Z zimną krwią – Truman Capote

z-zimna-krwia-b-iext23538759Pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku, gdzieś w Kansas, w świecie ranczerów i małych miasteczek, w ślicznym domku na uboczu mieszkała sobie zamożna rodzinka Clutterów. Pan Clutter był człowiekiem sukcesu, ale jednocześnie pozostał skromnym, miłym i uczynnym mężczyzną, na którego szlachetne lico nie padał ani cień pychy. Pani Clutter to rozchwiana emocjonalnie dama ze skłonnością do popadania w depresję, a jej liczne problemy mentalne budziły wśród bliskich i znajomych współczucie dla tej tyleż samo nieszczęsnej, co uczynnej i dobrej kobiety. Powszechnie szanowaną w społeczeństwie rodzinę Clutterów uzupełniała dwójka nastoletnich dzieci. Wspaniała Nancy to wymarzony materiał na królową licealnego balu: ładna, inteligentna, zabawna i – a jakże! – uczynna dziewczynka. Uwielbiana przez rówieśników, osiągała świetne wyniki w nauce, miała mnóstwo zainteresowań, grała na instrumentach, z pasją piekła ciasta, szyła, jeździła konno i pomagała każdemu, kto o to poprosił. Dziecko idealne, a jej umysł prawdopodobnie nawet nie wziął pod uwagę, że mogłaby zrobić coś niegodziwego. Jej brat Kenyon trochę ginął w blasku wspaniałej siostry: uwielbiał przesiadywać w piwnicy, którą uczynił swoją jaskinią i oddawał się tam przyjemnościom majsterkowicza. Stukał, piłował, wiercił, malował, lakierował. Wysoki i niezgrabny, nikt nie chciał go wybierać do drużyny podczas wuefu w szkole, bo bez okularów był ślepy jak kret. Nie muszę chyba wspominać, że był również uczynny? Tak wspaniała i praktycznie pozbawiona skazy rodzina to godne podziwu, ale jednak nudne zjawisko. Szczęśliwie (przynajmniej dla nas, jako czytelników poszukujących wrażeń) już na początku powieści cała czwórka zostaje brutalnie, acz mało finezyjnie zamordowana. Uf, bo już się bałem, że będę zmuszony dalej czytać o kolejnych lekcjach gry na fortepianie Nancy, ale skoro nie, to kamień z serca.

Czytaj dalej „Z zimną krwią – Truman Capote”

Dotknięcie pustki – Joe Simpson

dotkniecie pustkiW swoim pełnym niebezpieczeństw życiu zdobyłem kilka wzgórz i zimowych szczytów. Było wzniesienie umiejscowione na dzikich i odludnych terenach za sklepem spożywczym nr 19. Niewielkich rozmiarów, za to na tyle stroma górka, że podczas brawurowego zjeżdżania z niej na sankach można było stracić uzębienie, a nawet życie. Strach pomyśleć, że podczas każdych ferii zimowych setki razy spojrzałem śmierci w oczy. Młodość bywa tak lekkomyślna. Naturalnie była też góra w pobliżu dworca PKS, charakteryzująca się łagodnym stokiem z jednej strony i karkołomną stromizną z pozostałych. Wzgórze z racji kształtów i rozmiarów przez każdego zdobywcę określane „Wielorybem”. Wspinaczka na szczyt trwała kilka minut, ale za to zjazd na „oślej dupie” można było przedłużyć do kilkunastu sekund. Natomiast na klasycznych, dobrze nasmarowanych żelaznych sankach można było komuś połamać nogi, jeśli nierozważnie stanął akurat na drodze.
Śmichy-chichy, ale ostatnio ta wyprawa na Broad Peak – no ten szczyt, na który weszło czterech Polaków, a zeszło już jedynie dwóch – muszę przyznać, że cała ta sytuacja (ta bezwzględność natury) dotknęła moją wrażliwość. Z drugiej, tej paradoksalnej strony jestem przekonany, że gdyby cała wyprawa została zakończona sukcesem, to zapewne nawet nie zwróciłbym uwagi na całe wydarzenie. Bez dramatu nie ma zainteresowania, niestety, ale tak to działa. Pomyślałem wtedy, że przebieg wejścia na Broad Peak to niezły materiał na książkę. W oczekiwaniu na tenże literacki bestseller postanowiłem poszperać w poszukiwaniu czegoś o zbliżonej tematyce. Dużo czasu mi to nie zajęło – poznajcie Joe Simpsona i jego osobisty, niesamowity dramat.

