tam odzyskać chęć do podjęcia dalszego żywota na tym rozczarowującym padole. No i tyle w kwestii fabularnej. Cała reszta to snucie się bohatera w samotności, wynajdywanie tak angażujących zajęć jak odbijanie piłki od ściany, tworzenie niezbędnych list o tematach w stylu „co mnie napawa optymizmem”, albo „jakie zwierzęta widziałem w życiu”, kumplowanie się z przedszkolakiem i analizowanie naukowych teorii różnych profesorów dotyczących upływu czasu i konstrukcji wszechświata. A robi to z ujmującą, iście dziecięcą powagą, formułując swoje wnioski w zdaniach wypełnionych tak profesjonalnymi określeniami jak „czegoś tam” i „ileś tam”. Ironicznie i z humorem.

Czytaj dalej „Naiwny. Super – Erlend Loe”