Aliens: 30th Anniversary Edition – Mark Verheiden, Mark Nelson

aliensLubię uniwersum Obcego, choć należę do tego powszechnego rodzaju fanów, którzy uwielbiają jedynie pierwsze dwa, trzy filmy, resztę co najwyżej tolerując, a na te najnowsze wcielenia marki gotowi są splunąć. Ale zostawmy Hollywood, bo oni tam zajęci są teraz obmyślaniem kogo by tutaj jeszcze oskarżyć o molestowanie seksualne, bo przecież po dziesięciu latach nagle mi się przypomniało, że ktoś mnie kiedyś zmuszał do różnych rzeczy, ale wtedy wydawało mi się, że na tym polega robienie kariery i by sobie nie zaszkodzić w drodze na szczyt uznałem, że lepiej milczeć. Natomiast teraz jestem wielce oburzony. Skoro jednak już jesteśmy przy temacie, to komu muszę zrobić laskę, aby podszedł do marki Obcego jak należy? Szanse na to ponoć coraz mniejsze, w dodatku teraz, gdy Disney kupił sobie prawa, więc crossover Aliena z Myszką Miki staje się coraz bardziej prawdopodobny. Ech, na pocieszenie pozostaje znów obejrzeć oryginalną trylogię, która być może starzeje się wizualnie, ale swoją koncepcją i atmosferą wchłania widza do reszty. A ten komiks przeczytać w ramach przerwy między drugim i trzecim filmem. Zresztą Obcy 3 (tak przy okazji pisząc) mógł wyglądać zupełnie inaczej, bo scenariuszy było kilka, a za jeden (albo dwa) odpowiedzialny był sam Wiliam „Mistrz Cyberpunka” Gibson. Cholera, muszę przestać pisać o filmach i skoncentrować się na komiksie.

Czytaj dalej „Aliens: 30th Anniversary Edition – Mark Verheiden, Mark Nelson”

300 – Frank Miller

300Widzisz nazwisko Franka i jesteś dziwnie spokojny o jakość dostarczonego przez niego materiału, a dodatkowo zaczynasz podejrzewać, że znowu trzeba będzie o tym sklepać notkę na bloga. Bo Miller to klasa, bo Miller to szyk. Wystarczy przypomnieć goszczący już tutaj Powrót Mrocznego Rycerza, który był zupełnie nowym rozdaniem w historii Batmana, a przede wszystkim nie wypada zapomnieć o niepowtarzalnym i niesamowitym cyklu Sin City, którego bardzo chciałbym tutaj przedstawić w całości, ale od długiego czasu nie mogę zdobyć piątego tomu – tego przeklętego różowego cudeńka – zresztą nie tylko ja mam ten problem, więc nie czuję się wyjątkowy. Miasto Grzechu musi poczekać, a tymczasem przyjrzyjmy się innemu klasykowi o enigmatycznym tytule i dość oryginalnym, choć ogromnie niepraktycznym formacie: pozioma orientacja komiksu będzie zmorą każdego półkowego pedanta, bo regały zwykle okazują się niewystarczająco głębokie, by zmieścić go grzbietem do frontu. No i stoję tak przy tej półce, próbuję go zmieścić, upchać jakoś żeby nie wystawał, aż w końcu poddaję się, załamuję ręce i głośno mówię do siebie to, co chciałby usłyszeć każdy mężczyzna od kobiety podczas łóżkowych igraszek: jest za duży, nie ma mowy, aby wszedł cały.

