Shōgun – James Clavell

Co z tego, że zdarza mi się Japończyków nazwać „małymi, żółtymi ludzikami”? To z sympatii. Z kolei sympatia ta wynika z podziwu, jakim darzę ten naród o tradycjach, którymi można by obdzielić pięć innych nacji. Poważnie. Ten kraj jest obłędnie fascynujący, nie przestaje mnie zaskakiwać i w pewnych aspektach codzienności nie mogę przestać zazdrościć Japończykom. Największą przyjemność z lektury „Shōguna” czerpałem właśnie z możliwości smakowania egzotycznej natury i kultury Japonii, z poznawania jej wraz z postępami fabuły stanowiącej jedno z największych dokonań w gatunku powieści przygodowej. No i zawsze, ale to zawsze chciałem być wojownikiem ninja. Zamaskowanym, bezszelestnym, bezlitosnym. Co prawda wizerunek tych niezwykle skutecznych zabójców u Clavella nie prezentuje się zbyt chwalebnie (choć wiarygodnie), ale nadal pozostają oni ludzkimi maszynami o żelaznej dyscyplinie i nieugiętej cierpliwości. I nigdy nie nazwałbym ich „małymi, żółtymi ludzikami”, bo w rewanżu prawdopodobnie skręciliby mi kark stopami.

Czytaj dalej „Shōgun – James Clavell”