Tylko seks – Zygmunt Gołąb

Tylko-seksI nikt mi nie powie, że tytuł nie jest ważny. Dziwnym zbiegiem okoliczności nagle się okazuje, że wszyscy chcieliby ode mnie pożyczyć tę książkę i ją przeczytać. Stają przed moimi regałami, krytycznym okiem przyglądają się licznym powieściowym grzbietom, a ja siedzę i milcząco przyglądam się im przyglądającym się. Myślę sobie: jest tam tyle wartościowych książek, klasyków literatury, zabawnych powieści, polecanych przeze mnie, ogólnie cenionych, ale i tak założę się sam ze sobą, że wybiorą Tylko seks (ewentualnie Terapię narodu za pomocą seksu grupowego, ale to może znaczyć, że są zainteresowani seksem grupowym, a do tego nie każdy jest gotowy się przyznać). Mówią głośno do mnie: o, to mnie interesuje! i ich palec wskazujący jak rakieta startuje przed siebie po czym spoczywa na szczycie grzbietu książki i przechyla ją, a pozostałe palce wyrywają tom z uporządkowanego szeregu. Ja nie muszę patrzeć, bo już wiem, że oni z zaciekawieniem oglądają Tylko seks z każdej strony, czytają notkę wydawnictwa, kartkują strony. Czasem pytają mnie: fajne to?, na co ja robię skwaszoną minę i im odpowiadam, że słabe, że ramota, że daj spokój, ale ja się nie znam, więc pewnie ci się spodoba. Zachęceni moją rekomendacją machają mi okładką książki i mówią: to ja sobie pożyczę, na co ja im odpowiadam: okej, ale za dwa miesiące, bo jest już kolejka.

Czytaj dalej „Tylko seks – Zygmunt Gołąb”