Czytaj dalej „300 – Frank Miller”

Sprawiedliwość – Alex Ross, Jim Krueger

sprawiedliwoscMiały się tutaj pojawiać komiksy wyłącznie wyjątkowe: uznane za kultowe, porażająco dobre, oryginalne artystycznie, pomysłowe koncepcyjnie i narracyjnie, bądź stawiane za wzór dla przyszłych twórców. Wszystko jednocześnie, albo choć jeden z tych warunków miał sprawiać, że chciałbym na chwilę oderwać się od książki i postukać trochę w klawiaturę na temat przeczytanego komiksu. A uwierzcie mi, przeczytałem mnóstwo obrazkowych historii, na temat których nie mam nic do powiedzenia poza tym, że znam, widziałem, machnąłem na to ręką. Więc o nich nie piszę – prawda, że proste? Ale kiedy najpierw zdyszany kurier ledwo dotargał do mnie paczkę ze Sprawiedliwością (jego twarz wyrażała pretensję o ilość schodów, które musiał pokonać z tym ciężarem), a potem osobiście zważyłem w dłoniach i przejrzałem pobieżnie ten komiks, to już miałem pewność, że odnajdę w sobie inspirację dla choćby krótkiego wpisu. Bo Sprawiedliwość jest wyjątkowa z powodu, który natychmiast rzuca się w oczy czytelnikowi: jakość polskiego wydania. Blisko pięćset stron kredowego papieru w dużym formacie, całość starannie zamknięta w twardej, szytej oprawie oraz obwolucie. Każdy komiksowy fetyszysta na premierę czekał z własnym penisem w ręce – wiem, bo sam byłem tego bliski. Niestety, wyjątkowa jest również cena tego cuda, bo na okładce krzyczą: 169 złotych. I choć bez większych problemów da się nowy egzemplarz kupić za 50 złotych mniej (księgarnie internetowe), to nadal jest to surowe sito dla potencjalnych klientów i raczej nikt nie pozwoli sobie na tego rodzaju spontaniczny wydatek. Wydawnictwo Mucha podjęło więc spore ryzyko, ale osobiście jestem im wdzięczny i winszuję odwagi. Jako duży dzieciak wychowany na kilkudziesięciostronicowych szmatławych zeszytach TM-Semic (i piszę o tym z szacunkiem oraz sentymentem) jestem zachwycony, że komiks w Polsce doczekał się tego rodzaju ekskluzywnych wydań. I że ja doczekałem.

Czytaj dalej „Sprawiedliwość – Alex Ross, Jim Krueger”

Czerwony syn – Mark Millar

czerwony synUznałem, że warto. Że nawet jeśli nikogo to tak naprawdę nie zainteresuje, to warto, bym zaznaczył istnienie tego komiksu, bo o powieściach graficznych wspominam raczej rzadko, ale jednak rezerwuję sobie taką możliwość w wyjątkowych przypadkach. Od czego zależy tego rodzaju wyjątkowa okoliczność? To również zostawiam sobie do subiektywnej oceny, bądź też kaprysu – na jedno wychodzi. A Czerwony syn z pewnością jest opowieścią wyjątkową, której koncepcję powinni docenić również czytelnicy, którzy na co dzień traktują komiksy obojętnie. Nawet oni zwykle wiedzą, że niejaki Superman jeszcze jako niemowlę przybył na Ziemię z kosmosu (no, uogólniając) i wylądował swoją kapsułą ratunkową na polu w Kansas. Tam został znaleziony przez małżeństwo Kentów, wzięty pod opiekę i wychowany w imię i poszanowaniu dobra. Bla, bla. Taki jest żelazny kanon, nietykalne korzenie każdej historii z Supermanem w głównej roli. A co robi Mark Millar w swoim scenariuszu? Bierze do pomocy kilku rysowników, po czym bezczelnie wyrywają te korzenie. I najlepsze w tym wszystkim jest to, co dostajemy w zamian: bo gdyby mały Superman wcale nie rozbił się na terenie USA? Ba-dum! Co by było, gdyby nową ojczyzną Człowieka ze Stali został Związek Radziecki? No kurde, jak dla mnie pomysł tak nieprawdopodobny, że aż świetny. To tak, jakby Wilka i Zająca wysłać do Nowego Jorku. Nu, pogodi!

