Szkarłatny płatek i biały – Michel Faber

Uwielbiam  XIX wiek w literaturze. Odległy naszym czasom, ale nie na tyle, by stanowił jakąś niezbadaną tajemnicę i byśmy narzekali na znikomą ilość źródeł, z których możemy czerpać wiedzę na jego temat. Nawet ja, przeciętnie oczytany w klasykach mógłbym jednym tchem wymienić kilku XIX wiecznych pisarzy, różnych narodowości, którzy w przepięknym stylu potrafili oddać na papierze ówczesne realia i obyczaje. Gogol, Dumas, Hugo, o Dostojewskim nawet nie wspomnę, bo to absolutny i nadrzędny wzór. Był też Dickens, naczelny kronikarz Londynu, umiejętny obserwator społeczny, szczególnie wrażliwy na dręczącą populację biedę. Nędzę postępującą bezlitośnie niczym korozja progów w Oplach. Wspominam o Dickensie nie bez kozery, bo w którą stronę by nie spojrzeć, tam „Szkarłatny płatek i biały” regularnie jest zestawiany w twórczością Charlesa. Trudno się zresztą dziwić, a chyba najbardziej trafnym określeniem jest widniejące na okładce „Tak pisałby Dickens, gdyby wolno mu było mówić o wszystkim” („The Guardian”)*. Oczywiście, nie byłby on wtedy tym Dickensem, którego pokochały miliony, ale to już osobna kwestia. Tak że nie sugerujmy zmiany czegoś, co jest dobre, a powyższa teoria niech posłuży jedynie celowi zobrazowania ogólnego konceptu powieści Fabera. Bo pomimo faktu, że urodził się on w 1960 roku, to jednak w zadziwiająco obrazowy sposób potrafił wbić się w klimat wiktoriańskiego Londynu.
Wciągając nas narracyjnie za rękaw ze sobą.

Czytaj dalej „Szkarłatny płatek i biały – Michel Faber”