Pielgrzym – Terry Hayes

pielgrzymAch, jak się chce czasami coś męskiego zrobić! Poczuć się samcem z prawdziwego zdarzenia i umorusać się olejem silnikowym, porąbać drwa na opał, pooglądać za kobiecymi pośladkami, obejrzeć porno, uderzyć żonę, poczytać komiksy ze Sknerusem McKwaczem i jakiś kryminał noir, albo chociaż thriller sensacyjny. Koniecznie taki z silnym (psychicznie i fizycznie) bohaterem męskim, aby w trakcie lektury można było się z nim utożsamiać, kiwać głową w geście aprobującym jego czyny i przy każdej podejmowanej przez niego decyzji (takich na skraju życia lub śmierci) mówić sobie: niewątpliwie zrobiłbym tak samo. Rozbroiłbym tego bandziora i uwolnił zakładników, żaden problem. Wbiegłbym do płonącego budynku, by ratować te kocięta. Odebrałbym połączenie z zastrzeżonego numeru, choć prawie pewne, że natychmiast  pożałowałbym tej lekkomyślności. Bycie stanowczym i odważnym mężczyzną nie jest przecież aż tak trudne. A potem zostałbym bohaterem jakiejś powieści, w której ratuję świat od katastrofy i stanąłbym w jednym szeregu z takimi tuzami jak: James Bond, Jason Bourne, Sławomir Borewicz i kapitan Żbik. Byłbym właśnie kimś w stylu tytułowego Pielgrzyma od Terry’ego Hayesa – agentem tak bardzo supertajnym, że nawet gdy teraz o nim piszę, to niespokojnie oglądam się przez ramię, czy aby nikt mnie zaraz nie sprzątnie za odkrycie jego sekretu. Niby fikcja literacka, ale kto ich tam wie, tych niesamowitych szpiegów…

Czytaj dalej „Pielgrzym – Terry Hayes”