Czytaj dalej „Czerwony syn – Mark Millar”

Piotruś Pan – Régis Loisel

loiselpiotrusBrzmi znajomo? Powinno, bo o Piotrusiu słyszało, a w zasadzie powinno słyszeć, każde dziecko. Przynajmniej w Idealnym Świecie. Jeśli jednak jakimś cudem nie słyszało, albo słyszało niewiele, to nic nie stoi na przeszkodzie, by nadrobić zaległości w dowolnym wieku (nadal nie jest za późno!), bo choć powieść sir Jamesa Matthew Barriego uchodzi za historię dla kilkulatków, to jednocześnie z łatwością wymyka się tego rodzaju powierzchownym ograniczeniom i klasyfikowanie jej wyłącznie pod literaturę dziecięcą byłoby popisem ignorancji oraz jawnej niesprawiedliwości. No właśnie – J. M. Barriego – więc chwila, moment: co tu robi jakiś Régis Loisel? A, i tu się kryje cała niespodzianka stojąca za tym wpisem, bo mówić będziemy o ukazującej się w latach 1990-2004 serii sześciu komiksów inspirowanych dziełem Barriego i będących prequelem dla wydarzeń, które zna (albo, jak już autorytatywnie stwierdziłem: powinno znać) każde dziecko. Zanim jednak ziewniecie ze znudzenia i pójdziecie sprawdzić co tam na Fejsbuku to zdradzę, że Piotruś Pan Loisela, poza kolorowymi obrazkami, nie ma wiele do zaproponowania dzieciom i z czystym sumieniem można go określić powieścią graficzną dla dorosłych. Piszę poważnie, spodziewajcie się alkoholu, krwi i golizny. Ale przede wszystkim to gigantyczna gratka dla fanów oryginału: opowieści o zamieszkujących Nibylandię pozbawionych pamięci chłopcach i latającym Piotrusiu, który nie chciał dorosnąć, bo i po co? Żeby złorzeczyć na kredyt we frankach?

Czytaj dalej „Piotruś Pan – Régis Loisel”

Batman: Powrót Mrocznego Rycerza – Frank Miller

batman-powrot-mrocznego-rycerzaJest w filmie LEGO Przygoda taka wiele wyjaśniająca scena, w której klockowy Batman chwali się napisaną przez siebie dubstepową piosenką. Jej słowa doskonale oddają charakter i cechy bohatera, a brzmią mniej więcej tak: CIEMNOŚĆ. BRAK RODZICÓW. NADAL CIEMNOŚĆ. PRZECIWIEŃSTWO ŚWIATŁA. CZARNA DZIURA. OPUSZCZONE ZASŁONY. W PIWNICY. ŚRODEK NOCY. ZACIEMNIONE OKNA. INNE MIEJSCA GDZIE JEST CIEMNO. CZARNY KOSTIUM. CZARNA KAWA. CIEMNOŚĆ. BRAK RODZICÓW. SUPER BOGATY. Kapitalny kawałek, ale przyznaję, że ideę Batmana trudno się broni przed krytyką, bo nie ma żadnego usprawiedliwienia na to, by dorosły facet (milioner w dodatku) biegał po mieście przebrany za nietoperza i bił po twarzy złoczyńców. Nie oszukujmy się, to brzmi głupio, żenująco wręcz. Jednak geneza Mrocznego Rycerza sięga lat trzydziestych XX wieku i nie wypada podważać jego kultu oraz statusu popkulturowej ikony. Osobiście odczuwam do niego wielki sentyment, bo jak wiele innych komiksów, także te z Batmanem prowadziły mnie przez dzieciństwo. Ale rzewne wspomnienia na bok, bo dzieciństwo mam już raczej za sobą i pozostaje pytanie: czy Nietoperz ma coś do zaproponowania dorosłemu czytelnikowi, chcącemu uchodzić za poważnego? To pewnie zależy od tego, kto i jak będzie opowiadał, a autorów biorących się za bary z Batmanem mieliśmy już dziesiątki, jeśli nie setki. Efekty były różne, ale akurat Powrót Mrocznego Rycerza ubiega się o czołowe miejsca w ponadczasowych zestawieniach. A to już coś, bo jest tam niezwykle ciasno.

