Cyberiada – Stanisław Lem

CyberiadaMłode pokolenie może tego nie pamiętać, ale ja już kiedyś czytałem Lema – Solaris będąc dokładnym i byłem w zauważalnym stopniu rozczarowany lekturą. Nie wszystko mi tam zagrało w odpowiednim rytmie, choć ogromny potencjał autora nie uszedł mojej uwadze, więc Lema skreślać nie zamierzałem. Teraz, po blisko pięciu latach do niego wróciłem. Pod tamtym wpisem pojawiło się kilka komentarzy z propozycjami tytułów, z którymi powinienem spróbować: Niezwyciężony czy też Głos Pana. A co robię ja? Kupuję Cyberiadę, bo tak mną pokierował spontaniczny kaprys, a logika i rozsądek niech umierają w męczarniach. Cóż, przynajmniej w razie ponownego rozczarowania będę mógł winić wyłącznie siebie. Samego Lema przedstawiać bliżej chyba nie muszę, bo i bez tego uchodzi on za Dobro Narodowe. Coś w tym ogólnym uwielbieniu Lema jest, bo nawet ja i to jeszcze długo przed pierwszą lekturą, czułem do autora jakiś podskórny szacunek. Nie wiem, to jakaś magiczna sztuczka, czy coś? Zresztą nawet chłodno przeze mnie przyjęty Solaris nie odebrał Lemowi prestiżu w niczyich (nawet moich) oczach, więc pan Stanisław z pewnością musiał być potężnym czarodziejem, że dzieją się wokół niego takie cuda.

Czytaj dalej „Cyberiada – Stanisław Lem”

Reklamy

Solaris – Stanisław Lem

solarisTak jest, jestem dziadem i przyznaję, że do tej pory nie czytałem Lema. Nic, zero, nul. Nawet tego czegoś o pilocie Pirxie, co to było podobno lekturą obowiązkową, kiedyś, w jakiejś szkole, na jakiejś planecie. Zawsze brakowało mi motywacji, a dodatkowo na niekorzyść Lema działał mój przekorny system dobierania lektur. Ilekroć ktoś mi mówił, czy pisał: „przeczytaj Lema” to z rezygnacją spuszczałem głowę wiedząc, że Lem będzie musiał poczekać. Bo tak. Bo nie będziesz mi mówić, co mam robić. Bo kiedy ja robię ci wykład o Dukaju (na twoją wyraźną prośbę, nie żebym kogokolwiek zmuszał do słuchania tego), podczas oracji w brzmienie mojego głosu wkrada się podniecenie, oczy mi się szklą ze szczęścia, a dłonie zaczynają drżeć z zaangażowania w temat – co tam dłonie! – cały drżę z chęci przekazania tylu informacji, że na wszystkie na pewno nie wystarczy nam czasu, a wszystko na co ciebie stać w reakcji, to rzucone między kolejnymi łykami piwa „a czytałeś Lema?”, to zaczynam się rozglądać za jakimś ostrym narzędziem. Albo obuchowym. No zabiję i zgwałcę zwłoki. Więc nie – nie czytałem i za karę nie przeczytam. Doszło do tego, że im częściej ktoś mi proponował Lema, tym dalej w kosmos mojej listy lektur ten Lem odlatywał. Ponieważ jednak ostatnimi czasy lemowskie lobby jakby ucichło, toteż mój upór nieco złagodniał, aż pewnego dnia, nie czując się do niczego zmuszany, zacząłem po cichu czytać „Solaris”. I tak sobie myślę, że ten Lem mógł jeszcze trochę poczekać w sumie.

Czytaj dalej „Solaris – Stanisław Lem”