Jaskinia filozofów – José Carlos Somoza

jaskinia-filozofowSomozę już znamy. „Klara i półmrok” pomimo wahań formy i pewnych udziwnień, była lekturą więcej niż znośną, z udanym wątkiem kryminalnym i dla równowagi mało przekonującym założeniem hiperdramatyzmu, który był pomysłem tak absurdalnym, że nawet moja autokorekta w kreatorze tekstu przypomina mi czerwonym szlaczkiem o jego niedorzeczności. Cóż, każdemu zdarzają się potknięcia, jednak doceniam u Somozy pewną samodzielność, kreatywność i chęć, aby powieść o zabijaniu człowieka przez innego człowieka, by tego drugiego mógł potem ścigać trzeci człowiek (nuda!) uatrakcyjnić w jakiś niekonwencjonalny sposób. Ten cały hiperdramatyzm nie sposób uznać niczym innym, jak kocopołami (precz z autokorektą!), ale pierwsze śliwki-robaczywki za płoty, więc skusiłem się na ponowne podejście do Somozy. A trzeba wiedzieć, że „Jaskinia filozofów” jest polecana w większości modnych ostatnio zestawień kryminałów spoza Skandynawii i już to samodzielnie powinno wystarczyć na zachętę. Dodatkowym bodźcem (dla mnie kluczowym i decydującym) okazały się realia powieści, bo starożytna Grecja zawsze jest w stanie przyciągnąć moje skupienie oraz uwagę. I wcale nie dlatego, że funkcjonowało wtedy społeczne przyzwolenie na to, by starzy i obowiązkowo brodaci filozofowie oraz poważani artyści urządzali homoseksualne orgietki z nastoletnimi efebami o młodych, umięśnionych i błyszczących od oliwki ciałach. A teraz to nawet poczciwego trójkąta zorganizować nie wolno, bo sąsiedzi dzwonią po policję, że za głośno. Pewnie, bo taki chaos, że nie wiadomo za co się złapać. Stąd zrozumiała moda na kneblowanie (ja tam nie wiem o czym w ogóle piszę, ale kolega opowiadał, więc chciałem się podzielić).

Czytaj dalej „Jaskinia filozofów – José Carlos Somoza”

Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa – Eduardo Mendoza

Wyobraź sobie mężczyznę (choć łatwo powątpiewać w kwestii jego dojrzałości, za którą przemawia jedynie metryka) częściowo siedzącego, częściowo leżącego na skrzypiącym przy każdym poruszeniu krześle. Wyobraź sobie tego samego chłopka wpatrzonego w mrugający kursor na monitorze, głaszczącego czule klawiaturę z resztkami jedzenia między klawiszami. W końcu wyobraź sobie go odzianego w koszulkę z Myszkiem Miki i zajadającego gumisie Haribo z półkilogramowego zbiorniczka stojącego na biurku. Już? To było łatwe, prawda? Następnie odpowiedz sobie na pytanie, czy tego rodzaju twór wyobraźni mógłby być autorytetem w jakimkolwiek temacie. Na przykład literatury. Czy istnieje sposobność, by jego rekomendację potraktować poważnie? By jego nieuczesane myśli – spisane między pierwszym czerwonym a ostatnim białym gumisiem – były na tyle przekonujące, aby kogokolwiek zmusiły do sięgnięcia po daną lekturę? Jak na mój gust, to nie bardzo. Miej to na uwadze teraz i w przyszłości, a wszystkim będzie łatwiej. Ty się nie rozczarujesz przewracając ostatnią stronę powieści, a ja uniknę odpowiedzialności.
Dobra, sięgam po garść gumisiów i może wreszcie uda mi się napisać coś o książce Mendozy. Wypadałoby.

Czytaj dalej „Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa – Eduardo Mendoza”

Klara i półmrok – José Carlos Somoza

Pierwsze, co się rzuca w oczy w przypadku tej powieści, jeszcze zanim na dobre rozpoczniemy lekturę, to fakt, iż polski przekład przygotowały trzy tłumaczki (wyd. Muza, Warszawa 2009 – mój egzemplarz pachnie ślicznie). Dosyć zastanawiające zagranie i chętnie poznałbym przyczyny takiego osobliwego zabiegu, bo „Klara i półmrok” nie jest jakimś literackim molochem, żeby do przekładu angażować aż trójkę kobiet, a poza tym, gdzie kucharek sześć, tam musztarda po obiedzie i sporo menstruacyjnego nabzdyczenia. Ale porzućmy już te zbędne dywagacje, bo oto dostąpiliśmy zaszczytu obcowania z kryminałem, który nie pochodzi z kraju skandynawskiego. Co więcej, powstał on na półwyspie iberyjskim i wyszedł spod ręki Hiszpana urodzonego na Kubie, więc koło wyeksploatowanych mroźnych klimatów on nawet nie stał. Oczywiście nieco po raz kolejny wyolbrzymiam, ale czasami mam wrażenie, że na jeden kryminał spoza Skandynawii przypadają cztery szwedzkie, dwa norweskie i jeden jakiś duński nawet się trafi. Tym bardziej należy docenić okazję do rozgrzania gatunku nieco cieplejszym klimatem, choć przecież „Klara i półmrok” ma już dekadę na karku.

Czytaj dalej „Klara i półmrok – José Carlos Somoza”