Republika piratów – Colin Woodard

republika piratowTematyka i epoka piractwa morskiego zawsze mnie kręciła. Co prawda nie aż tak, bym na stronach z porno szukał tamtejszych wersji Piratów z Karaibów, bo strach pomyśleć co oni tam robią z tymi wszystkimi drewnianymi nogami i hakami zamiast dłoni, ale jednak kręciła. Ujmuje mnie tym temacie niemal wszystko, uwielbiam te widoki szalenie błękitnego morza, po którym bezszelestnie pod żaglami suną drewniane fortece, a potem następuje zgiełk bitwy, huk dział, wrzask abordażu. Uwielbiam czytać o tych charyzmatycznych i legendarnych osobistościach, którzy po wielu latach grabieży zapisali się w kartotece pirackich sław. Panowie (a w wyjątkowych przypadkach również panie) łatwo nie mieli, ale stosunek ryzyka do zysku był dla niektórych na tyle opłacalny, że innego życia mieć nie chcieli. Naturalnie z największą tęsknotą spoglądamy w kierunku tych bohaterów, którzy, mimo że często sprzeciwiali się literze prawa, to żyli przy tym w zgodzie z własnym, należycie działającym kompasem moralnym. Po stronie takich ludzi zawsze była i zawsze będzie sympatia czytelnika, bo zuchwałość z połączeniu z odwagą gwarantuje ciekawe przygody. I przy okazji mało atrakcyjne tatuaże kotwicy oraz nieprzyjemną, nagłą śmierć, ale nie psujmy od razu nastroju i póki co skupmy się może na przygodach, ok?

Czytaj dalej „Republika piratów – Colin Woodard”

Król z żelaza – Maurice Druon

krol z zelazaNo, Filip IV Piękny to jest pseudo. A nie jakiś Laskonogi, czy inny Łokietek. Kto to w ogóle wymyśla? Dlaczego ktokolwiek na to przystaje? Nie jestem ekspertem w dziedzinie władania królestwami, nie jestem nawet amatorem w tej dziedzinie, ale gdybym już siedział na tronie, to dla przykładu kazałbym ściąć każdego, kto nazwałby mnie Plątonogim, albo Laskonogim, bo blichtru w tym niewiele, brzmi raczej jak ksywa z boiska. Chyba że taki jest warunek panowania. No wiesz – dostaniesz tron, berło, odziejemy cię w norki, zorganizujemy płodną żonę i kilka kochanek, zameczek jakiś, w którego korytarzach hula wiatr, cholernie ciężki dwuręczny miecz (bo przecież królowi nie wypada machać byle szabelką), wyszkoloną przyboczną straż ci damy i worki złotych gadżetów, ale jest jeden szkopuł – będą mówić na ciebie Krzywousty, przykro mi, nic na to nie poradzimy. To jak, wchodzisz w to?
Jak to dobrze, że teraz jest jakoś prościej. Jesteś gruby, to wołają na ciebie Gruby. Na rudego każdy woła „ej, Rudy, chodź na wódkę!”, łysego nikomu nie przyjdzie do głowy ochrzcić Siwym, czy Czarnym, ale już „cześć Łysy” jest jak najbardziej na miejscu. Trzeba przyznać, że mało to nowatorskie i jeszcze mniej twórcze, ale najwyraźniej głupie przydomki wyszły z mody.
Dobra, ale o czym to mieliśmy? A, „Król z żelaza”, okej, okej.

Czytaj dalej „Król z żelaza – Maurice Druon”