Czik – Wolfgang Herrndorf

czikZdarzyło mi się kilka razy siedzieć w ostatniej ławce, która była niczym innym, jak symbolem wygnania i wykluczenia z grupy. Oczywiście to nie reguła, ale jeśli banda okrutnych dzieci decydowała się już kogoś odizolować ze swojego społeczeństwa, to ten ktoś pokornie siadał w ostatniej ławce i tam w samotności mógł delektować się swoim nieszczęściem. Ja najczęściej zajmowałem ją z własnej i nieprzymuszonej woli, bo wtedy wydawało mi się, że jest to superfajne i luzackie. Natomiast w jednej z pierwszych klas miałem kolegę Rafała, który z racji swojego upośledzenia umysłowego i nieprzewidywalności w zachowaniu zawsze ostatnią ławkę miał na własność, a kiedy reszta uczniów (w tym niestety ja) trudziła się nad ćwiczeniami z matematyki czy środowiska, on – ten przeklęty szczęściarz! – dostawał do zabawy klocki LEGO, kolorowanki i gry planszowe. Uważałem, że to strasznie niesprawiedliwe, żałowałem nawet, że nie jestem upośledzony i rozważałem czy opłaci mi się upośledzonego udawać. Rafał najwyraźniej w układaniu klocków nie osiągał zadowalających rezultatów, bo jeszcze przed końcem roku został deportowany do szkoły specjalnej, gdzie w spokoju oraz daleko od nienawistnych spojrzeń mógł szlifować swoje umiejętności. I Czik jest w dużej mierze opowieścią o chłopcach „z ostatniej ławki” – indywidualnościach z jakiegoś powodu wykluczonych ze zwartej grupy rówieśników; chłopców uznanych za nudziarzy, biedaków i ofermy w sporcie (w ostatniej kolejności wybieranych do drużyny na WF-ie, po czym stawianych na bramce, a następnie bezlitośnie obijanych piłką). Nie muszę tłumaczyć, bo każdy wie w czym rzecz. Czyli tematyka trudnego dojrzewania, daleka od oryginalności, wałkowana tyle razy, że jest już wręcz przezroczysta jak zbyt cienkie ciasto na pizzę, ale bez zadzierania nosa jeszcze raz podjąłem wyzwanie, licząc jeśli nie na nowatorstwo, to chociaż na kilka zabawnych fragmentów.

Czytaj dalej „Czik – Wolfgang Herrndorf”