Moja walka: Księga trzecia – Karl Ove Knausgård

Moja walka 3Chyba popełniłem błąd. Nie trzeba było się porywać na opisywanie każdego tomu z osobna, bo teraz muszę iść za ciosem, zdać relację z Księgi trzeciej, a w perspektywie mam jeszcze kolejne trzy. Nie wiem o czym zamierzam w nich pisać, prawdopodobnie będę musiał wspiąć się na wyżyny improwizacji i wodolejstwa, a do tego dorzucić jakieś roznegliżowane fotki (ale nie swoje, bo szanuję wzrok czytelników bloga) i być może uda mi się kogokolwiek zainteresować tekstem. Ale nie martwmy się na zapas i zajmijmy się tymczasem tomem trzecim, w którym to przestaję Knausgårdowi w niektórych momentach wierzyć, chociaż na tę chwilę zostawię temat, ale obiecuję wrócić do niego później, ok? Bo czym jest cykl Moja walka to chyba nie muszę już nikomu tłumaczyć. Gdyby jednak: to autobiograficzna podróż przez życie i wspomnienia norweskiego pisarza – wyprawa pozbawiona stylistycznych ozdobników, boleśnie szczera, uderzająca prosto i celnie w bliskich autora, ale najczęściej w jego samego. Taki trochę literacki masochizm Knausgårda, a skoro ktoś się przede mną w ten sposób otwiera, to uznałem, że ludzki odruch wymaga, by poświęcić mu chwilę uwagi. Ale tylko chwilę, bo – umówmy się – ja nawet gościa nie znam osobiście, więc nie przesadzajmy z tą empatią.

Czytaj dalej „Moja walka: Księga trzecia – Karl Ove Knausgård”

Reklamy

Moja walka: Księga druga – Karl Ove Knausgård

Knausgard_Moja walka_t2_m_Mówią, że ten cykl stoi na półce co dziewiątego Norwega. Nie wiem czy ten wynik jest powodem do dumy, ale chyba tak, skoro się tym chwalą na okładce. Wygląda więc na to, że Knausgård od jakiegoś czasu jest w swojej ojczyźnie szeroko znanym autorem, no ale skoro ktoś potrafi poświęcić kilka lat na drobiazgowe opisanie w sześciu opasłych tomach własnego życia i zrobić to w co najmniej niezłym stylu, to chyba zasługuje na choćby krztynę zainteresowania. Księdze pierwszej, z którą szarpałem się ponad rok temu, udało się podsycić we mnie jakiś apetyt i ciekawość, a przecież nie można napisać, że Knausgård prowadzi widowiskowe życie i o jego codzienności czyta się z wypiekami na twarzy. Nie. W takim razie co skłoniło go do opisania swojego nieciekawej codzienności i podjęcia karkołomnej próby zainteresowania tym czytelników? Do tego będziemy pewnie dochodzić w trakcie kolejnych tomów, jednak już teraz mogę uznać, że mu się udało, skoro cykl zaczął z powodzeniem zajmować miejsce nie tylko na norweskich półkach. To chyba jakiś rodzaj ewenementu literackiego, który przy okazji obnaża we mnie i wielu innych czytelnikach skłonność do podglądactwa czyjegoś życia, koniecznie podanego w ponadprzeciętnej formie. Niektórzy nazwaliby to jakimś zboczeniem, ale to raczej coś w rodzaju chęci porównania własnego życia z czyimś i poszukiwania w nich wspólnych (nawet uniwersalnych) cech, a także próba ujęcia w słowa różnych emocji oraz uczuć. Bo gdzie szukać inspiracji i chwili na zadumę, skoro życie bohaterów „Na Wspólnej” obfituje w codzienne ekscesy, romanse, zbrodnie i nie ma nawet czasu na zastanowienie? A u Knausgårda nic się nie dzieje. I gdy – dajmy na to – Jurek z „Klanu” wychodzi na spacer, to można się spodziewać, że w trakcie zostanie napadnięty, albo chociaż uratuje kogoś z pożaru, kotka przynajmniej. A Karl Ove wychodzi na spacer, spaceruje i – niespodzianka! – wraca do domu. Sami oceńcie, która codzienność jest Wam bliższa.

Czytaj dalej „Moja walka: Księga druga – Karl Ove Knausgård”

Moja walka: Księga pierwsza – Karl Ove Knausgård

Knausgard_Moja walka_t1_mSam nie wiem. Niby nie przepadam ani za biografiami, ani ich podgatunkiem z przedrostkiem auto-, ale w przypadku Knausgårda zadziałał jakiś inny mechanizm, który nie pozwolił mi zignorować jego dzieła. Bo tak trudno przegapić autobiografię szczelnie wypełniającą sześć tomów (czyli około 3,5 tysiąca stron) oraz sprzedanej w nakładzie, na wydrukowanie którego zapewne trzeba było ściąć średniej wielkości las w Norwegii. Ale to nie w statusie skandynawskiego bestsellera upatruję magnetycznej siły przyciągania Mojej walki. Pomijam również oczywistą ciekawostkę w postaci prowokacyjnego tytułu, który w Niemczech musiał być zmieniony, wszak tam już jakiś mało znany literat swoją walkę opisał. Nie. Siła autobiografii (a raczej powieści autobiograficznej) Knausgårda jest zasadzona w wartościach czysto literackich, przynajmniej na to się zanosiło przed lekturą, a z każdą napotkaną opinią umacniałem się w postanowieniu, że Mojej walki skosztuję. Być może się kwaśno skrzywię, w najgorszym razie zadławię, ale nie wybaczyłbym sobie, gdyby dobra literatura takich gabarytów przeszła mi koło (nieco zbyt szpiczastego) nosa. Bo nie oszukujmy się: nazwisko Knausgård przeciętnemu polskiemu czytelnikowi mówi tyle co sugestywne i pojemne NIC, więc kogo mogłyby interesować dzieje jego życia? I natychmiastowa odpowiedź: nikogo, jeśli nie będą podparte czymś naprawdę mocnym – warsztatem pisarskim, kontrowersyjnymi fragmentami, bezwzględną szczerością wobec samego siebie i bliskich. I o ile dwa pierwsze elementy to kwestia gustu, tak nie można Knausgårdowi odmówić pewnej dosadności, brutalności wręcz, w rozliczaniu się z rodziną, znajomymi, ale przede wszystkim z własnymi wspomnieniami i samym sobą. Przygotujcie się na literacki ekshibicjonizm pierwszej jakości.

Czytaj dalej „Moja walka: Księga pierwsza – Karl Ove Knausgård”