Miasta pod Skałą – Marek S. Huberath

Ta powieść powstawała dziewięć lat i jeden miesiąc, a jej kolejne fragmenty wyłaniały się z wyobraźni autora podróżującego po całej Europie. Hiszpania, Włochy, Niemcy – nigdy nie wiadomo, gdzie i kiedy złapie pisarza inspiracja. Tak długi okres twórczy pozwala czytelnikowi zakładać, że ma do czynienia z literackim molochem. No i ma, bo „Miasta pod Skałą” to okazała, nieporęczna księga, która wypadając z niezdarnych dłoni czytelnika i waląc z hukiem o podłogę (szczęście, że nie na stopy!) budzi sąsiada z dołu. Czujcie się ostrzeżeni.
Mój poprzedni kontakt z twórczością pana Marka („Gniazdo światów”) wspominam dwojako. Koncepcja była świetna, ale treść nie potrafiła mnie na dłużej porwać, a powoli rozwijająca się fabuła prawie nudziła. Podjąłem więc ryzyko i by rozwiać swoje wątpliwości sięgnąłem po dzieło, w którym miejsca na rozwinięcie wątków nie powinno zabraknąć. Po ośmiuset stronach można spodziewać się godziwie rozbudowanej uczty literackiej, bez potrzeby stosowania przez autora półśrodków i hamowania weny, prawda? Kompromis polega na tym, by pisać szeroko, szczegółowo, ale nie rozwlekle i nużąco. No właśnie. Moje odczucia względem twórczości pana Marka najwyraźniej skazane są na dwojakość, bo znów nie potrafię jednoznacznie ocenić jego dzieła.

Czytaj dalej „Miasta pod Skałą – Marek S. Huberath”

Gniazdo światów – Marek S. Huberath

Myślałem, namiętnie myślałem i stwierdziłem, że trudno mi będzie uniknąć w tej recenzji pewnych kluczowych kwestii dotyczących idei „Gniazda światów”, o których wolałbym nie wspominać, by nie psuć zabawy innym. Rzecz dla mnie nieprzyjemna, bo zdaję sobie sprawę, że cały koncept to najmocniejszy element powieści, ale trudno bez jego opisania podjąć się jakiegokolwiek wyrażenia opinii i odczuć związanych z książką. Jednocześnie opisując jego założenia, odbieram przyszłemu czytelnikowi możliwość samodzielnej wyprawy poznawczej wgłąb treści, a samo „Gniazdo światów” odzieram ze składnika czyniącego powieść niepowtarzalną, unikającą przeciętności, a nade wszystko zaskakującą. W zasadzie nie odzieram w ścisłym znaczeniu, bo on nadal tam jest, ale element zaskakujący przestaje być zaskakującym, jeśli wiesz co mam na myśli. To tak, jakby zedrzeć z kobiety intrygującą kieckę – golaska nic nie traci ze swojej kobiecości, ale nam już zaczyna brakować przyjemnego łaskotania ciekawości w brzuszku. No trudno, mnie też nikt w życiu nie oszczędzał, ale bez obaw, zdradzę jedynie niezbędne minimum, żeby cokolwiek zostało w zanadrzu i recenzja nie zastąpiła lektury.
Chaotycznie zacząłem, ale może to i lepiej.

Czytaj dalej „Gniazdo światów – Marek S. Huberath”