Mesjasz Diuny – Frank Herbert

Moja inicjacja z Kronikami Diuny przebiegła pomyślnie. „Diuna”, jako pierwszy tom cyklu, zaintrygowała mnie wystarczająco, bym pokusił się o sięgnięcie bez wahania po kolejną część. Herbertowi udało się zaszczepić we mnie pewnego rodzaju ciekawość i literacki głód pustynnego krajobrazu Arrakis. Udało mu się tym samym uzyskać cel, bo pomimo faktu, że poprzedni tom mógłby stanowić zamkniętą całość i samodzielnie być sycącym posiłkiem dla niejednego czytelnika, to jednak we mnie pobudził jedynie dodatkowy apetyt na więcej. A przecież nie jestem obżartuchem! Przecież mogłem się z czystym sumieniem zadowolić pierwszym daniem, chwaląc kucharza najpierw za sposób podania, a następnie za ucztę, której mógł doświadczyć nie tylko mój żołądek, ale i zmysły. Nie omieszkałem oczywiście tego uczynić, jednak oto powróciłem, witając się z szefem garkuchni ciepło, poklepując go po przyjacielsku w pupę i zamawiając to samo co poprzednio, tylko więcej. Było dla mnie zaskoczeniem, gdy Herbert tym razem postawił przede mną niewielki talerz, bo „Mesjasz Diuny” liczy zaledwie 250 stron (dla porównania – „Diuna” „ważyła” 600 stron + dodatki). Spojrzałem pytająco na kucharza, na co ten wzruszył ramionami w geście bezsilności. No cóż, zobaczmy, co tam upichciłeś parzygnacie sympatyczny.

Czytaj dalej „Mesjasz Diuny – Frank Herbert”

Diuna – Frank Herbert

Niby nie lubię sci-fi, ale jednak wciąż masochistycznie grzebię w tym gatunku i regularnie podejmuję się kolejnych wyzwań w postaci lektury jego reprezentantów. A może tylko próbuję sobie wmówić, że go nie lubię? Trudno ocenić, bo poezji tez nie lubię i jakoś potrafię bez niej żyć, więc może rzeczywiście powinienem zrewidować swoje preferencje. „Diuna” Herberta (Franka, nie Zbigniewa, żeby nie było) jest uznawana za ambasadorkę gatunku, więc stwierdziłem, że jeśli ona mi nie podejdzie, to… w zasadzie nie wiem co wtedy, ale pewnie świat by mi się nie zawalił, a i rozczarowania boleśniejsze już przechodziłem. Po prostu odpuściłbym sobie sci-fi na dłuższy czas.
Z odpuszczania najwyraźniej nici, bo zanim jeszcze skończyłem pierwszy tom Kronik Diuny, to już się zaopatrzyłem w kolejny. I choć w owym momencie nie byłem jakoś szczególnie oczarowany czy zafascynowany lekturą, to jednak ta pobudziła mój apetyt na tyle, że długo się nie zastanawiałem. Teraz – już po zakończeniu pierwszego tomu – mogę jedynie sobie przyklasnąć, przybić piątkę i zacierać łapki na myśl o stojącej na półce kontynuacji powieści, o której wraz z upływem czasu myślę z coraz większym uczuciem. Ba!, przyznaję nawet, że „Diuna” była jedną z niewielu powieści, której wyobrażenie fragmentów naszło mnie podczas snu. Tak! Najnormalniej w świecie śniła mi się, w postaci poszarpanych kadrów, starannie przez mój umysł wyselekcjonowanych z lektury, według tylko jemu znanego klucza. Później śniły mi się jeszcze różne ciekawe rzeczy, o których wstydzę się tutaj pisać, poza tym nie znam tej kobiety. Ale chętnie bym poznał.

Czytaj dalej „Diuna – Frank Herbert”