Czytaj dalej „Dotknięcie pustki – Joe Simpson”

Diabeł w Białym Mieście – Erik Larson

diabelMogłoby się wydawać, że diabeł to wiedzie klawe życie prawie celebryty. Ale gdy przyjrzeć się temu bliżej, okazuje się, że bycie diabłem jest fuchą niełatwą, niewdzięczną, z wieloma niedogodnościami, prawie żadną satysfakcją z jej wykonywania i wymagającą wręcz anielskiej (o ironio!) cierpliwości. Wszak są takie miejsca, gdzie diabeł musi powiedzieć dobranoc, choć sam podobno – tak mówią – nigdy nie śpi. Na domiar złego w wielu sytuacjach spełnia on rolę kozła ofiarnego: że niby się cieszy, gdy człowiek się spieszy; że niby stoi za nieproszonymi gośćmi (diabli nadali) i musi ich przyjąć z powrotem (idź do diabła). Zmuszony jest on palić w starym piecu, co zapewne komfortowe nie jest – ufajdolić się idzie i miechem trzeba namachać. Zaiste, niczym podrzędny pracownik fizyczny, choć renoma i stanowisko, które rogaty piastuje powinny uprawniać go do bezstresowej pracy za biurkiem – odbębnić osiem godzin i do domu. Chodzą również słuchy, że diabeł ubiera się u Prady, a tego rodzaju przymus tani nie jest, zaoszczędzić nie sposób, a i na jego rozmiar kopytka wybór butów niewielki. Nie wspominając już o odzieniu wierzchnim z odpowiednio wykrojonymi otworami na szpiczasty ogon (którym dla hecy czasami coś nakryje, by trudniej było znaleźć) i mikre nietoperze skrzydełka. Prawdziwe piekło. Jest jednak światełko w mrocznym tunelu życia diabła, bo gdzie sam nie może, tam babę posyła – uprawnia go do tego kontrakt. Z tego przywileju korzysta on niezwykle często, potwierdzi to każdy mężczyzna. W ogóle z kobietami wiąże go mnogość ciekawych konotacji. Erik Larson postanowił na rozpoznawalności diabła oprzeć sukces swojej książki i wysłać go do Białego Miasta. Podążmy jego śladem.

Czytaj dalej „Diabeł w Białym Mieście – Erik Larson”

Pisarz, który nienawidził kobiet – John Leake

Gryzie mnie nieco tytuł tej powieści. Polscy tłumacze potrafią przy przekładzie z angielskiego odstawiać takie hołubce, że głowa mała – o tym wiedzą i przekonali się wszyscy, szczególnie maniacy kina rodem z Holiłód. Bo jak tu mamie wytłumaczyć, że film pod tytułem „Wirujący seks” (Dirty dancing) jest tylko romantyczną opowiastką o wygibasach na parkiecie, a nie hard porno z ręcznym blenderem w roli gadżetu?
W przypadku powieści Johna Leake’a wydawca chyba postanowił uszczknąć nieco z popędu na Stiega Larssona, notabene nieco już sfermentowanego (popędu, nie Stiega – ten jest zbyt martwy), bo mnie z oryginalnego tytułu „Entering Hades” nijak nie wychodzi „Pisarz, który nienawidził kobiet”. No, ale co ja tam wiem o chwytach, nachwytach i wreszcie podchwytach  marketingowych – ja zwykły odbiorca jestem. Natomiast wiele więcej potencjalnemu czytelnikowi powie podtytuł książki. „Podwójne życie seryjnego mordercy”, bo właśnie tak krzykliwie on brzmi, to oparta na faktach historia pewnego Austriaka, który na początku lat 90. organy władzy i sprawiedliwości wodził za nos, a kobiety za biustonosz oraz rajstopy, umiejętnie i śmiertelnie oplecione wokół szyi ofiary. Taki to był nicpoń i właśnie o nim jest ta książka.

Czytaj dalej „Pisarz, który nienawidził kobiet – John Leake”

Podejrzenia pana Whichera: Morderstwo w domu na Road Hill – Kate Summerscale

Ambicją tej książki jest opisać wydarzenie sprzed półtora wieku tak, abyśmy dzisiaj czytali o nim z przejęciem. Podejrzenia pana Whichera podobno rozpoczynają nową serię wydawnictwa Wab, zatytułowaną „Zbrodnie prawdziwe”. Co z tego wyjdzie to nie wiem, ale po pozytywnych recenzjach postanowiłem dać szansę debiutantce Kate Summerscale i przekonać się co też ona tam takiego wysmażyła, bo nazwisko ma fajne. Piszę „debiutantce”, choć coś tam podobno wcześniej napisała, ale nie ukazało się to w polskim przekładzie, więc mogę udawać niedoinformowanego i tak sobie ją nazywać, niech mnie wytarga za ucho, skoro jej to nie odpowiada. Summerscale postanowiła uderzyć w całkiem wstrząsającą zbrodnię, bo brutalne morderstwo trzyletniego chłopca. Nic nie szokuje tak, jak ofiara w postaci małego brzdąca, który poza wrodzoną upierdliwością wieku dziecięcego nikomu krzywdy nie zrobił. Pod względem doboru tematu autorka najwyraźniej wiedziała co robi, choć na pewno miała w czym wybierać. Zbrodnia ta, jeśli wierzyć sprawozdaniom, w 1860 roku rozpaliła społeczeństwo najpierw okoliczne, aby rozprzestrzenić się z czasem i brakiem satysfakcjonującego rozwiązania na cały kraj. W mediach aż huczało od domysłów, opinii, hipotez i wersji wydarzeń z felernej nocy. Cały kraj ogarnęła szajba i „gorączka detektywistyczna”. Właśnie o przebiegu tej gorączki oraz śledztwa traktuje ta powieść. Czy i czytelnikowi udziela się ożywienie?

Czytaj dalej „Podejrzenia pana Whichera: Morderstwo w domu na Road Hill – Kate Summerscale”