Trzech panów w łódce, nie licząc psa – Jerome K. Jerome

trzech-panow-w-lodce-nie-liczac-psaKtóregoś upalnego lutowego dnia chwaliłaś się przewlekłą chorobą, grypą jakąś. Że chorujesz, ale szykownie i stylowo. Że jesteś na tyle wielozadaniowa, iż możesz mieć kilka chorób jednocześnie. I wtedy wspomniałaś o trzech panach w łódce (niestety pies nie doczekał się Twojej uwagi). Poinformowałaś mnie, że oni, ci panowie, zakupili poradnik medyczny i stwierdzili u siebie wszystkie choroby, poza jedną. Jaką? I pomimo faktu, że w tym miejscu pamięć Cię zawiodła co do jej nazwy, to w samą porę objawiła się Twoja rezolutność i umiejętność improwizacji. Uhonorowałaś wspomnianą chorobą młode pokojówki, które chodzą na roraty i klęczą na zimnej posadzce kościoła, a potem im kolana wysiadają. Tak jakby stare nie chodziły, albo nie klęczały. Teraz natomiast, już po lekturze „Trzech panów w łódce” wiem, że jedyną szczęśliwą dolegliwością, której dżentelmeni u siebie nie stwierdzili było zapalenie kaletki maziowej rzepki i dotyczyło często klęczących sprzątaczek. Skąd w Twojej wersji wzięły się roraty i kościół – nie wiem. Jednak mi zaimponowałaś oraz urzekłaś, znowu. Z drugiej strony, bo zawsze jest druga strona, wspomniany wątek pojawia się już na pierwszych stronach książki, więc nie mam pewności, że przeczytałaś pozostałą jej część. Dlatego postanowiłem Ci o niej szerzej opowiedzieć, byś w przyszłości mogła się pochwalić czymś więcej, niż przeczytaniem początkowych fragmentów „Trzech panów w łódce, nie licząc psa”. Wspaniale z mojej strony, wiem.

Czytaj dalej „Trzech panów w łódce, nie licząc psa – Jerome K. Jerome”