Czytaj dalej „Batman: Powrót Mrocznego Rycerza – Frank Miller”

V jak Vendetta – Alan Moore, David Lloyd

v-jak-vendetta-072Gdybym zechciał porównywać, to V jak Vendetta jest dla komiksu tym, czym jest orwellowski Rok 1984 dla prozy. Zawęziłem do samej prozy, choć wstępnie chciałem napisać, że dla literatury w ogóle. Muszę jednak bronić stanowiska, że komiks dla dorosłych jest również gałęzią literatury, bo nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że niektóre dzieła z gatunku powieści graficznej miażdżą fabularnie większość beletrystycznych miernot, a do tego komiks niesie ze sobą gigantyczny ładunek artystyczny. Odbiera tym samym nieco pola do popisu wyobraźni czytelnika, ale coś za coś, uczciwa wymiana. Poza tym niektórych potencjalnych czytelników jedynie spora ilość obrazków w książce jest w stanie przekonać do lektury. Albo dużo scen seksu, najlepiej wyszukanego i inspirującego. Chciałbym napisać, że V jak Vendetta ma obie te zalety, ale przykro mi – seksu tutaj jak na lekarstwo, muszą wystarczyć obrazki. Czyżbym właśnie utracił 3/4 zainteresowanych? Mogłem być przebiegły i tę informację zachować na koniec, kiedy i tak już wszystko jedno, ale czułbym się z tym okropnie.
Zresztą, kogo ja tutaj próbuję przekonać, przecież i tak wszyscy wiedzą lepiej, że książki są dla dorosłych, a komiks dla dzieci. Nawet ostatnio siedząc w poczekalni u dentysty widziałem na stoliku Komiks Gigant z Kaczorem Donaldem (fani kojarzą), ale nie odważyłem się po niego sięgnąć. To byłoby takie niedojrzałe z mojej strony, a ludzie patrzyli. Może przy kolejnej okazji się uda, wierzę w swoją silną psychikę. A potem Wam pięknie tego Giganta tutaj zrecenzuję. Byłoby ekstra.

Czytaj dalej „V jak Vendetta – Alan Moore, David Lloyd”

Strażnicy – Alan Moore, Dave Gibbons

straznicyBUM!, niespodzianka. Kojarzysz Strażników? Tak, chodzi o ten komiks. Właśnie. Będzie o komiksie, bo muszę się przyznać, że nigdy nie przestałem ich czytać i zawsze mnie fascynowały. Różnica między „wtedy” a „dziś” jest taka, że obecnie komiksy nie kojarzą się już (a przynajmniej nie powinny) z tymi uroczymi szmatławcami z lat 90-tych, które co miesiąc odkładała dla nas miła pani kioskarka. Obecnie komiksy zajęły należne im miejsce wśród małych dzieł sztuki i takich też wydań się doczekały. Twarde oprawy, świetny papier, nasycone kolory, przekłady w wykonaniu największych fachowców i, niestety, cena. Ale kurde, weź do ręki takie liczące czterysta stron tomisko, przekartkuj i pozwól się oczarować feerii barw. Polski czytelnik tego nie miał, polskiego czytelnika nie było na to stać, ale od pewnego czasu jest coraz więcej możliwości, by nadrabiać zaległości. Nieliczni korzystają, a reszta dalej żyje w przeświadczeniu, że komiksy są tylko dla dzieci. Tymczasem ja nasyciłem się Strażnikami, po lekturze zachciałem jakoś docenić dzieło Moore’a i Gibbonsa, przeszła mi przez myśl notka na blogu, a potem się zawahałem. Bom niewyedukowany w tej dziedzinie i pewnie wystawię się na śmieszność. Bo brak mi materiału porównawczego, by oceniać scenariusz, kreskę, kolory. Bo panny nie lecą na facetów czytających komiksy – dla nich to jedynie kolejny dowód na to, że mężczyźni są dużymi dziećmi (to akurat prawda). Jeszcze raz spojrzałem na pstrokatą okładkę Strażników, a tam napis: „powieść graficzna wszech czasów”. A, skoro powieść, to czuję się usprawiedliwiony. I w ogóle nie wiem, po co się tłumaczę.

Czytaj dalej „Strażnicy – Alan Moore, Dave Gibbons”