Jaśnie pan – Jaume Cabré

jasnie panPana Cabré już znamy. To znaczy: ja znam. Nie wiem skąd we mnie ten nawyk wypowiadania się za innych, ale faktycznie istnieje spore prawdopodobieństwo, a nawet pewność, że nie tylko ja jestem z tym pisarzem zaznajomiony. Jego Wyznaję, które ukazało się w polskim przekładzie kilka lat temu, zrobiło wrażenie na czytelnikach (tak, na mnie również), więc nie powinno szczególnie dziwić, że wydawnictwo Marginesy poszło za ciosem i zaczęło wygrzebywać z szuflady wcześniejsze dzieła Cabré. Bo późniejszych póki co nie ma. I jeśli się zastanowić, to dosyć znamienne, że gdyby nie sukces Wyznaję to omawianego tutaj Jaśnie pana po raz pierwszy wydanego w 1991 roku prawdopodobnie nigdy byśmy nie mieli okazji po polsku przeczytać. Taka dola pisarzy, że mogą oni tworzyć coś latami, a dopiero któraś z kolei próba i dzieło oddalone od dzisiaj o kilkadziesiąt lat otworzy im szerzej drzwi sławy i sprawi, że ktoś zainteresuje się wcześniejszą twórczością, choćby słabą. Nie chcę tutaj przeceniać siły rodzimego czytelnictwa i nie wiem, jak to jest z rozpoznawalnością Cabré w innych krajach, ale chyba rozumiecie, co mam na myśli: jedna powieść może ożywić już w pewnym sensie uśmierconą twórczość autora. I świetnie, bo Wyznaję było z pewnością godne zainteresowania, a jak jest z powstałym dwadzieścia lat wcześniej Jaśnie panem?

Czytaj dalej „Jaśnie pan – Jaume Cabré”

Reklamy

Wyznaję – Jaume Cabré

wyznajeMam kilka słabości, do których ani mi się śni tu i teraz przyznawać. Jednak nawiązując do tytułu omawianej powieści mogę wyznać, że od niedawna do rzeczy działających zmiękczająco na moje kolana należy masło waniliowo-pistacjowe. Ponoć do ciała, co uważam za dziwne, bo kto to widział masło do ciała – ja masłem chleb smaruję, ale może jestem jakiś dziwny. Najwyraźniej trzeba zmienić przyzwyczajenia żywieniowe, toteż masło do ciała preferowałbym z konkretnym ciałem do kompletu, bo bez to sam mogę sobie kupić na promocji w Rossmanie i zajadać łyżeczką. Inną moją słabością są grube, masywne powieści, których zawsze obdarzam jakimś kredytem zaufania przed lekturą, tak jakbym wmawiał sobie, że skoro coś jest tak kolosalne, to nie może być jednocześnie słabe. Głupie i łatwowierne założenie, ale historia ludzkości już nie takich naiwniaków rozwalcowała na asfalcie rozczarowań, więc w razie czego będzie mi raźniej. Z tym, że jeszcze nie dzisiaj, bo po gorącym przyjęciu powieści Cabré wśród polskich czytelników, ja muszę się zsolidaryzować z rodakami i również napisać kilka ciepłych słów o Wyznaję: słońce, kaloryfer, termofor i od razu zrobiło się przytulniej. Moje dalsze wypociny będą utrzymane w podobnym tonie, bo choćbym nawet bardzo pragnął wykazać się wywrotowym gustem i odważnie skrytykować dzieło Cabré, to sam autor nie dał mi ku temu argumentów. Wychodzi więc na to, że literackie upodobania mam powszechne i mało oryginalne, ale przynajmniej jestem na topie trendów. Wyznaję mi się podobało i trudno, co zrobić. Zaznaczam, że doznań z lektury raczej nie można porównać z przyłożeniem twarzy do rozpędzonego śmigła, bo to nie ten rodzaj gwałtownych emocji. Wyznaję wsącza się w czytelniczy umysł powoli, acz niestrudzenie: przez dłuższą chwilę trzeba się z powieścią cierpliwie oswajać, zaznajamiać i niech mnie śmigło trafi, jeśli nie warto.

Czytaj dalej „Wyznaję – Jaume Cabré”